Share →
dolo

Po dwóch weekendowych wypadach w Dachstein i na Venediger przyszedł
czas na danie główne tego sezonu – Dolomity!
Niestety początek września nie pasował nikomu ze znajomych i pojechałem sam.
Na miejscu miałem się spotkać ze znajomymi, ale pewne niedogadanie sprawiło,
że niestety nie spotkaliśmy się :(.
Wyjechałem wieczorem 30-tego, na granicy austriacko-włoskiej byłem rano.
Po zobaczeniu pierwszych gór zorientowałem się, że w zasadzie nie mam żadnego
planu gdzie dokładnie mam teraz jechać…, ale ogólnie celem na dzień dobry jest grupa Sextner.


Croda Rossa

mapa:
http://maps.kompass.at/#lat=46.63393385477703&lon=12.366358128967239&z=14&s=KOMPASS%20Touristik

Dzień 1    Croda Rossa
Po przekroczeniu granicy dojeżdżam do przełęczy Kreuzbergpass, parkuje na
przydrożnym parkingu i studiuję mapy. Pogoda dość średnia, ale widoki
nie pozwalają na dłuższe obijanie się, czas w góry!
Idę na szczyt Croda Rossa, najpierw jednak kilkugodzinny trawers masywu.
Na szlaku w zasadzie same niemieckie grupy emerytów, których tempo jest naprawdę niezłe
Następnie prostą feratą w kierunku szczytu
O ile idąc do góry widzi się oznaczenie znaku, to schodząc w dół trzeba się
często oglądać za siebie, aby dostrzec oznaczenie. Dwa razy zapędziłem się
w nieprzyjemny teren i musiałem podchodzić do góry aby szukać szlak.


iglica ze stanowiskiem obserwacyjnym


wszędzie wokół pozostałości po wojnie – resztki baraków


w tle półka ferraty którą będę szedł dwa dni później


Mont Popera

Po powrocie na parking rozbiłem w pobliżu namiot i przekimałem do rana.

Dzień 2-3    Wokół Monte Popera


coś dla miłośników militariów – przeł. Kreuzbergpass

Rano jadę do doliny Val Risena na parking przy schronisku Lunelli.


Schr. Berti. Powyżej pianki ferrata Roghel :)

Na następne dwa dni planuję przejście do schroniska Carducci i powrót przez przeł. Sentinella
z powrotem. Najpierw podejście do schr. Berti, później ferratami Roghel i
Cengia Gabriella na nocleg.


początek ferraty Cengia Gabriella

W zasadzie chciałem spać gdzieś po drodze, ale nagłe
pojawienie się nade mną helikoptera ze szperaczem przekonało mnie, że lepiej iść
do schroniska (okazało się, że poszukiwali trójki niemców, którzy szli przede mną)
Koszta noclegu to 14E (z AV)
Poranek w tak pięknym miejscu było czymś zupełnie niesamowitym. Nie mogłem
oderwać wzroku od otaczających mnie turni – coś pięknego!

Teraz kieruje się na północ ferratą Strada degli Alpini na przeł Sentinella
(żałuję tylko, że nie poszedłem ze spotkanymi niemcami na ferrate Zandonella znów
na Croda Rossa, może jeszcze się to kiedyś uda)


na dole ferrata degli Alpini


na horyzoncie Monte Cristallo i Drei Zinnen


Crode Rossa


przeł. Sentinella


początek ferraty Zandonella


Lago Di Popera z plażą :)

i powrót na parking.

Dzień 4     Monte Piano
Jadę do Toblach, a następnie w kierunku na Cortinę i zatrzymuję się nad jeziorem
Durensee.


M. Cristallo

Celem na dziś jest Monte Piano i przejście ferraty Hauptman Bilgeri Steig
Najpierw długie,  mozolne podejście, ale widoki wynagradzają wszelkie trudy.
Ferrata dość krótka i po chwili już jestem na szczycie.Szczyt cały poprzecinany
transzejami.., w tak pięknym miejscu nonsens wojny jest aż nazbyt oczywisty.


Po powrocie na parking jadę na zakupy do Cortiny, a następnie na jedną noc
na camping Rochetta (14E)

Dzień 5     Pass Falzarego, Averau
Poranek na kampingu przeciągnął mi się ponad miarę i na góry nie pozostało wiele
czasu. Z braku lepszych pomysłów pojechałem na przeł. Falzarego, aby pooglądać
Tofany i pospacerować po okolicy. Poszedłem w kierunki Averau, niestety pogoda zaczęła
się psuć, zaczęło mżyć i mocno wiać. Chciałem wejść na Averau ferratą i ubzdurało mi się,
że ferrata zaczyna się od północnej strony. Straciłem godzinę na błądzeniu po piargach
nim uświadomiłem sobie, że wejście jest od północy :( Pogoda była coraz gorsza, wiec
zdecydowałem się na powrót. Oczywiście po powrocie do auta chmury się rozeszły i
góra pokazała się w pełnej krasie. .


Toffana


Averau

Zniesmaczony wsiadam do auta, jadę w kierunku S. Vito Cadore
na nocleg na parkingu pod wyciągiem San Marco

Dzień 6-7    Wokół masywu Sorapis
Znowu dwudniówka. Najpierw drogą do górnej stacji wyciągu, a następnie
w kierunku na schr. San Marco.


M. Pelmo

Schronisko o niesamowitym klimacie i już samo przebywanie
tam było niezapomnianym przeżyciem, a widoki na Antelao są powalające.
Szlak prowadzi do góry na przeł. Grande. Na górze miło konwersuję ze spotkanym amerykaninem
o różnicach w kolorach Dolomitów i skał w Utah :)

Po drodze spotkał mnie niemiły przypadek.
Chwytając się liny ferraty prowadzącej w dół, przesunąłem pokaźny głaz o kilkanaście centymetrów ponieważ
wydawało mi się, że będzie mi przeszkadzał. W połowie liny usłyszałem nad sobą
chrobot przesuwającego się kamienia. Lina doszła do kamienia i zepchnęła go w moim kierunku.
Nie mając innego wyjścia jakoś próbowałem dłonią odbić spadający na mnie kamień.
Rozharatało mi trochę kciuk, ale i tak mogłem być zadowolony, bo mogło być gorzej…
Będąc na ferracie Vandelli zaczęło padać i kilkakrotnie uderzył piorun.. Nie pozostało
nic innego jak poszukać miejsca z dala od stalówki, opatulić się ponczo i otworzyć
browara… Po 2 godzinach już tylko mżyło i można było ruszyć dalej. Nocleg spędziłem w schr.
Vandelli (10E z AV).

Piękny poranek pokazał widoki ukryte wczoraj. Miejsce jest bajkowe..
Powrót ferratą Berti ponownie przez schr. San Marco i do samochodu.


ferrata Berti


biwak Slataper


koniec okrążenia wokół Sorapisu

Niestety prognozy nie są najlepsze. Przez następnie 3-4 dni ma lać, a później sypać
śnieg. Nie pozostaje nic innego jak pakowanie i powrót do domu…

Jeszcze kilka fotek z drogi


Croda Marcoda i przebiegająca ferrata Berti (w chmurach)


 

** Do dyskusji zapraszamy na forum: Dolomity po raz pierwszy

Tagged with →