Share →

Oto małe freeride’owe know-how połączone z relacją z wizyty w dwóch ośrodkach narciarskich w rejonie doliny Venosty w Tyrolu Południowym.

Do Venosty trafiliśmy trochę przypadkiem, na skutek tragicznych komunikatów pogodowych z rejonu Kolm Saigurn. Urlop wypisany, wyjazd trzeba ratować: zaczął się ekspresowy screening warunków w Alpach i od słowa do słowa stanęło na Południowym Tyrolu. Start w czwartek po pracy, powrót w poniedziałek, ale mimo dużo dłuższego dojazdu zdecydowanie było warto. Całą ósemką lokujemy się w dwóch pokojach pensjonatu AgroPobitzer. Miejscówka zdecydowanie godna polecenia, klimat świetny a jedzenie boskie :) Do tego kontakt w języku polskim! Po resztę informacji odsyłam na stronę: http://www.agropobitzer.eu

Na miejsce docieramy w piątek, ok. godziny 5. Gospodarz wpuszcza nas na krótką drzemkę i przed 10′tą ruszamy w stronę Soldy. Zamiennie znana jako Sulden (nie mylić z Sölden, położonym za miedzą), jak wszystkie miejscowości w rejonie posiada bowiem nazwę w języku włoskim i niemieckim. Zaś mieszkańcy czują się po prostu Tyrolczykami :) Wracając jednak do rzeczy – droga do ośrodka narciarskiego w Soldzie pnie się miejscami stromo do góry, jest co prawda dobrze odśnieżona ale tak czy inaczej przy wzrastającej wraz z wysokością ogólnej ilości śniegu jazda jest trudna. Na ostrych zakrętach moje ciężkie Volvo woła o łańcuchy. Na parkingu pod kolejką gondolową krótka narada: wobec kiepskiej pogody oraz braku rozeznania decydujemy się zafoczyć w kierunku stacji kolejki na Kanzel.

Już na podejściu gęby się cieszą na widok ilości puchu. Porządnego, lekkiego puchu – nie jakiś tam zjawisk puchopodobnych :) Lekko pruszy śnieg, widoczność umiarkowana, więc pozostawiwszy górną stację krzesła z lewej strony dochodzimy do upatrzonego punktu powyżej granicy lasu i przepinamy się do zjazdu. Otwarty teren świetny, nastromienie “dla każdego”, później w lesie robi się gęsto i stromo. Mimo wszystko zachwyceni jakością śniegu wracamy do Laudes na pyszną kolację.

 

Wieczorna analiza prognoz i map ośrodków narciarskich prowadzi do zgodnej decyzji – znów Solda, ale tym razem jedziemy na samą górę. Całe popołudnie mocno kładło, ma być lampa ale i 4 stopień zagrożenia lawinowego. Znów więc stroma droga do Soldy, łańcuchy, przy kasie wyskakujemy z 34,5 eur za całodniowy karnet i pakujemy się do gondolki.

 

Jeszcze przy górnej stacji gondoli wiatr urywa łeb, a wyżej spokój. Przed nami hektary dziewiczego puchu! Jest tak lekki, że 100 mm pod butem wydaje się niczym.

Początkowo pracuje tylko jedno z dwóch górnych krzeseł, jadąc do góry widzimy jak pierwsi narciarze niczym sępy rzucają się na nieratrakowane stoki. Później, po uruchomieniu drugiego krzesła sytuacja powtarza się :) Uparcie przez cały dzień szukamy nietkniętych terenów, aż popołudniu zrywa się silny wiatr, znad Ortlera napływają ciemne chmury i w efekcie zamiast skorzystać z “terenowej” trasy zjazdowej do Soldy, zjeżdżamy gondolką :( Z drugiej strony może to i lepiej, bo uda by już tego nie wytrzymały…

Na niedzielę w planach mamy Watles. Ośrodek położony pod szczytem Piz Watles znajduje się znacznie bliżej Laudes niż Solda. Górna stacja ostatniego krzesła leży na wysokości ~2500 m npm, nie imponuje także ilością stoków. Był to rozsądny wybór na niepewną pogodę.

Ośrodek jest przyjazny dla skitourowców – zielona linia oznacza szlak przeznaczony do podejścia, ponadto co wtorek organizowane są tutaj nocne wejścia na Watlesa. My tymczasem wspinamy się w niedzielę rano do miejscowości Pramajur, gdzie znajduje się dolna stacja ośrodka. Kleimy foki i człapiemy w padającym lekko śniegu, powoli zdobywając wysokość. Mijamy górną stację dolnego wyciągu, naszym oczom ukazują się coraz atrakcyjniejsze tereny powyżej granicy lasu a i sam las wygląda apetycznie. Wieje, widoczność zdecydowanie pogarsza się, część ekipy rezygnuje z dalszego podejścia. Docieramy wreszcie na szczyt, pod sobą mamy nieruszone pola… i bardzo kiepską widoczność, zupełnie nie widać gdzie teren stromo opada, a gdzie jest łagodny, podłoże zlewa się z niebem w jedną biel. No cóż, zjechać trzeba – we trójkę, ostrożnie (ze względu na zagrożenie lawinowe) lawirujemy między depresjami i grzędami stoków Watles. Spotykamy się z resztą na buli powyżej lasu i stąd już po z góry upatrzonej linii zjeżdżamy na parking – las okazuje się strzałem w dziesiątkę! Dużo rzadszy niż ten w Soldzie, nierozjeżdżony, z świetnym śniegiem.

Gdy docieramy na dół, pogoda jak na złość znacznie się poprawia. Jest na to sposób – pojedynczy wyjazd na górę za 8 eur. Nie widzieć czemu, mimo upewnienia się że Bergfahrt obejmuje wjazd oboma krzesłami, na górnym karta nie działa. Obsługa coś tłumaczy w dialekcie tyrolskim i wpuszcza nas do wyciągu :) Od ostatniej stacji 15 minut podejścia pozwala znaleźć się pod krzyżem na szczycie Piz Watles, a stąd otwiera się prawdziwe niebo rekreacyjnego freeride’owca: połacie łagodnie nastromionych, urozmaiconych stoków.

Stąd jeszcze kawał świetnej zabawy w zjeździe lasem i lądujemy na dole tuż po 16.00. Wyciągi już zamknięte, niestety.

Poniedziałek to niestety załamanie pogody i nieśmiała próba wykorzystania resztki czasu na Watlesie. Wygania nas chmura i nasilający się opad. Po 12 godzinach jazdy meldujemy się przed 23.00 w Krakowie.

Z Krakowa do Laudes mamy ok. 1050 km
Informacje na temat regionu http://www.suedtirol.info
Warunki lawinowe możemy sprawdzać tu http://www.provinz.bz.it/lawinen
Ceny karnetów, kamery tutaj http://www.ortlerskiarena.com
Prognoza pogody to jak zawsze yr.no


Do dyskusji, zapraszamy na forum: [Włochy] Val Venosta

Tagged with →