Share →

Przy okazji kościelcowych pozdrowień oddzwonił czis z propozycją wypadu do swojego bieszczadzkiego królestwa. Wyklarował, że to miałoby być w długi, sierpniowy weekend, w rocznicę bitwy warszawskiej (młodszym przypomnę, że to ta bitwa, w której po raz ostatni strzepaliśmy Ruskim dupę), że jest to do ogarnięcia i w ogóle…

 

Przy okazji kościelcowych pozdrowień oddzwonił czis z propozycją wypadu do swojego bieszczadzkiego królestwa. Wyklarował, że to miałoby być w długi, sierpniowy weekend, w rocznicę bitwy warszawskiej (młodszym przypomnę, że to ta bitwa, w której po raz ostatni strzepaliśmy Ruskim dupę), że jest to do ogarnięcia i w ogóle… Skuszony możliwością odwiedzenia włości Króla Bieszczad przystałem na propozycję wyjazdu. Po długiej i nierównej walce z PKS (nie będę już sarkał na Grabarczyka, bo cóż on biedaczek winien temu, że polskie chamstwo tłoczy się w wagonach kolejowych i różnej maści świniobusach, a partyjnym ziomalom podstawia luksusowy ekspres), która trwała od 02.00 do 06.30, oraz dwóch próbach wbicia się w autobus do Ustrzyk Górnych, stwierdziłem że najlepiej będzie pojechać do Sanoka i stamtąd do Stuposian. Tak też zrobiłem.


Syjamscy przedstawiciele odorgejbazy ;D


W innym ujęciu


W kierunku Berda


Odor Lanser


Taki tam bieszczadzki widoczek

Pierwszy dzień zmarnowany na dojazd, a miało być tak pięknie… Sianki czekały w pełnym słońcu. No cóż plany planami, rzeczywistość, rzeczywistością. Odbiłem sobie w kolejnych dniach  Drugiego dnia podjechaliśmy do Mucznego, a stamtąd dygnęliśmy na Berdo, gdzie czis po wizytacji włości postanowił zrobić odwrót, natomiast my z Karplukiem pognaliśmy na Przełęcz Goprowców, by wskoczyć na Siodełko pod Tarnicą, a dalej przez Szeroki Wierch przytuptać do Ustrzyk. O ile na Bredzie było znośnie, spotkaliśmy kilka osób, o tyle od Przełęczy Goprowców nieprzebrane masy kolorowej i pstrokatej gawiedzi, nie mówiąc już o podejściu na Tarnicę. Pierwszy raz widziałem coś takiego, do tej pory takie zjawisko spotykałem tylko w Tatrach. No ale gawiedź się bogaci, więc zaczyna sobie szukać innych rozrywek niż śledzenie losów Kasi Cichopek czy kulisów burzliwego romansu plasticzanej Dody i podwórkowego satanisty, króla śmieszności i obciachu – Nergala. Wieczór upłynął oczywiście na rozmowie o kulturze, książkach i minionym roku chopinowskim.


Widoczek tą razą z człowieczkiem


Ponoć Tarnica


To chyba też


A i tu coś tarnicopodobne


Landszafcik


Chyba Szeroki, ale ja się na tym nie znam, trza by Króla Bieszczad zapytać

Kolejnego dnia postanowiliśmy zaatakować Halicz i Rozsypaniec z Wołosatego. W tym celu udaliśmy się właśnie do tejże wioski, która onegdaj przez kilka lat nazywała się Roztoka. Stamtąd, chyba najpopularniejszym szlakiem wiodącym na Tarnicę, wdrapaliśmy się na Siodło i dalej pognaliśmy w kierunku Kopy Bukowskiej trawersując stoki Krzemienia. Ludzi umiarkowanie, a to pewnie z tego powodu, że wyszliśmy przed ósmą, o tej porze miłośnicy talentu aktorskiego braci Mroczków zapewne przewracają się na drugi bok, uwalniając gazy żołądkowe. Dalej było już niestety tłoczniej, a kulminacją tłoku był przepięknie ogrodzony i oławkowany Halicz; brakuje jeszcze sklepiku z pamiątkami i gorącą herbatą. Chwila na drobną przekąskę, bo regularne jedzenie batoników w górach, to podstawa, zaczerpnięcie łyka wody i dalej na Rozsypaniec, by przez Przełęcz Bukowską powrócić do Wołosatego. Tak też dobiegła nasz wypad do Czisowego Królestwa, jeszcze tylko kilka godzin w samochodzie, pociągu i…


Stivie Wonder ;D


Zaś przedstawiciele gejbazy ;D


Ogrodzony Halicz, brakuje jeszcze tylko drutu kolczastego; miałem to szczęście podziwiać nieogrodzony


Pocztóweczka


Odor Lanser odsłona druga




Wołosate fan

Ciekawa sytuacja, pomijając kwestię grodzenia szczytów i stawiania ławek, interesująca jest polityka Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Otóż za wejście na szlak uiszcza się opłatę w wysokości 6.80 zł, natomiast za wejście na ścieżkę turystyczną, czy jak się to zwie, opłata wynosi 6 złotych. Jak mi później wyklarował Konik różnica bierze się z tego, że dyrekcja BPN nie chce odprowadzać części kasy pochodzącej z biletów na GOPR, dlatego wprowadziła ścieżki. Ciekawy sposób na zwiększenie wpływów BPN. W ramach retorsji GOPR mógłby wprowadzić zasadę, zgodnie z którą udzielałby pomocy tylko tym turystom, którzy wykupiony mają bilet na szlak, „ścieżkowcom” w potrzebie pomagałaby dyrekcja BPN-u.

Na zakończenie dwie panoramki:


Dzień pierwszy


Dzień drugi

Podziękował syjamskim odorgejom 😀 za towarzystwo, a jednemu za odstawkę do Tarnowa.


Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Dodaj komentarz