Share →

Ponad rok temu zacząłem eksploatację (pięknie to brzmi!) obuwia Keen Pyrenees, które otrzymałem do testowania od dystrybutora (MMSport Kraków). Warto wspomnieć, że nie rozważałem wcześniej kupna butów tego typu, bo były one dokładnie obok moich potrzeb. Piszę „były”, bo teraz poważnie się zastanawiam nad poszukiwaniem następcy, o podobnej urodzie.  Gdy otrzymałem propozycję testowania ich przez rok, uznałem to za ciekawe wyzwanie, bowiem nigdy tego nie robiłem, więc bez wahania z oferty skorzystałem.

 

 

 

Ponad rok temu zacząłem eksploatację (pięknie to brzmi!) obuwia Keen Pyrenees, które otrzymałem do testowania od dystrybutora (MMSport Kraków). Warto wspomnieć, że nie rozważałem wcześniej kupna butów tego typu, bo były one dokładnie obok moich potrzeb. Piszę „były”, bo teraz poważnie się zastanawiam nad poszukiwaniem następcy, o podobnej urodzie.  Gdy otrzymałem propozycję testowania ich przez rok, uznałem to za ciekawe wyzwanie, bowiem nigdy tego nie robiłem, więc bez wahania z oferty skorzystałem. Buty przyszły do mnie w połowie grudnia 2010 roku i od tego czasu zacząłem ich używać. Czyli w momencie pisania tej recenzji, mam je dokładnie rok i kilka dni, ale używałem ich prawie rok bo ostatnia wyprawa w krzoki* była na początku grudnia.

Na początek trochę danych od producenta:

Pyrenees to pierwszy w pełni wykonany ze skóry (waterproof nubuk) but trekkingowy KEEN. Górna część buta wykonana z wysokiej jakości skóry zaopatrzona jest w klasyczny trekkingowy system sznurowania. Dodatkowo but wyposażono w wodoodporną i oddychającą membranę KEEN.DRY™ oraz w system podparcia pięty „S3”.

Rozwiązania techniczne:
1. Oddychająca i wodoodporna membrana KEEN.DRY™
2. Wyjmowana anatomiczna wkładka
3. System podparcia pięty „S3”™

4. Patent „Toe Protection” – ochrona palca
5. Niebrudząca podłoża podeszwa „Non Marking”
6. Część górna w całości wykonana ze skóry
7. System stabilizacji „Ess Shank”

Specyfikacja:
Waga: 502 gram
Górna część: skóra
Wnętrze: oddychająca i wodoodporna membrana KEEN.DRY™
Podeszwa: carbon „Non-Marking” – niebrudząca podłoża

http://www.keen.pl/product_detail.aspx?sku=1227

Słów kilka o materiałach i budowie buta:

But jest skórzany (waterproof nubuk), skora nie jest zbyt gruba, producent tego nie podaje, ale na moje oko to nie ma więcej jak 1,5-2 mm. Występują dwie odmiany kolorystyczne: Black i Bison. Moja wersja  jest czarna i gładka, nubuk nie ma tradycyjnego meszka, tylko jest lekko matowy. W wersji brązowej (Bison) już nie ma problemu, od razu widać, że to nubuk. W tylnej części butów skóra ma sporo przeszyć, z przodu jest obszyte tylko mocowanie języka buta.  Sam język  jest  z gładkiej skóry a boki ma welurowe. Welur ten jest miękki i dobrze pomaga w ułożeniu języka buta.

Podeszwa jest odlana z jednego kawałka gumy, który z przodu składa się z „Toe Protection”, czyli z gumy zachodzącej aż nad palce chroniąc je tym samym przed urazami.

Chyba skutecznie chroni bo nic sobie nie uraziłem w trakcie wycieczek w tych butach. Ale „dzięki” temu but zyskuje nieco gumowcowego szyku. Tył buta to system podparcia pięty S3 (to skrót od angielskich słów „shock, suspension, stability”).  W jej skład chodzi poza gumą podeszwy jeszcze jakaś wstawka z gumy o innej twardości i wkładka buta, która ma wyraźnie wyprofilowaną piętkę. Tył jest jednocześnie znacznie obniżony w okolicach ścięgna Achillesa, po co, tego nie wiem. Znajduje się tam również pętelka ze skóry, która ma ułatwić ubieranie buta – czasem się toto przydaje.

