Share →

Pierwsza Pomoc Przedmedyczna w warunkach utrudnionej lub niemożliwej ewakuacji poszkodowanego z miejsca zdarzenia, jak tereny wysokogórskie, jaskinie i tereny skalne.

 

Pierwsza Pomoc Przedmedyczna w warunkach utrudnionej lub niemożliwej ewakuacji poszkodowanego z miejsca zdarzenia, jak tereny wysokogórskie, jaskinie i tereny skalne.

22-23 stycznia wybraliśmy się na pilotażowy kurs pod roboczym tytułem „Pierwsza Pomoc Przedmedyczna w warunkach utrudnionej lub niemożliwej ewakuacji poszkodowanego z miejsca zdarzenia jak tereny wysokogórskie, jaskinie i tereny skalne”. Organizatorzy: CrashMed, RH+ Medycyna Ratunkowa i Speleoklub Warmińsko – Mazurski SPELEON.

Nieraz prowadziliśmy kursy pierwszej pomocy w górach, ale pierwszy raz postanowiliśmy połączyć to z nauką technik wydobywania z dziur i przemieszczania poszkodowanych w pionie i poziomie przy wykorzystaniu szpeju. Już ruszając wyładowanym po sufit autem, zacieraliśmy łapki (instruktorzy), bo pogoda sugerowała zbite dupska kursantów ;D

Po przebiciu się przez ślizgawicę na drogach, późnym wieczorem dotarliśmy do Podlesic, zdesantowaliśmy się w Zajeździe Jurajskim. BTW pozostanie już chyba naszą stałą miejscówką tamże – warunki lokalowe w porządku, blisko w teren, a jedzenie – świetne, porcje górnicze: dziękuję bezimiennej, wspaniałej Pani, która dzielnie nas obsługiwała i dogadzała naszym układom trawiennym. Rychło dołączyliśmy do naszych kursantów, w głównej mierze chłopaków ze Speleonu, którzy byli już w zaawansowanej fazie wzlotu imprezowego. Buteleczki wyskakiwały jak z kapelusza magika, dowcipy sypały się opasłymi tomiskami, gitarka brzdękała strunami – po prostu miodowy wstęp do szkolenia.

Trainers at work 😛

Poranek był oczywiście ciężki, ale z niespełna pól godzinnym opóźnieniem udało się zagnać towarzystwo do sali i ruszyć z zajęciami.

Na pierwszy ogień poszły techniki linowe: krótkie przypomnienie zasad bezpieczeństwa i sprzętu, zasada działania i zakładania flaszencugu. I od razu ćwiczenie „na sucho” – czy to może działać, czy damy radę dźwignąć faceta w górę?

W tym czasie mniej zaawansowani musieli sobie przypomnieć podstawy.

Następnie taktyka: planowanie roboty w dziurze, segregacja oraz przygotowanie szpeju i w drogę! Jedna grupa ruszyła do Studni Szpatowców (BTW dość niebezpieczna jaskinia, trzeba tam ciutkę uważać) i tam ćwiczyła zakładanie stanowiska i wydobycie poszkodowanego. Niestety, nikt za bardzo nie miał ochoty i czasu na strzelanie fotek w momencie samych ćwiczeń – robota jest to ciężka i dość trudna, trzeba konkretnie się skupiać.

W tym czasie druga grupa została na sali szkoleniowej, gdzie ćwiczyła BLS i BTLS. Po obiedzie zamiana grup.

Wieczorem bezwzględnie degustacja lub jak kto woli upodlenie. I znów nastał ciężki poranek (ku zdziwieniu ;D). Start od farmakoterapii i zawartości apteczek. Ponieważ ekipa domagała się nauki podawania adrenaliny we wstrząsie, trzeba było na szybko tych elementów nauczyć, no i podawania domięśniowego.

Następnie krótki wykład z zachorowań, potem z improwizacji unieruchomień i transportu. Szybkie pakowanie sprzętu, wciągnięcie ciepłych ubrań i start w teren. Śnieżny krajobraz i piękno Góry Zaborów nastrajały optymistycznie, padający śnieg i niska temperatura już niezbyt.

Ale nie ma miętkiej gry, wczesaliśmy się w fajne miejsce i ruszyliśmy do ćwiczeń.

Działo się wszystko – RKO, unieruchomienia złamań, opatrywanie ran, działanie przeciwwstrząsowe – poszkodowani (pozoranci) byli poważnie ranni, po upadku z wysokości, przygnieceniu, etc. I siup, zmiana grup, aż do wymęczenia i przemarznięcia. Krótki odpoczynek, rozgrzewka zupko-herbatką i kolejne scenariusze.

Na końcu jeden duży scenariusz – poszkodowanego trzeba było wydobyć z zaklinowania w szczelinie, zaopatrzyć, wydobyć w górę na bardzo śliskim, pochyłym terenie, następnie skonstruować coś do transportu i znieść niżej.

Kursanci stworzyli a’la indiański trójkąt i na takim cudaku wlekli w dół zmarzniętego biedaka. Już na początku okazało się, że bez stanowiska asekuracyjnego i ustawicznego zabezpieczania liną wydobycie i transport po stromiźnie są zbyt niebezpieczne.

Wszyscy na własnej skórze odczuli jak trudna, wysiłkowa i wymagająca ciągłej uwagi jest to robota. Robiło się już konkretnie ciemno, gdy zchetani ale szczęśliwi dostali się z poszkodowany do umówionego punktu docelowego. Szybki przepak, posiłek i wracamy do domów.

Dla kursantów był to intensywny, ale satysfakcjonujący wyjazd. Dla mnie i Piotrka (drugiego głównego instruktora) duży poligon i gigantyczne doświadczenie – mamy wiele wniosków i już dopracowany kurs górski w kilku wariantach. Swoją drogą instruktorów mieliśmy dobrze ogarniętych – 4 sztuki , a w sumie 14 osób. Będziemy tą imprezę robili dalej, również dla outdoorowiczów.

Tu można znaleźć galerię fotek i relację chłopaków z Speleonu:

http://speleon.nidzica.pl/galerie/category/26-kurs-podlesice-2011.html

http://speleon.nidzica.pl/opisywypraw/44-kurs22012011.html

 


Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Dodaj komentarz