Share →

Miło nam poinformować, że www.outdoor.org.pl objął patronat medialny nad wyprawą We Khan do it!

We Khan do it!

Pomimo upływu miesięcy, echa wyprawy „Pik Lenin 2013” jeszcze się odzywają. Ktoś potrzebuje informacji a propos sprzętu, inny pyta o warunki wejścia na szczyt, kolejny chciałby wiedzieć coś o Kirgistanie. Od jednego ze znajomych dowiedziałem się, że na podstawie naszego bloga Pik Lenin 2013 organizuje się w tym roku wyprawy. Serce roście. Nieco ponad miesiąc temu zorganizowaliśmy prezentację dla Rowerowego Lublina. Wieczór, klimatyczna atmosfera. Po opowieści pojawiło się pytanie – „co dalej?”.
W tym momencie mogę z pełną świadomością odpowiedzieć na to pytanie.
Kahn Tengri od południa, źródło – sieć.
Kirgistan to kraj niesamowity,  to kraj który wciąga. Nie użyję tu sformułowania, że to piękny kraj, bo z miast ma się ochotę czym prędzej uciekać. Niemniej, kiedy zagłębić się w jego walorach naturalnych, człowieka trudno stamtąd wyciągnąć. Kirgiskie góry, jakkolwiek niedostępne i dzikie przyciągają, zniewalają i pozostawiają niezapomniane wspomnienia.
Pod Pikiem Lenina, siedząc kilkanaście dni wśród skał i lodu powtarzałem sobie, że to nie dla mnie, że taki typ podróży mi się nie podoba. Nie żartuję, kto był ze mną – potwierdzi. Jakkolwiek, po spędzeniu kilku dni w cywilizacji zacząłem za górami tęsknić. Jeszcze przed wyjazdem udało się zorganizować trekking w okolicach Issyk Kul, na pocieszenie i na zachętę. Tam już okrzepłem z myślami, że na jednym wyjeździe do Kirgistanu się nie skończy i za rok wrócę. Za pomysłem zaraz zawtórował mi Janusz i od tego czasu temat Kirgistanu prześladował nas nieustannie i pozostawał w cieniu wszystkich normalnych spraw. W listopadzie kupiliśmy już bilety, wraz z Marcinem – znajomym z klubu turystycznego, który nie dał rady wybrać się z nami rok temu – i teraz już pozostawało określić cel.
Jako iż perspektywa kolejnych dwóch tygodni spędzonych w znajomej już okolicy Piku Lenina nie wzbudzała w nas emocji, pod lupę wzięliśmy zupełnie inny rejon Kirgistanu – góry Tien Shan, leżące w północno-wschodniej części kraju. Po długich rozmyślaniach za cel obraliśmy drugi pod względem wysokości szczyt położony w tamtym rejonie. Khan Tengri – Władca Dusz, czy „małe K2”, jak kto woli. Kwestia jego wysokości szczytu jest dyskusyjna – 6995/7010 m, choć umownie wszyscy zaliczają go do siedmiotysięczników i jednocześnie za jeden ze szczytów „śnieżnej pantery”. Uznaliśmy, że po doświadczeniach z Pikiem Lenina, dobrym treningu i przy odrobinie szczęścia, damy radę.

Niebawem po nowym roku w naszym gronie na powrót pojawił się Janek. Jak widać wypraw górskich się nie zapomina i coś jednak kusi aby wrócić w ten dziki rejon Azji. Syna marnotrawnego przyjęliśmy z otwartymi ramionami;) Od tego momentu przygotowanie ruszyły pełną parą. Kwestia nazwy wyprawy była tematem gorącej dyskusji, ale w końcu doszliśmy do wniosku że motywacja ma kluczowe znaczenie, więc We Khan do it! Kolejnymi szczebelkami w drabinie na szczyt zostały logo, strona facebooku i blog, który właśnie czytacie. Od tego momentu to tutaj na bieżąco będziemy starali się opisywać nasze przygotowania do wyjazdu oraz wszystkie perypetie z tym związane. Z czasem dowiecie się wszystkiego o górze, wyprawie i szczegółach które nas nurtują. Jak w poprzednim roku i „blogu” Pik Lenin 2013, mamy nadzieję, że w przyszłości nasze doświadczenia przydadzą się komuś, kto będzie chciał zorganizować podobne przedsięwzięcie.
Z tego miejsca, po raz kolejny dziękujemy wszystkim za ubiegłoroczne wsparcie. Bez Was wyprawa z pewnością by się nie powiodła. w tym roku ponownie liczymy na Waszą dobrą wolę. Zapraszamy wszystkich do częstego odwiedzania bloga i strony Facebook, przejawiania aktywności oraz przekazywania informacji o nas znajomym. Wszelkie zainteresowanie będzie dodatkowym motorem do wytężonej, zespołowej pracy. Razem damy radę!  We Kahn do it!
Pozdrawiamy
Tomek
Janusz
Janek
Marcin
Tagged with →