Z butami dostajemy dwa komplety sznurówek, ja dostałem czarne i czerwone. To taki miły gest ze strony sprzedawcy, ale z eksploatacyjnego punktu widzenia zbędny, bowiem sznurówki są wytrzymałe i wg mnie spokojnie przeżyją buty. Samo wiązanie butów jest proste, sposób umocowania zaczepów też. Mają one ograniczoną możliwość stabilizowania przesuwu sznurówki poprzez zmyślną budowę wewnętrzną.

Wkładka buta poza wyprofilowaną piętką ma jeszcze ok 3-4mm mikrogumy pod skórzaną wyściółką, jest to mocna strona tego buta. Te kilka milimetrów przydaje się do izolacji, bowiem to w okolicy palców, pod wkładką gromadzi się wilgoć spod stopy. Są dwa takie miejsca, pierwsze właśnie wymieniłem, a drugie to okolice powyżej kostki.

Użytkowanie, czyli życie w Pirenejach:

Zacząłem od trybu miejskiego, pierwszy miesiąc chodziłem w nich do pracy, chciałem sprawdzić jak będą się sprawowały w tej roli. Sam bym na to nie wpadł, ale miałem w pamięci całą masę pytań pojawiających się na portalach turystycznych o but trekkingowy do miasta… To sobie pochodziłem. Mogę stwierdzić, że dla mnie się do tej roli nie nadają, miażdżąca przewaga siedzenia w pomieszczeniach nad łażeniem po dworze powoduje, że nie miało sensu robienie tego w trekingach. Cały czas miałem poczucie że moje stopy są lekko wilgotne, pomimo używania do tego cienkiej skarpetki bawełnianej. But nie jest gruby, ani nie mam informacji by był w jakikolwiek sposób ocieplany, temperatura w pomieszczeniach niezbyt wysoka, więc wnoszę, że za kłopoty z wentylacją stopy odpowiedzialność ponosiła membrana. Zaprzestałem eksperymentu.  Jednakże jedno nie ulegało żadnej wątpliwości już od samego początku – but jest wygodny. Jedyne do czego musiałem się przyzwyczaić, to specyficzne ustawienie nogi w bucie, które dawało poczucie jakby stopa stała swobodnie w środku buta, oraz duża sprężystość podeszwy i wkładki. Przyzwyczaić nie dlatego, że to było uciążliwe, tylko dosyć odmienne od moich dotychczasowych doświadczeń.   

W warunkach lekkośnieżnych (2-10 cm) i temperaturze od -4 do +8 stopni but się dosyć dobrze sprawdzał, na śniegu ma dobrą przyczepność, fabryczna impregnacja i membrana nie dopuściły do jego  przemakania przez kilka godzin (4-6), chociaż kiedy wróciłem z wałęsania się po śniegu w lesie, to but był wilgotny koło szwów mocujących język. Nie wiem czy to była wilgoć z zewnątrz, czy kondensacja pary wewnątrz.  Z oględzin buta wynikało raczej to drugie, a jeżeli tak, jest to kolejny minus dla membrany.  Sporym utrudnieniem w zimowym łazikowaniu może również okazać się budowa podeszwy, która jest lekko zaokrąglona z przodu i tyłu, co pewnie wynika z tego, że do jej budowy użyto dosyć miękkiej gumy.

Powodowało to, że dobre „zabicie” buta w śnieg, szczególnie przy schodzeniu, było mocno utrudnione. Podobnie przy rozmiękłej glinie. W rezultacie zdarzały mi się niezłe jazdy na jednej pięcie, albo wywrotki na obu. Nie powiem, żebym był z tego powodu zachwycony. Trudno mi sobie wyobrazić wędrówkę w tych butach w warunkach stricte zimowych. Tych braków w wyobraźni nie usiłowałem korygować. Na skutek doświadczeń w warunkach prawie zimowych, mam w głowie jasność że Pirenees słabo nadają się na wycieczki w góry zimą. Fabryczna impregnacja i sprey Nikwaxa wystarczyły do wiosny, kiedy to mocno je zamoczyłem podczas wycieczki na Baranią. Wtedy, po umyciu, potraktowałem je z lekka woskiem Meindla, bo skóra już wyraźnie potrzebowała jakiegoś konkretu. Później jeszcze dwukrotnie smarowałem je tłuszczem Coccine i raz zwykłą pastą do butów. Działania te spowodowało, że pomimo wielokrotnego zamoczenia można dalej na nie patrzeć i z wierzchu nie wyglądają na zajechane.

