Share →

Podsumowanie półrocznego okresu testowego.

Czas testu urządzenia udostępnionego przez firmę Navio z Tarnowa dobiegł końca więc należałoby ten półroczny okres jakoś podsumować.

Zawartość pudełka:
Po dostarczeniu przesyłki przez kuriera zabrałem się do rozpakowywania i zapoznania z zawartością paczki. Niewielki, ale zgrabne opakowanie prezentuje się zachęcająco. Poza raczej standardowymi informacjami oraz skróconą specyfikacją wraz z prezentacją kilku przykładowych ekranów na tylnej ściance opakowania, widać  również na jednym z boków do czego tak naprawdę urządzenie nam ma służyć. Zdjęcie gęstego lasu ma raczej jasny przekaz. Po otwarciu opakowania znajdziemy w nim:
-urządzenie Garmin eTrex 20
-kabel USB
-skrócony przewodnik użytkowania w kilku językach
-ulotkę o dodatkowych produktach Garmina w postaci map

Trochę zaskakuje brak płyty CD z jakimkolwiek oprogramowaniem, ale z drugiej strony, aktualne oprogramowanie możemy pobrać ze strony producenta, co jest lepszym pomysłem. Dzięki temu niezależnie od momentu zakupu mamy dostęp do nowych wersji oprogramowania.

Rozmieszczenie elementów:
Obudowa urządzenia jest wykonana z tworzyw sztucznych, dzięki którym urządzenie nie jest ciężkie. Jednak mimo to, urządzenie sprawia wrażenie dobrze wykonanego i raczej solidnego mimo niewielkiej wagi. Wszystkie elementy wyglądają na dobrze spasowane, a czarna część obudowy dodatkowo została wykonana z materiału, który minimalnie przypomina twardą gumę. Nie jest to specjalnie miękki materiał, jednak myślę, że poprawa komfortu trzymania jest dzięki temu na plus w stosunku do wariantu, gdyby był w całości zrobiony z twardego plastiku. Poza poprawą łatwości chwytu, od razu zostaje załatwiona sprawa uszczelnienia przycisków, które znajdują się po bokach urządzenia. Producent podaje, że urządzanie jest wodoodporne wg normy IEC 60529-IPX7.

Z przodu poza wyświetlaczem umiejscowiony został joystick, którym nawigujemy po wszystkich opcjach urządzenia. Służy on jako wybierak kierunkowy, a także do zatwierdzania naszych decyzji. Mimo niewielkich rozmiarów, jego działanie jest bardzo dobre – używa się go bardzo wygodnie, a jego skok jest wyraźny. Tutaj na początku zastanowiło mnie dlaczego Garmin nie przesunął joy’a wyżej, umożliwiając tym samym zastosowanie większego wyświetlacza – o te 0,5-1cm w pionie, ale po szybkim przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że gdyby tak zrobili to sięgając do wyżej położonego wybieraka, sami często zasłanialibyśmy ręką część wyświetlanych informacji. Tak więc plus za pewien ukłon w stronę ergonomii, a nie tylko dążenie do kręcenia parametrów.

Przyciski boczne chodzą również sprawnie, jednak trzeba chwili przyzwyczajenia – ich powłoka ma dosyć twarde brzegi przez co trzeba je naciskać mocniej niż wybierak. Jednak po raz kolejny jest to najpewniej celowy zabieg, gdyż również z boku, znajduje się przycisk umożliwiający nam włączenie/ wyłącznie urządzenia. Gdyby chodził miękko to mogło by się okazać, że podczas noszenia włączamy urządzenie zupełnie przypadkowo. Niemniej kilka sekund na przyzwyczajenie i już obsługa poruszania się po menu nie sprawia problemów. eTrex leży w dłoni sprawnie i wygodnie.

Z tyłu poza ukrytym pod zaślepką gniazdem USB, znajduje się oczywiście komora zasilania wraz z gniazdem kart pamięci microSD.

Wyświetlacz jest czytelny – więcej o nim napiszę dalej, ale tu wspomnę tylko że jest naprawdę czytelny.
Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre

