Share →
 Przykucie do łóżka, to chyba najgorsze co może się przydarzyć pasjonacie turystyki, ale nie można ani tracić nadziei, ani tym bardziej rezygnować ze swojej pasji. Trzeba wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych i próbować stanąć na nogi – psychicznie i dosłownie – fizycznie. W niniejszym artykule, oprócz krótkiego motywatora znajdzie się także parę rad, jak ułatwić sobie życie poruszając się przy pomocy kul łokciowych. Do roboty!

Przykucie do łóżka, to chyba najgorsze co może się przydarzyć pasjonacie turystyki, ale nie można ani tracić nadziei, ani tym bardziej rezygnować ze swojej pasji. Trzeba wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych i próbować stanąć na nogi – psychicznie i dosłownie – fizycznie. W niniejszym artykule, oprócz krótkiego motywatora znajdzie się także parę rad, jak ułatwić sobie życie poruszając się przy pomocy kul łokciowych. Do roboty! Uśmiech

Siedem lat temu, w wieku 15 lat, z niewiadomych przyczyn zaczęła mi zanikać chrząstka w stawie biodrowym. Nie udało się tego
zatrzymać i cztery lata później z chrząstki nie zostało nic. Z bólu nie mogłam chodzić i musiałam zacząć odciążać nogę w 80% przy pomocy kul. Po półtora roku wstawili mi endoprotezę. Od operacji, o dwóch kulach musiałam chodzić jeszcze przez pół roku – razem 2 lata. Potem przez parę miesięcy o jednej.

Początki bycia ”czwornogiem” były bardzo ciężkie, psychicznie zdołowała mnie ta sytuacja i fizycznie przerosła, bo nagle – z dnia na dzień – musiałam zacząć ”chodzić na rękach”. Kule oznaczały dla mnie koniec gór, koniec wszystkiego. Jednak po paru dniach nadszedł punkt zwrotny. Na ulicy znalazłam kapsel od tymbarku, na którym było napisane: ”Da się zrobić!”. To hasło stało się hasłem mojego życia. Zacisnęłam zęby i zaczęłam pokonywać dziennie po parę kilometrów – głownie dom, uczelnia, sklepy, biblioteka itd., aby przyzwyczaić ręce do dłuższego wysiłku. Po miesiącu pierwsze wyjazdy, takie bardziej lajtowe za miasto itp. Konkret przyszedł pod koniec grudnia, Słowacja, okolice Chopoka. Zanim zaczęłam próbować swoich sił, tak wysoko – na ile się dało – wjechałam wyciągiem, żeby poczuć klimat gór, którego tak bardzo mi brakowało.


Panowie obsługujący wyciąg, byli niezwykle mili – specjalnie dla mnie zatrzymywali całą machinę, żebym mogła spokojnie wsiąść (oczywiście bez kolejki Uśmiech) i wysiąść. Miny turystów na widok osoby o kulach na wysokość prawie 2000 m w środku zimy – bezcenne Uśmiech. W dolinie Demianowskiej chciałam przejść jedną z jaskiń – 1,5 km stromych schodów w górę i w dół. Wyszłam z niej po ok. 2,5 h cała mokra i zsapana, ale… obrzydliwie szczęśliwa. Niby nic takiego…, głupia jaskinia…, a czułam się jakbym zdobyła Mount Everest. Nie ma rzeczy niemożliwych. To uczucie szczególnie pomogło mi pół roku później, w okresie rekonwalescencji po endoplastyce, półtora miesiąca (praktycznie) przykucia do łóżka i dziewięć miesięcy mozolnej, kilkukrotnej – w ciągu dnia – rehabilitacji. Pozytywne myślenie połączyłam z ciężką pracą i po tych dziewięciu miesiącach już o jednej kuli łaziłam przez prawie dwa tygodnie po Włoszech; miesiąc później już zamiast kul z kijkami trekkingowymi samotnie szwendałam się po tatrach… NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH!

Z kulami można podróżować – to już ustaliliśmy. Teraz czas na część praktyczną.

Wybór kul łokciowych

Obecnie prawie wszystkie produkowane są z aluminium i ważą ok. 300–500g. Na co więc zwrócić uwagę?

