Share →

Dnia 1 maja o godz. 16 zagrałem w premierowym spektaklu a trzymając kieliszek szampana na bankiecie, równo o godzinie 18 przyjechał po mnie Sławek, aby zabrać mnie do Jaskini Optymistycznej na Ukrainie.

Jadąc samochodem w Świebodzicach zgarnęliśmy  jeszcze naszą koleżankę –  Paulinkę z Wałbrzyskiego Klubu Górskiego i Jaskiniowego, i ekipa była w komplecie. W nocy na granicy z Ukrainą ruch był prawie zerowy i przekroczyliśmy ją w jakieś 5min. Dalej jechaliśmy w kierunku Lwowa, Tarnopola a stamtąd już na południe do wsi Koroliva. Warto zaznaczyć, że drogi mają w fatalnym stanie. Przejechanie 350km od granicy zajmuje więcej niż moglibyśmy się spodziewać.

Na bazę dotarliśmy około godz. 10 rano, zostaliśmy bardzo miło przyjęci przez powoli budzących się członków ekspedycji oraz jej szefową Natasze Judina. Wraz ze Sławkiem nie spaliśmy w samochodzie ani chwili jednak byliśmy tak naładowani chęcią wejścia do jaskini, że nie widać po nas było zmęczenia. Baza składa się z dwóch budynków. W jednym znajduje się muzeum grotołazów, magazyn i kuchnia. W drugim zaś miejsca noclegowe a od tyłu budynku mały salonik i ładna sałna. Toaleta tj. wychodek znajduje się w ogródku. Wyjazdy ekspedycyjne do Jaskini Optymistycznej wiążą się z pracą tj. kopaniem. Natomiast samo zwiedzanie jest raczej formą nagrody.

Spodziewaliśmy się pracy w dalszych partiach i zarazem noclegów na jednym z oddalonych biwaków wewnątrz jaskini. Dowiedzieliśmy się jednak, że prace będą odbywać się w niedalekiej odległości więc noce spędzaliśmy na bazie. Trochę to pokrzyżowało moje plany testowania śpiwora Cumulusa X-Lite 200 Zip. Wiele osób uważa, że przy tak dużej wilgotności jaka panuje w jaskini, zabieranie tam puchu to głupota – nic bardziej mylnego gdyż pakowany szczelnie podczas nie używania sprawuje się świetnie. Wracając jednak do tematu….

Ciekawostką stało się dla mnie, że podczas ekspedycji przyjeżdżają ludzie, którzy w jaskini nigdy nie byli a do Optymistycznej zaglądają turystycznie. Członkowie Lwowskiego kluby organizują bowiem godzinny spacer po Starych Partiach, który nie jest wymagający fizycznie. Posiadają dla turystów kombinezony (często coś w lumpeksie trafionego) rękawiczki, kaski i czołówki. Spacer odbywa się z przewodnikiem. Wejścia do Jaskini znajdują się 15min. od bazy. Na taką wycieczkę zabrała nas przewodniczka na ‘rozruch’. Zapomniałem zapytać czy od turystów pobierana jest opłata, podejrzewam, że tak lecz na pewno nie wielka. Około godz. 12 poszliśmy oglądać Stare Partie. Znajduje się w nich bardzo dużo glinianych rzeźb, które ulepili i pozostawili w jaskini studenci Akademii Sztuk Pięknych podczas wizyty/pleneru. Towarzyszyła nam jedynie młoda parka turystów, dla których było to pierwsze przeżycie jaskiniowe. Byli bardzo zadowoleni podczas oglądania wielu sal, korytarzy i wcześniej wspomnianych rzeźb, m.in. ryb, syren, nagich kobiet…

Gdy wróciliśmy przywitał nas Bogdan. Jest on stałym mieszkańcem Koroliwki i głównym dowodzącym prowadzonych ‘prac ziemnych’ tj. kopania. Zbierał właśnie ludzi do pracy na ten dzień. Właśnie – jak wygląda dzień na bazie – nikogo się nie budzi! Trzeba dużo spać :D  w międzyczasie można wstać na śniadanie, po czym można się jeszcze zdrzemnąć mnie więcej do obiadu tj. godz. 13-14 potem następuje powszechna mobilizacja do pracy – kopie się około 4 godzin po czym chętni mogą się udać na zwiedzanie lub wrócić na bazę. Wracając – Bogdan upchał ludzi na pace busa i ruszyliśmy pod jaskinię. Tym razem nie była to Optymistyczna. Jest to dopiero odkrywana jaskinia, która ma już dwa wejścia i łącznie z 20m długości. Są one jednak nie kontynuujące się lecz ukształtowanie terenu daje nadzieję na ładny system jaskiniowy, dlatego Bogdan postanowił dokopywać się do kolejnego otworu. Posługując się płytką magnetyczną umieszczoną w najdalszym ciągu znanego korytarza Władymir za pomocą specjalnego wykrywacza szukał z góry prześwitu ziemnego pomiędzy skałami, który najlepiej rokowałby do pracy. Po wyznaczeniu takowego miejsca, usunęliśmy szpadlami, łopatami i wiadrami całkiem duży kawałek skarpy dokopując się do skały gipsowej w której znajdował się kolejny otwór. Na tym skończyliśmy pracę i wróciliśmy na bazę gdzie rozpoczynało się spotkanie towarzyskie wielu zaproszonych na ten dzień (2.05) przedstawicieli  różnych klubów speleologicznych z terenu Ukrainy. Gości, jadła i trunków było bardzo dużo, bawili się przy stole Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi i Polacy i choć rozmawiało się o polityce to nie był główny temat dyskusji.