Trochę gorzej sprawa ma się z podeszwą, której zużycie na jesień, po kilku wycieczkach w Tatry, znacznie przyspieszyło. Teraz, na zamkniecie sezonu, w lewym bucie już mogę je określić jako znaczne. Widać to szczególnie na piętach.


Z lewej fotka po miesiącu, a z prawej po 11 miesiącach użytkowania.

W butach tych zrobiłem ponad 350 kilometrów, większość po Beskidach, czyli sporo mniej niż w Meindlach AR2, w których schodziłem cały zeszły sezon i trochę chodziłem w nich również w tym. W Meindlach zużycie podeszwy określiłem jako nieznaczne:
http://www.outdoor.org.pl/testy-sprztu/obuwie/547-buty-wysokie-meindl-air-revolution-2
Dzisiejszy stan Kenów powoduje, że nie jestem pewien czy wytrzymają choćby połówkę następnego sezonu.  Myślę, że są to koszta jakie ponosimy za wygodę użytkowania, komfort stopy i poczucie sprężystości jakie dają nam te Keeny.  Wnętrze buta i wkładka są w dobrym stanie. Byłbym zdziwiony, gdyby było inaczej, bowiem mam taką właściwość stóp, że nie niszczę zapiętków. A w każdym razie jeszcze mi się to nie udało w żadnych butach.
Moje wycieczki mieszczą się w przedziale 15-30 kilometrów dziennie, ani razu buty mnie nie otarły, ani nie zrobiły  istotnej krzywdy moim stopom. Mógłbym napisać, że „żadnej krzywdy”, ale to nie była by prawda, bo raz nieznacznie otarłem sobie w nich spód pięty, ale to nie było z winy butów, tylko mojego lenistwa. Chcę również podkreślić, że ja uprawiam turystykę niehardkorową, nie robię żadnych wypraw, które wymagałyby od sprzętu ekstremalnej wydajności, więc wydawałoby się, że to buty dla mnie. Ale niestety tak nie jest, z powodu zaopatrzenia ich w membranę, która ma chronić moje stopy. Tylko pytanie przed czym, zamoczeniem ich może raz w sezonie? A ceną za to jest, przez resztę tegoż sezonu, przepocona stopa? Dla mnie to nie ma sensu, żeby but o ćwierć kilo lżejszy i niższy (w stosunku do AR2) miał taką samą oddychalność. Kupując taki but chciałbym coś zyskać, a ten zysk mógłby mi dać but tańszy, skórzany, bez membrany i przez to lepiej radzący sobie z produkowaną przez moje stopy wilgocią. But lekki i wygodny, w średnim stopniu chroniący staw skokowy, czyli prawie taki Keen Pyrenees… Prawie…
Tak się ucepiłem tej membrany, jak pijany płota, bo to jedyna rzecz, która w tych butach mnie naprawdę drażni. Bo takie łapcie, to byłaby na łażenie po krzokach świetna rzecz! A ja lubię łazić po krzokach.
:)

Reasumując:
Zalety…
– są wygodne,
– są wygodne,
– są wygodne,
– waga,
– łatwość utrzymania w czystości.

Wady:
– membrana jest w nich zbędna,
– zbyt miękka podeszwa,
– kształt podeszwy, z zaokrąglonymi końcami,
– cena,
– za dużo gumy z przodu buta,
– dużo przeszyć,
– but słabo „wspiera” staw skokowy – przy założeniu, że to łapeć na krzoki, ta cecha przestaje być wadą! 
– są na jeden sezon intensywnego łażenia po Beskidach (ale nie wytrzymałyby sezonu w Tatrach).

* krzoki, to określenie wyprodukowane przez Papę Chrósta i obejmuje obszar gór nieskalistych. ;D

 


Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Tagged with →  

Dodaj komentarz