Uchwyt

otwarty                                             zamknięty, centralny                                                    zamknięty, boczny

Moim zdaniem najwygodniejsze są uchwyty zamknięte centralne, np. w komunikacji miejskiej, na zakupach, przy pracach domowych, puszcza się rękojeść, kule nie upadają, bo trzymają się na przedramionach, a my mamy obie dłonie do dyspozycji. Przydatna jest też regulacja wysokości uchwytu oraz jego ruchomość – zdjęcie 6. Dużo wygodniejszy jest też uchwyt szeroki od wąskiego (zdj. 6 i Spoko – jest po stokroć stabilniejszy i znacznie mniej wrzyna się w przedramię przy dłuższym chodzeniu.

Pod tym względem moim zdecydowanym faworytem jest Aston Progress 2 (zdj. 6) – cenach ok. 35 zł za sztukę. Całościowo są bardzo stabilne, trwałe i wygodne.

Rączka

Prawda jest taka, że bez względu na to, czy jest ona plastikowa, czy z mega-hiper-nowoczesnej gumy odciski są nieuniknione (przynajmniej w moim przypadku). Chyba że… albo będziemy używać rękawiczek (np. rowerowych), albo zastosuje się patent mojego taty (tato, pozdrawiam Uśmiech):

Przed tym megalanserskim gadżetem próbowałam owijać rączkę bandażem, gąbką i innym badziewiem, ale wszystko się rozwalało, albo było niewygodne i niepraktyczne. Do wykonania takiej rączki potrzebujemy:
– kawałka skóry (taki jakby zamsz) 14,5 cm x 12cm* znalazłam go u siebie na strychu; ale ogólnie można go dostać w jakimś zakładzie kaletniczym (poprosić o jakieś ścinki) albo na rynku gdzieś,
– kawałek filcu 4,5 cm x 10 cm – można dostać w sklepie z chemią,
– sznurek; ok. 18 cm i ok. 80 cm,
– taśma samoprzylepna,
*rozmiar zależy od wymiarów rączki kuli; podane wymiary są do Aston Progress 2

1. Przyklejamy filc taśmą samoprzylepną wzdłuż rączki (nie trzeba dookoła, wzdłuż wystarczy, zapewniam Uśmiech) :

2. W skórze wycinamy dziurki po bokach:

3. Przeplatamy oba kawałki sznurka:

4. Mocno zawiązujemy krótszy sznurek na uchwycie kuli, a dłuższy pod spodem rączki – raz na supeł, a potem przeplatamy jak sznurówki i przewiązując przez uchwyt zawiązujemy pod rączką:

Gotowe! Z takimi rączkami zrobiłam masę kilometrów bez jakiegokolwiek odcisku na dłoni. Ponadto świetnie sprawdzają się podczas deszczu. Kiedy pierwszy raz złapała mnie ulewa byłam na początku przerażona…, ale zupełnie nie potrzebnie, bo okazało się, że skóra zachowuje swoje właściwości – jest wygodna i nie ślizga się. Całość nie schła okropnie długo; no i właśnie nawet mimo, że mokre to cały czas wygodne. Polecam! Uśmiech

Nasadki

nr 1 – gumowe, zwykłe                     nr 2 – gumowe przegubowe

Z tych przegubowych nigdy korzystałam, kupowałam najtańsze i nigdy nie odczuwałam jakiegoś dyskomfortu. Ze wszystkich miejsc, w których byłam (włącznie z basenem) najbardziej makabryczną nawierzchnią są posadzki w sklepach. Większość jest pioruńsko śliska i tam należy najbardziej uważać

Na wyjazdy warto kupić jeden zapasowy komplet – koszt ok. 8–10 zł, mi kiedyś nad jeziorem ziemia ”wchłonęła” jedną nasadkę, nie mogłam jej odnaleźć i miałam problem do końca wyjazdu:/

Warto zaopatrzyć się również w nasadki antypoślizgowe – takie miniraki na kule:

nr 1 – dwuczęściowa

nr 2 – jednoczęściowa; ta ”ostra” część podnosi się i opuszcza; w praktyce wygląda to jak na tej stronie:

Takie nasadki są naprawdę rewelacyjne. Towarzyszyły mi każdej zimy i nigdy mnie nie zawiodły, czułam się bardzo, bardzo stabilnie na ubitym śniegu i wyślizganym lodzie. Ponadto, kiedy w autobusie nikt nie kwapi się do ustąpienia miejsca można je wykorzystać ”nie chcący” – jako motywator Chichot, polecam także do samoobrony (mi raz przydały się na szczęście tylko jako ”straszak”). Tak jeszcze na wszelki wypadek uprzedzę pytania, bo się zdarzają: te nasadki niestety nie pasują do kijków trekkingowych – a przynajmniej do moich (masters active).