Materiały i wykonanie:
Urządzenie jest wykonane przede wszystkim z tworzyw sztucznych. Najkrócej rzecz biorąc jest to w większości plastik. Jest on jednak całkiem niezłej jakości dzięki czemu sprawia wrażenie całkiem trwałego. W końcu liczymy, że nie zawiedzie nas w najtrudniejszych momentach. O tym, że plastik jest niezłej jakości już wspomniałem (oczywiście ma to pewne uzasadnienia nie tyle ekonomiczne, co wagowe oraz wytrzymałościowe). Gumowe wstawki wpływają na poprawę chwytu, oraz uszczelniają kluczowe dla urządzenia przyciski i złącza (jak chociażby złącze micro-USB). Ze względu na kruchość ekranów pokrytych szkłem, producent zdecydował się na zastosowanie pleksiglasu. Ja osobiście jestem przeciwnikiem takiego rozwiązania, ponieważ częściej mamy do czynienia z powstawaniem rys na ekranach, niż z ich tłuczeniem. Osobiście nie zauważyłem, aby ekran pokrywał się rysami, ale jest to związane z dwoma istotnymi faktami. O sprzęt mocno dbam w myśl zasady, że jeżeli o sprzęt dbamy to służy on nam długo i bezawaryjnie. Druga sprawa to przenoszenie urządzenia w przede wszystkim w górnej komorze torby na sprzęt foto, dzięki czemu nie jest narażony na wiele czynników mogących go uszkodzić. W każdym bądź razie, w sieci pojawiają się głosy narzekania na trwałość tego elementu. Ja generalnie jestem zadowolony. Nie pływałem z urządzeniem, ale nie zdarzyło mi się aby np. cokolwiek (np. ekran) zaparował.
Spasowanie elementów jest dobre i nic nie trzeszczy. No może można by tu wymienić klapkę komory baterii oraz karty microSD, ale akurat w przypadku tego elementu trudno to wykonać inaczej. Natomiast sama sztywność urządzenia oraz jego trzymanie jest naprawdę wygodne i właściwie już od wyjęcia z pudełka da się go obsługiwać sprawnie.

Mapy:
Z urządzeniem nie dostajemy mapy, na której możemy się nawigować. Tzn. jest taka wkładki, ale skala jej dokładności jest praktycznie żadna i można ją uznać za kompletnie zbędną oraz nieużywalną.
Mapy możemy zdobić w dwojaki sposób. Możemy je zakupić lub stworzyć samemu. Pierwsza droga właściwie nie wymaga dłuższego komentarza. Kupujemy plik, który wgrywamy na kartę, bądź do pamięci urządzenia i działa. Problem pojawia się w momencie, kiedy żadne znane nam wydawnictwo nie oferuje mapy obszaru, który nas interesuje. Wtedy chcemy czy nie, musimy skorzystać z drogi numer dwa. I w tym momencie istotne jest pochylenie się nad tą kwestią, ponieważ producent chwali się możliwością tworzenia owych map praktycznie przez każdego kto będzie tym zainteresowany. Brzmi pięknie prawda? Jednak teoria teorią, a praktyka pokazuje jak jest naprawdę. Otóż do zarządzania  mapami, waypoint’ami, trackami i innymi rzeczami dostajemy bezpłatne programy takie jak Basecamp lub Mapsource. Jednak przy ich pomocy właściwie żadnej mapy nie stworzymy. No może w przypadku usługi BirdsEye tak, ale jest to usługa dodatkowo płatna oraz wrzucająca nam obrazy satelitarne. A co jeżeli nie chcemy korzystać z dodatkowych usług oraz chcemy zrobić „klasyczną” mapę np. z posiadanego pliku lub gdy owego pliku nie mamy? Wtedy musimy zagłębić się w całkiem sporą ilość informacji dotyczącą kartografi i kalibracji map, a owe informacje wcale nie tak prosto znaleźć. Musimy szukać i pobierać kilka bądź kilkanaście dodatkowych programów, bez który a to nie poskładamy czegoś, a to czegoś nie skonwertujemy bo np. inny program nie czyta takiego czy innego rozszerzenia, a to nie skalibrujemy odpowiednio mapy dla konkretnego układu współrzędnych itd itd. Ostatecznie jeśli przejdziemy tą długą i wcale nie prostą (dla kogoś kto nie zajmuje się tym na co dzień) drogę, to możemy sobie praktycznie wręczyć dyplom małego kartografa-geodety.
Kolejnym ograniczeniem urządzenia jest wyświetlanie w Custom Maps map, które łącznie nie mogą mieć więcej niż 100 kafelków. W pierwszym momencie wydaje się ta ilość wystarczająca. Jednak wraz z zagłębianiem się w tworzenie map okazuje się, ze to wcale nie tak wiele. Logicznie wnioskując im mniejsze kafelki tym szybsze ładowanie mapy, ponieważ wraz ze zwiększeniem przybliżenia nie musimy ładować czegoś czego już nie widzimy. Przy większym obszarze mapy, może się okazać, że w kategorii map własnych możemy mieć tylko 1 mapę na karcie, niezależnie od jej rozmiaru w MB. Otóż nawet jeśli posiadamy kartę np 8 GB, oraz zagramy na nią dwie mapy gdzie jedna będzie miała 90 kafelków a druga 45kafelków i obie łącznie będą zajmowały np 38MB, to nam to nie zadziała. Jest to związane z kolejnym przeoczeniem w oprogramowaniu, a mianowicie o ile mapy zakupione możemy uruchamiać pojedynczo, o tyle mapy w Custom Maps albo mamy włączone, albo nie. Nie da się włączyć pojedynczego pliku. Prowadzi to do sytuacji, że jeżeli jedziemy np na tydzień i chcemy zabrać 10 map z których każda ma po np 80 kafelków to musimy zabrać… 10 kart pamięci… Niezależnie od tego, że np. każda będzie zajmowała 20MB to i tak będziemy ją wgrywać np. na kartę 4GB, bo na dzień dzisiejszy trudno już kupić mniejsze karty pamięci. Dosyć kuriozalna sytuacja, ale niestety prawdziwa.
Wiem, że mapy nie są częścią urządzenia, ale mimo wszystko wpływają one na korzystanie z niego. Ich dostępność czy łatwość tworzenia wpływa również na tak prozaiczną kwestie jak sens zakupu takiego urządzenia. Uważam, że kwestia na dzień dzisiejszy nie jest jeszcze dobrze rozwiązana. Co prawda oferta wydawnictw z każdym dniem się poszerza, ale np. polskie wydawnictwa opracowują praktycznie w 99% tereny Polski. Osobiście problem dotknął mnie w przypadku poszukiwania cyfrowej wersji mapy topograficznej dla obszaru Szwajcarii. Oficjalne mapy Garmina kosztują w tym wypadku krocie oraz przekraczają one swą ceną, cenę samego urządzenia.

