Share →

coleman raid

Kilka lat temu stacjonowałem w Bieszczadach gnieżdżąc się w tanim chińskim namiociku, który doprowadził mnie do szewskiej pasji, po czym utonął w wodzie. Skutkiem owego zdarzenia salwowałem się ucieczką do schroniska i zacząłem dumać. Postanowiłem sobie wtedy zanabyć dobry namiot bez względu na koszty. Zrobiłem wstępne rozeznanie rynku pod kątem następujących kryteriów: jednoosobowy (chyba, że mała dwójka), możliwie niska waga i objętość oraz w miare wysokie parametry. Tak sie jakoś śmiesznie złożyło, że właśnie wrócił Makato z Syberii i poradził mi Colemana Raida, mowiąc, że szedł z nim miesiąc tam i z powrotem i spisał się bez zarzutu. Coż było robić, konkurencji za bardzo nie widziałem toteż namiot zanabyłem za kwotę 400 złotych z hakiem.

cynik

 

 

Kilka lat temu stacjonowałem w Bieszczadach gnieżdżąc się w tanim chińskim namiociku, który doprowadził mnie do szewskiej pasji, po czym utonął w wodzie. Skutkiem owego zdarzenia salwowałem się ucieczką do schroniska i zacząłem dumać. Postanowiłem sobie wtedy zanabyć dobry namiot bez względu na koszty. Zrobiłem wstępne rozeznanie rynku pod kątem następujących kryteriów: jednoosobowy (chyba, że mała dwójka), możliwie niska waga i objętość oraz w miare wysokie parametry. Tak sie jakoś śmiesznie złożyło, że właśnie wrócił Makato z Syberii i poradził mi Colemana Raida, mowiąc, że szedł z nim miesiąc tam i z powrotem i spisał się bez zarzutu. Coż było robić, konkurencji za bardzo nie widziałem toteż namiot zanabyłem za kwotę 400 złotych z hakiem.

 

 

 

Pierwsze wrażenie – pewne zaskoczenie. Nie miałem wcześniej do czynienia  z tak małym i lekkim namiotem. Waży raptem 1 kg, zajmuje w plecaku mniej miejsca niż goretexowa parka ale po rozłożeniu wielkość jest całkiem sensowna. Wykonanie zasadniczo bez zarzutu, wszystko ładnie i równo poszyte i poklejone, mucha nie siada. Kolor zielonkawy nie rzuca sie w oczy, choć mistrz kamuflażu to też nie jest. Konstrukcja namiotu jest dosyć specyficzna, niech świadczy o tym fakt, że w Bieszczadach został nazwany trumienką – faktycznie, wygląda trochę jak przerosnięta trumna. Jest to namiot stricte jednoosobowy, druga osobe możnaby tam upchnąć tylko awaryjnie. Ludziki na obrazku poglądowym w katalogu Colemana mają maksymalnie po 130 cm wzrostu! Tyle teorii, czas na praktykę.

 

c

 

Składanie, rozkładanie, wygoda ogólna.

 

Składanie i rozkładanie jest proste jak w morde strzelił. Dwa maszty z czegoś co się zowie technologią Air Hercules a objawia się toto w postaci stopu aliminium i scandu. Fajne, lekkie, nie łamie się, chociaż przemocą nie próbowałem. Do tego siedem szpilek o dosyć nikczemnej długości, jednak wystarczającej. Pokrowca brak, całość namiotu chowa się sama w sobie na skutek sprytnego patentu polegającego na siateczce wszytej w podłogę – namiot zwija się w sposób taki, żeby na końcu zawinął się do srodka i robi się z tego taki kokonik. Brzmi łatwo, ale przy pierwszym rozkładaniu namiotu radzę zwrócić na to uwagę, bo samodzielne dojście do tego jak go złożyć nie jest już takie proste. Tak czy siak – 4 szpilki przechodzą przez pętle przyszyte do podłogi, trzy z przodu i jedna z tyłu. Następne 3 idą na linki, które przy okazji służą do regulacji nachylenia patek osłaniających otwory wentylacyjne. Maszty przechodzą przez tunele w materiale – też warto pamiętać bo na początku nie musi to być wcale takie oczywiste ze względu na to, że ciężko je zauważyć.