Następnego dnia, pierwsi byliśmy na nogach i długo oczekiwaliśmy aż się ludzie zbiorą do pracy. Wyruszyliśmy dość sprawnie około 13 i poszliśmy kopać. Do Jaskini Optymistycznej prowadzą dwa otwory, my udaliśmy się do nowego otworu, który powstał przez wzgląd na zbyt często występujący, duży stan wody przy starym otworze co uniemożliwiało prace oraz zwiedzanie dla turystów. Naszym celem było kopanie w tunelu łączącym partie idące od nowego otworu do reszty jaskini, która dostępna jest niemal wyłącznie ze starego otworu. Udało się wynieść około 100-150 wiader ziemi. Prace zakończyliśmy wcześniej bo o godzinie 16. Obiecano nam bowiem, że idziemy tego dnia w ‘ładne partie’ :D

Ok. godz. 16.20 weszliśmy starym otworem, w dość dużym zespole (około 12 osób) w partie Stare gdzie normalnie oprowadza się wycieczki aż do Starego Biwaku w miejscu, którego znajduje się gablota szklana z przyniesionymi z głębi jaskini formami naciekowymi i kryształami, które naturalnie odpadły kiedyś od skał. Tu należy się wzmianka dla tych, którzy po jaskiniach nie chodzą, że żaden szanujący się grotołaz z jaskini niczego nie wynosi!!! Nie wolno nic obrywać, łamać, uszkadzać, nie powinno się również wynosić z jaskiń ‘czegoś co już odpadło’ – niech inni też mogą to zobaczyć, choćby na ziemi. Jaskinia może się też zemścić i nas nie wypuścić.

Dalej udaliśmy się w partie Globus. To przypadek sprawił, że w tych właśnie partiach ‘pojawiły się’ nowe korytarze. Stało się to za sprawą zbłądzenia jednej z dziewcząt, która szukała miejsca do wysikania się. Tu kolejna wzmianka dla tych co po jaskiniach nie chodzą – w jaskiniach absolutnie nie wolno się załatwiać! W ten sposób naruszylibyśmy florę bakteryjną występującą w jaskini. Taternicy jaskiniowi poruszający się po jaskiniach tatrzańskich, przed wyjściem, zaopatrują się w TPNie w specjalne woreczki na ‘potrzebę’. W jaskini Optymistycznej przez wzgląd na jej długość oraz na potrzebę biwakowania stworzono kilka wychodków, które tworzą sklepiające się zagłębienia nie rokujące na dalszą eksplorację :D


z początku podniecałem się nawet takimi mleństwami

Po przejściu partii Globusa doszliśmy do Partii Centralnych gdzie jedna z członkiń Lwowskiego speleoklubu wskazała nam salkę, której ściany porośnięte były 2-3centymetrowymi kryształami. Byliśmy zachwyceni. Starsi grotołazi patrzyli na nas z uśmiechem kiwając do siebie głowami  a na ich twarzach malował się uśmiech, który mówił wszystko – ‘zobaczycie co będzie dalej’

Nie mogąc się doczekać co będzie dalej szliśmy nie zbaczając więcej z drogi. I tak przez niegdyś ciasne a teraz ładnie przekopane Partie Anakondy doszliśmy do Partii Szlachetnych. Od tego miejsca człowiek nie wiedział gdzie oko zawiesić – masa pięknych kryształów, czasami wielkości głowy, mieniące się wręcz ściany, szczotki krystaliczne i cuda, jakich nigdy na oczy nie widziałem. Co chwilę było słychać odgłosy zachwytu ‘ochy i achy’ oraz bardziej soczyste okrzyki.

