Share →

Jedziemy z moimi rodzicami w Bieszczady?

 

 

 

 

Jedziemy z moimi rodzicami w Bieszczady? Zapytała mnie moja dziewczyna. Mając w głowie wspaniałe wspomnienia związanie z „obozami historycznymi” z czasów liceum odbywającymi się właśnie w Bieszczadach, nie zastanawiałem się ani chwilę. Trochę się martwiłem czy damy radę pogodzić interesy. Wiadomo, my chcemy w góry – oni niekoniecznie. No nic, martwic będziemy się na miejscu. Wyruszamy w sobotę wcześnie rano. Pierwszy dzień na spokojnie, wręcz leniwie. Musieliśmy się dostosować do planów starszyzny 😀Spacer po tamie a potem krótkie plażowanie wypełniło nam resztę dnia. Wieczorem rozpaliliśmy ognicho, zjedliśmy kiełbaski, wypiliśmy piwko i do spania. Założenie było takie, że wstajemy wcześnie rano, zaliczamy niedzielną mszę i ruszamy w góry! Plan był ambitny. Chcieliśmy zrobić dwie połoniny za jednym razem. W niedzielę rano zaczęliśmy bojowo, zgodnie z planem. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna i nie wskazując winnych zrobiło się gigantyczne opóźnienie. Musimy zweryfikować szybko nasze plany. No nic, ruszamy pod Chatkę Puchatka! Parkujemy na parkingu w Wetlinie skąd wiedzie spacerowy szlak pod schronisko.  Tłok jak na drodze do Morskiego Oka! Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego. Drogę pokonujemy sprawnie i pod schroniskiem rozkładamy się z jedzeniem. W międzyczasie pora na zrobienie kilku fotek. 









Szybka szama, rzut oka na mapę i decyzja o ruszeniu na Smerek. Na tym szlaku zdecydowanie mniej tłoczno. Podejrzewam, że większość wychodziła pod schronisko i schodziła tą samą drogą.





Pogoda na początku nas nie rozpieszczała i powitała deszczem. Później się rozjaśniało i znowu chmurzyło ale szło się super. Nawet wiatr nie dawał popalić. Widoki oczywiście piękne, nie mam umiejętności aby je opisać.





Trasa bardzo przyjemna i niewymagająca. Taka spacerowa rzekłbym. Przed nami jeszcze Przełęcz Orłowicza i cel naszej wędrówki – Smerek.





Na szczycie Smereka (?) jest postawiony metalowy krzyż, jednak mniejszy niż na Tarnicy.



Niestety trasę zrobiliśmy troszkę inną niż zakładaliśmy ale zadowoleni, że w ogóle się udało. Na następny dzień wyznaczyliśmy zdobycie Tarnicy za nasz cel.

 

Na następny dzień zaplanowaliśmy krótszą trasę, ze względu na to, że zabieramy rodziców mojej dziewczyny ze sobą 😀 Naszym celem było wyjście na Tarnicę z Wołosatego i zejście do Ustrzyk Górnych. Jak zaplanowaliśmy tak zrobiliśmy. Zostawiamy samochód na parkingu, robimy ostatnie zapasy w sklepie i ruszamy na szlak. W plecaku mam chyba rekordową ilość płynów. 3,5l wody mineralnej i 2 Żubry w puszce. Tak to jest, jak tylko jedna osoba niesie plecak 😀Ludzi na szlaku co prawda mniej niż dzień wcześniej, jednak w takim tłoku ciężko się idzie. Słońce świeci aż miło. Przynajmniej wiem, że plecak będzie się robił coraz lżejszy.







Podejście wiedzie głównie przez las. Po ok 30 min od wejścia do lasu mijamy nową (tak wyglądała) wiatę. Super zrobiona, sporo miejsca w środku. Podczas schodzenia do Ustrzyk mijaliśmy taką samą.





Po wyjściu na Tarnicę pogoda zdecydowanie się popsuła. Na niebie pojawiły się chmury i zrobiło się chłodno. Na szczęście deszcz tego dnia nas nie postraszył.













Ogólnie rzecz biorąc szło się lekko i przyjemnie. Trochę tłoczno ale nikt nie ma gór na wyłączność. To znak, że trzeba przyjechać na jesieni, najlepiej w środku tygodnia. Po drodze mnóstwo pięknych widoków których urody nie oddadzą zdjęcia. Tam po prostu trzeba jechać. Podsumowując, wyjazd uznaję za udany. Pomimo pewnych niedogodności o których wcześniej pisałem to w Bieszczady warto jechać nawet jeśli trzeba iść na kompromisy 😀 Ale to pewnie każdy z Was wie i stosuje.


 

Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Dodaj komentarz