No dobra, namiot stoi, zatem czas się wgramolić do środka. Rozpinamy dwa zamki poprowadzone przy bocznej scianie namiotu, która stanowi wejscie. Turlamy się do środka i oto jesteśmy w środku. Tak, turlamy się, bowiem namiot jest niski i nie ma najmniejszej szansy usiąść w środku, jeśli nie jesteśmy jednym z tych ludków poglądowych z katalogu. Aczkolwiek jak już leżymy to możemy się na łokciu oprzeć przynajmniej. Po bokach nieco miejsca na różne ubrania i inne bibeloty, na przeciwko wejscia wisi mała kieszonka, gdzie możemy sobie załadować coś co chcemy koniecznie mieć pod ręką np. piersiówkę. Jest nawet moskitiera oraz pętelki umożliwiające uwiązanie zawiniętego wejscia i moskitiery w pozycji OPEN. Tyle ekstrawagancji, leży się przyjemnie, nie ma ścisku, śpi się swobodnie, chociaż zakladanie i ściąganie ubrania stanowi pewien wyczyn. Plecak i buty naturalnie zostają na zewnątrz…

 

A jak to panie na kaprysy pogody reaguje?

 

Ano wsyo v paryadke. Przeżyłem w tym namiocie kilka naprawde gigantycznych ulew, i jeszcze więcej dni umiarkowanie deszczowych. Nic nie przecieka, wszystko jest jak trzeba, jedyną ciekawostką jest fakt, że kiedy deszcz pierze naprawdę konkretnymi żabami to na twarzy czuje się od czasu do czasu jakby delikatną mgiełkę, tak jakby jakies mikro kropelki się przedostawały w momencie, kiedy rąbnie nam kropla wielkości pięści. Jednak nie jest to nic, co by przeszkadzało ani tworzyło jakieś widoczne gołym okiem zawilgocenie. Podłoga też bez zarzutów, często po obudzeniu okazywało się, że namiot stoi w małym bajorku, bo właściciel nie pomyślał, że to będzie aż tak padało – mimo to w srodku wszystko git. Odnoścnie wiatroodporności takiej konstrukcji ciężko mi cokolwiek powiedzieć, nie miałem okazji wystawiać go na jakieś straszne wichury, zwykła wietrzna pogoda nie robi na nim żadnego wrażenia. Raz nawet nocowałem w nim na sniegu pod Babią Górą, ale jak na złość nie chciało wtedy padać więc nie wiem, jak się to ustrojstowo zachowa kiedy je przysypie.

 

c

 

 

Wady.

 

Tak, póki co Raid prezentuje się wyśmienicie. Niestety, ideałem nie jest, a to głównie za sprawą dokumentnie skopanej moskitiery a dokładnie rzecz biorąc jej mocowania. Jednak o tym na końcu.

Jak wiadomo, wszelkie namioty jednopowłokowe cierpią na dolegliwość, która zowie się WSP – Wkur… zające  Skraplanie Pary. Ogolnie rzecz biorąc w Raidzie nie jest źle pod tym względem – są cztery otwory wentylacyjne, jeden z tyłu, drugi na całej czerokości górnej krawędzi przodu i dwa po bokach pod patkami. Jeśli nie spędzamy w namiocie więcej niż 8 godzin na raz to nie ma problemu, na suficie jest nieco wilgoci, ale nie zalewa człowieka na amen. Co innego, jeśli zachce nam się posiedzieć nieco dłużej, w celu przeczekania deszczu itp. – wtedy sytuacja rysuje się nieco gorzej. Zaczyna się lać po sciankach bocznych oraz kapać po nogach z sufitu. Tragedia się nie dzieje, ale wybitnym komfortem nazwać tego nie można. Dużo bardziej irytujący jest fakt, że zjawisko takie możnaby w dużym stopniu zniwelować, gdyby dało się nieco otworzyc namiot i schować się za moskitierą. Niestety, moskitiera jest zamykana na kilka rzepów, które są w dosyć znaczących odległościach od siebie. Na domiar złego rzepy idące po pionie nie są przymocowane bezpośrednio do powłoki, tylko do tasiemek, ktore luźno dyndają przyczepione do scianki. Wiele wieczorów dumałem czemu to tak debilnie zrobiono, niestety jeszcze póki co nie wydumałem. Rezultat jest taki, że praktycznie na połowie długości moskitiery mamy szczelinę szerokości kilku centymetrów, przez którą mrówki, pająki i inni tacy przychodzą do nas kiedy chcą, o komarach nie wspominając. Oczywiście prawdziwy survivalowiec robaka się nie lęka, ale ja nie po to namiot kupuję, żeby mnie w nocach nachodzili jacyś wielonożni autochtoni. Rozumiem, że Coleman chciał pobić rekord niskiej wagi przy projektowaniu tego namiotu, jednak jeśliby pociągneli rzep wzdłuż całego obwodu moskitiery podniosłoby to komfort używania o 200% a wagę minimalnie. Wtedy wejście możnaby zamykać na full tylko w wypadku opadów i problem przesadnego zawilgocenia by zniknął. Na szczęście moskitierę da się usprawnić metodami domowymi, niestety póki co nie miałem czasu tego zrobić.