To tyle, jeśli chodzi elementy kul.

Użytkowanie

Codzienne poruszanie się z nimi (np. dom–uczelnia–zakupy–dom), to wbrew pozorom spory wysiłek dlatego zbawienne są koszulki szybkoschnące.

Wczesną wiosną i późną jesienią idealny zestaw to koszulka termo + polar/windstopper + bardzo cienkie rękawiczki softshellowe (ew. polecam BD lightweight gloves) + kurtka przeciwdeszczowa w plecaku; wszelkie parasole itp. logicznie z praktycznego punktu widzenia odpadają, chyba, że takie cudo Uśmiech:

Zimą: koszulka termo + polar + kurtka 2l// koszulka termo + kurtka narciarska Uśmiech //+ rękawiczki windstopperowe (+ cieplejsze w plecaku – jeśli np. trzeba czekać na przystankach na autobus). Kurtka koniecznie z regulacją mankietów, trzeba ciaśniej zapiąć, bo inaczej będą się bez przerwy podwijać (uchwyt kuli ciągnie za rękaw) + cienka czapka z windstopperem/opaska.

Jeśli komuś się nie chce robić wspomnianych wcześniej rączek to bardzo wygodnie chodzi się (pod względem temperatury to raczej zimą) w Lafumach Denko, które na wewnętrznej stronie są obszyte skórą; mankament – nasiąkający wodą i przeciekający materiał po wewnętrznej stronie dłoni, tam gdzie nie ma skóry:

Plecak, im lżejszy, tym lepiej i dobrze wyregulowany, tak żeby jak najmniej powodował napięcie ramion, od kul się i tak mocno męczą. Do pań (raczej Uśmiech): torebki na jedno ramię zdecydowanie odpadają – próbowałam…, po prostu się nie da Uśmiech ewentualnie, przewieszane przez ramię. Na wycieczkach baaardzo mile widziany camelback.

Inne uwagi
– zestaw słuchawkowy do telefonu – nieoceniony szczególnie zimą,
– lotnisko – nigdy nie miałam żadnych problemów z wejściem z kulami na pokład,
– chodząc o jednej kuli zawsze trzyma się ją po przeciwnej stronie chorej nogi,
– w kasach do jaskiń, parków itp. zawsze warto się spytać o zniżkę z tytułu niepełnosprawności (jeśli ma się orzeczenie z Miejskiego Ośrodka ds. Orzekania Niepełnosprawności albo z ZUS-u), albo…, dla ”poszkodowanych przez los” – na Słowacji, z powodu tego drugiego, za darmo wpuścili do jaskiń i w Polsce w paru miejscach też Uśmiech.
– w domu usuwamy wszystkie małe, ślizgające się dywaniki – mnie raz, o mało co, wycieraczka nie zabiła Uśmiech,
– jeszcze w szpitalu warto poprosić rehabilitanta o pokazanie prostych ćwiczeń na wzmocnienie rąk (oczywiście, jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań lekarza), potem rękom jest troszkę lżej,
– bardzo przydatny jest kubek termiczny z zamykanym, nie przepuszczającym na zew. płynów wieczkiem – da się wtedy przenosić sobie samemu picie po domu, schronisku; to samo z jakimś naczyniem (np. zamykana menażka),
– bardzo optymistycznie (serio!) działają różne wzory malowane/naklejane na kulach – ja na swoich namalowałam lakierem do paznokci bardzo optymistyczne różowe kwiatki Uśmiech.

Podsumowując: Nie można się poddawać. Jak się czegoś pragnie, to przy optymizmie i ciężkiej pracy:
Da się zrobić! Uśmiech

karolcia

P. S.
Jakby ktoś potrzebował (dla siebie albo dla kogoś z rodziny, znajomych) pomysłów na radzenie sobie w pierwszych dniach, tygodniach, miesiącach po endoplastyce stawu biodrowego (szczególnie: samodzielne ubieranie się, sanitaria, poruszanie się w domu, itp.), to śmiało można do mnie pisać.

Dodaj komentarz