W takim nastroju dotarliśmy do Partii Puszkina i Biwaku Oaza gdzie kryształy wystają ze ściany nawet między wiszącymi na niej naczyniami kuchennymi. Spacer do tego miejsca zajął nam około 4 godzin przez wzgląd na częste fotografowanie. Zostaliśmy tu ‘bagaż podręczny’ i poszliśmy oglądać liczne korytarze tych partii. Mimo iż jaskinia jest głównie gipsowa występują tak również formy nacieków wapiennych. To był już niemal przesyt. Cały czas dopytywałem jednak o heliktyty. Powiedziano mi jednak, że w tych partiach nie występują. Zamiast się cieszyć tym co mam dookoła trochę posmutniałem, nie można mieć jednak wszystkiego – tak to sobie tłumaczyłem.


biwak Oaza


igła


kilka igieł

Wróciliśmy na Oazę i zaczęliśmy wracać, teraz tempo było jednak bardzo szybkie. Prawie biegliśmy pochyleni, często kucając, czasami na kucaka i na wiele innych sposobów pokonując korytarze w tempie, które przypominało zwiewającego przed duszkami Pacmana. Ciągłe skręty i zakręty w tym tempie powodowały, że czuliśmy się jak w grze komputerowej :D Po drodze jeden z większych uczestników poprosił o zwolnienie tempa i mały odpoczynek. Wtedy nasz przewodnik Weka powiedział, że w trakcie postoju, chętnych zabierze do groty Aleksandry. Ostrzegł przy tym, że będzie ciasno. Nas nie trzeba było namawiać a ruszyły jeszcze dwie inne osoby. Po przejściu kilku korytarzy w parę minut dotarliśmy do zacisku, który miał około 6m długości i rozwijał się do góry. Przewodnik puszczał nas tam parami mówiąc, że za zaciskiem znajduje się mała grota, która nie pomieści więcej osób. Wszyscy pokonali bariery psychiczne i zacisk pokonali. A gdy tylko ktoś znalazł się w Grocie Aleksandry słychać było soczyste okrzyki zachwytu. Była ona bowiem oblepiona bielutkimi heliktytami, które tak chciałem zobaczyć. To było naprawdę piękne. To wręcz szczotki heliktytów wielkości dłoni. Warto było!

Po 20 minutach wróciliśmy do reszty zespołu i ruszyliśmy dalej. Wracaliśmy dość żwawo, aż do kolejnego biwaku, na którym podczas pięciominutowego postoju podzielono grupę na dwie części szybką i ciut mniej. Do ekspresowej ekipy wyznaczono ‘szybką’ przewodniczkę Lenę, naszą trójkę oraz jeszcze jedną dziewczynę imieniem Zlata. To było dopiero tempo! Wyszliśmy z jaskini o godzinie 23.50 co odliczając czas na zwiedzanie Groty Aleksandry oraz krótkiego postoju dało nam czas 2h i 5min z biwaku Oaza. Drugi zespół wyszedł około 30-40 min po nas.

Wróciliśmy na bazę i chociaż w saunie było napalone, zapoznawaliśmy się z grotołazami przy stole słuchając wielu ciekawych opowieści. Między innymi o innych technikach jaskiniowych, innym sprzęcie, który sami produkują na swoje potrzeby oraz o wielkich i głębokich dziurach w które niektórym dane było odkrywać.
Po długich nocnych opowieściach poszliśmy spać. Niedługo po tym tj. rano pojechaliśmy odwiedzić moją rodzinę, która mieszka 20km obok wsi Koroliva gdzie gościliśmy się do godz. 13. Po powrocie na bazę ruszyliśmy pracować w tych samych partiach gdzie pracowaliśmy dzień wcześniej. Wieczorem zaś Lena, z która wybiegaliśmy dzień wcześniej z jaskini zabrała nas w inne partie.  Dokładniej do Świeżej Wody położonej za Partią Globus – z innej jednak strony niż partie centralne zwiedzane dzień wcześniej. Ściany pokryte są tu (jak w większości jaskini) małymi kryształami gipsowymi, które nie robią już na nas większego wrażenia. Docieramy jednak do dwóch bardzo ładnych jeziorek, z których jedno pełni funkcję zbiornika wody pitnej dla biwaku w Świeżej Wodzie. Warto wspomnieć o jeszcze jednym kompanie, który wybrał się tego dnia z nami. Jest nim bowiem pies który zwie się Czereśnia. Jest rewelacyjnym grotołazem, który biega po jaskini bardzo sprawnie czując się tam jak ryba w wodzie. Towarzyszył nam codziennie podczas kopania.

Po powrocie na bazę Sławek z Paulinką zaproponowali abyśmy wracali tego samego dnia, a raczej nocy  była już bowiem godz. 22. Spakowaliśmy się, zjedliśmy kolację, zostawiliśmy prezenty dla Lwowskich grotołazów, kierownictwa i naszych przewodników i ruszyliśmy w drogę powrotną.


* Zapraszamy do dyskusji na forum: Jaskinia Optymistyczna 2014

Tagged with →