Druga sprawa – Raid nie jest zbyt pancerny. Udało mi się przypadkiem naderwać jedną pętelkę wyciągając szpilkę, odlazła z kawałkiem materiału. Przeraziłem się nieco bo oczami wyobraźni wydziałem sporą dziurę w rogu namiotu, przez którą wlewa się woda. Jakże się zdziwiłem, kiedy się zorientowałem, że od środka nie widać śladu – okazało się, że pętelki są doszyte na dodatkowej warstwie materiału – plus za pomyślunek. Szkoda tylko, że ta dodatkowa warstwa nie była nieco grubsza, bądź co bądź są to miejsca najbardziej narażone na naprężenia w tym namiocie. Po raz kolejny przesadna oszczędność wagi dała się we znaki. Zakleiłem usterkie prowizorycznie używając kawałka materiału i kleju z zestawu naprawczego – kolejne zaskoczenie – trzyma się do dziś J

Rozwiązania konstrukcyjne też wymagają wyuczenia się pewnych patentów. Chociażby otwieranie namiotu po deszczu – trzeba ostrożnie i z głową, inaczej woda z całej scianki naleje nam się do środka. Podobnie z przebieraniem się w namiocie – sciąganie ubrań i włażenie do śpiwora to nie problem, ale odwrotna czynność nad ranem przy zawilgoconym suficie jest dosyć skomplikowana jeśli nie chcemy wyjść z namiotu pokryci mokrymi plamami. Na szęście sam namiot suszy się szybko i łatwo.

 

c

 

Podsumowanie – dla kogo to i czy warto?

 

Generalnie Coleman Raid jest moim zdaniem nieco eksperymentalną konstrukcją, czymś pomiędzy namiotem a płachtą biwakową. Sprawdza się świetnie tam, gdzie standartowy namiot byłby zbędnym balastem i fatygą przy rozbijaniu, natomiast płachta biwakowa stanowiłaby za słabą ochronę. Nie nadaje się natomiast do dłuższego biwakowania w miejscu typu camping, ponieważ im dłużej w nim przebywamy tym bardziej zaparowywujemy namiot od środka. Inna sprawa, ze jest to najnormalniej w świecie niewygodne. Co innego podczas przemierzania dłuższych tras w lasach i niższych górach.

 

Czy bym go polecił? Raczej tak, tym bardziej, że od dłuższego czasu rozglądałem się za kandydatem na następce Raida i absolutnie nic nie wpadło mi w oko. Inne jedynki są dużo cięższe, większe i droższe. Jeśli ktoś ma w sobie odrobinę Adama Słodowego i na wstępie usprawni sobie moskitiere to będzie miał świetną jedynke do nocowania na wypadach w stylu light and fast. Niestety póki co z jego dostępnością nie jest zbyt dobrze – zniknął nawet ze strony Colemana. Być może nadchodzi ulepszony następca?


** zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: [Namioty biwakowe] Coleman Raid

 

Dodaj komentarz