Czytelność wskazań:
Na tym polu eTrex20 radzi sobie wręcz świetnie. Wyświetlacz jest nie tylko kontrastowy, ale ma również mocne podświetlenie. Mocniejsze niż np. to w serii 62, która defakto jest modelem wyższego segmentu. Niezależnie czy patrzymy na wyświetlacz podczas pochmurnej pogody, czy podczas pięknego słonecznego dnia – jest on czytelny. Nawet w pełnym słońcu na śniegu nieodczytywanie wskazań nie sprawia większych problemów. Przy dobrej pogodzie podświetlanie wyświetlacza można spokojnie wyłączyć, bo jest niesamowicie czytelny i wszystko widać bardzo dobrze.

Siła sygnału:
Sygnał jest wg mnie wzorowy. Fix’owanie następuje w kilka sekund niezależnie czy znajdujemy się w centrum dużego miasta, czy w środku lasu. Z reguły po chwili dysponujemy już pełnym zasięgiem, który rzadko kiedy spada. Nie zauważyłem, aby pogoda miała znaczący wpływ na ten stan rzeczy. Jedyny problem jaki udało mi się zaobserwować oraz potwierdzić, ma miejsce kiedy np. w mieście idziemy bardzo blisko wysokiej ściany np. budynku. Wtedy zdarza się, że ślad naszej trasy może odbiegać od  faktycznego przebiegu. Zdarza się, że na śladzie urządzenie widzi przejście na drugą stronę drogi, a co nie miało miejsca w rzeczywistości. Jeżeli idziemy chodnikiem, który jest choćby trochę odsunięty od budynków to problem ten nie występuje. Jednak urządzenie projektowane jest przede wszystkim do turystyki outdoor’owej, gdzie radzi sobie bardzo dobrze – również z łapaniem sygnału. Czas jaki urządzenie potrzebuje, aby odnaleźć naszą lokalizację jest znacząco krótszy od tego znanego z nawigacji samochodowych. Powiedziałbym, że jest wręcz porównywalny lub minimalnie wolniejszy od określania pozycji przez telefon komórkowy którego GPS wspierany jest przez łączność internetową (przy dobrym łączu).

Funkcje:
Podstawową funkcją urządzenia jest przedstawienie naszego położenia na załadowanej do pamięci mapie. Na tym polu spisuje się wyśmienicie i nie mam na tym polu żadnych większych uwag.
Do dyspozycji mamy również „komputer podróżny”, który wyświetla nam przebyty dystans, wysokość n.p.m, czas do zachodu słońca itp. Naprawdę przydatna sprawa, która pozwala nam kontrolować niektóre istotne parametry marszu. Dodatkowo możemy nawigować do wybranego punktu, możemy pobawić się w Geocatch’ing, a nawet sprawdzić najlepsze czasy na wędkowanie i polowania w zakładce „polowania i połowy”.
Obsługa następuje za pomocą rozmieszczonych po lewej i prawej stronie przycisków. Jedynie nie wiedzieć dlaczego odwrócono kierunki zoom’a mapy. Wymaga to jednak chwili przyzwyczajenia i później już nie przeszkadza. Na początku jest jednak to dosyć irytujące.
Menu jest przejrzyste i intuicyjnie na tyle, że nikt nie będzie raczej miał problemów z odnalezieniem wszystkich potrzebnych funkcji.

Zapis śladu:
Jest to jeden z wbrew pozorom częstszych powodów zakupów urządzeń tego typu. Użytkownik ma do wyboru pomiędzy automatycznym trybem zapisu, a interwalometrem czasowym lub odległościowym. Wtedy położenie na mapie jest zapisywane na podstawie położenia w regularnych odstępach czasu. Do dyspozycji mamy 10000 punktów na pojedynczy ślad. Osobiście korzystam z automatycznego doboru momentu zapisu i ta ilość jest w zupełności wystarczająca – nawet w przypadku całodziennej wędrówki zostanie nam jeszcze spory zapas.

Poniżej ślad z Grzesia nałożony na mapę Tatr w skali 1:10000

I ślady dla przykładu z Hali Lipowskiej:

Łyżka dziegciu:
Poza opisanym powyżej skomplikowaniem dotyczącym map jest jeszcze jedna sprawa, która mnie osobiście dosyć mocno irytuje. Nie ma blokady klawiatury czy też elementów sterujących, a mamy np wystający joystick. W ciasnej kieszeni jest z tym nieustający problem – można sobie przez przypadek np. wykasować ślad całej przemytem drogi. Nie bardzo rozumiem, jak można to było przeoczyć w trakcie projektowania, ale jakoś do tego doszło.

Podsumowanie:
Podczas całego okresu użytkowania nigdy nie zdarzyło mi się zmagać z jakimkolwiek problemami z urządzeniem – eTrex20 nigdy się nie zawiesił. Wszystko działa sprawnie i mimo, ze sam model nie jest najnowszy, ani nie jest to najwyższa półka tego producenta, to wszystko działa bardzo dobrze. Można ponarzekać na brak blokady sterowania. Na ceny i dostępność lub łatwość tworzenia map, ale ta będzie taka sama w przypadku każdego urządzenia dostępnego w ofercie producenta.
Urządzenie jest dobrze wykonane, a jego obsługa jest prosta i intuicyjna. Dzięki temu w terenie skupiamy się na wskazaniach, a nie na zadawania sobie pytania „jak się to obsługuje”. Dzięki temu testowi mogłem zweryfikować swój sceptycyzm związany z sensownością korzystania z nawigacji pieszej. Jeżeli odrzucimy koncepcję związaną z nawigacją w złych warunkach pogodowych (gęste mgły, śnieżyce) to nawet prosta kontrola naszej pozycji na trasie jest wygodniejsza i szybsza niż na mapie tradycyjnej (papierowej). Należy jednak pamiętać o tym, że nawigacja GPS ma być uzupełnieniem mapy papierowej, a nie że ją zastępuje. W momencie awarii bądź wyczerpania się zasilania musimy mieć możliwość użycia wersji papierowej. I chyba dla wielu kluczowe pytanie – czy kupiłbym to urządzenie znając jego wady i zalety? Bo skoro jestem w stanie podjąć decyzje z tą wiedzą to teoretycznie osoba, która nie mogła się z eTrex’em zetknąć powinna być z jego zakupu zadowolona. TAK – kupiłbym go :) Oczywiście na dzień dzisiejszy można już dostać jego nowszy model, a nawet wybierać, spośród urządzeń nowszej generacji. Mają one większe wyświetlacze – w dodatku dotykowe. Ja jednak, w urządzeniach mających mieć zastosowanie w terenie jestem zwolennikiem tradycyjnych przycisków. Dlatego cieszy mnie sterowanie o tradycyjnej formie w eTrex’ie, bo jednak to po ich stronie jest wyższa odporność na uszkodzenia oraz niekorzystne warunki atmosferyczne. Ja używałem go z przyjemnością (pomimo małych niedoróbek, takich jak kolejny raz wspomniana blokada klawiatury) i mogę go polecić innym. Nie dlatego, żeby to zrobić w ramach „podzięki”, ale dlatego, że to naprawdę przyzwoity odbiornik GPS – w dodatku w przystępnej cenie. Na pewno rozważę go w przypadku zakupu własnego odbiornika GPS bo do samej idei posiadania takowego zdecydowanie zostałem przekonany.

Urządzenie jest bardzo przyjazne użytkownikowi i używałem go regularnie podczas całego okresu testowego – co więcej jego ostatnie użycie miało miejsce 2 dni temu na Krywaniu (z którego co prawda przegonił nas deszcz i szare chmury), ale to tylko potwierdza fakt, że zabieram go już w teren odruchowo, a nie z konieczności prowadzonego testu. To chyba najlepsza rekomendacja dla tego urządzenia. Poniżej wykres i ślad:

Na koniec jeszcze raz chciałbym podziękować firmie Navio oraz portalowi Outdoor.org.pl za możliwość testowania powyższego urządzenia. :)


Więcej znajdziecie na forum: Garmin eTrex 20 [Testujemy dzięki navio.rix.pl]

 

Tagged with →