Share →

8Po odpoczynku nad Soliną wybraliśmy się na przejażdżkę wąskotorówką do Cisnej. Trasa Majdan – Przysłup raczej średnio ciekawa i szczerze mówiąc nie polecam, możliwe że Majdan – Balnica jest lepszym wyborem, ale po tym co zobaczyliśmy (a raczej nie) nie mieliśmy ochoty na sprawdzenie czy ta trasa jest równie „atrakcyjna”. Na Tarnicę docieramy tuż przed zachodem słońca co ma niewątpliwie swoje plusy bo oprócz bajecznie pięknych widoków, na szczycie nie ma żywego ducha co w sezonie wakacyjno/urlopowym jest zapewne rzadkością. W całkowitych ciemnościach schodzimy do Wołosatego i tam rozbijamy obóz.

Wizja wyjazdu w Bieszczady pojawiała się już od kilku lat, ale zawsze jakieś nieprzewidziane „trudności” przesuwały odwiedziny tych jakże pięknych okolicach na kolejny rok. Po zgraniu urlopów wyruszyliśmy z Kasią na upragnione wakacje, jako że mieszkamy po drugiej stronie kraju pierwszy dzień spędziliśmy w samochodzie dzielnie walcząc z TIRowcami i upałem.

Po odpoczynku nad Soliną wybraliśmy się na przejażdżkę wąskotorówką do Cisnej. Trasa Majdan – Przysłup raczej średnio ciekawa i szczerze mówiąc nie polecam, możliwe że Majdan – Balnica jest lepszym wyborem, ale po tym co zobaczyliśmy (a raczej nie) nie mieliśmy ochoty na sprawdzenie czy ta trasa jest równie „atrakcyjna” :)

Po „ekscytującej” jak akcja brazylijskiej telenoweli wycieczce bieszczadzką ciuchcią ruszamy w góry. Na pierwszy ogień wybieramy Tarnicę. Z racji afrykańskich upałów decydujemy się wyruszyć późnym popołudniem, startujemy z Wołosatego kierując się na Rozsypaniec i Halicz.

Na Tarnicę docieramy tuż przed zachodem słońca co ma niewątpliwie swoje plusy bo oprócz bajecznie pięknych widoków, na szczycie nie ma żywego ducha co w sezonie wakacyjno/urlopowym jest zapewne rzadkością. W całkowitych ciemnościach schodzimy do Wołosatego i tam rozbijamy obóz.

Rano okazuje się, że poprzedniego dnia popsuł się nam pies. Wysoka temperatura spowodowała niemiłosierne nagrzanie się asfaltu, którego staraliśmy się unikać,nie mniej jednak krótki odcinek za Wołosatem zaliczyliśmy, co w konsekwencji spowodowało pęknięcie poduszek na łapkach. W związku z powyższym zmuszeni byliśmy skrócić pobyt w Biesach (a plany były ambitne, Połoniny, Otryt,Rawka).

Piknik nad wodą połączony z degustacją lokalnych trunków….. to zawsze mi się podobało w górach :D

Po „chwili” wytchnienia nad Sanem dzięki uprzejmości Magdy ze Studenckiej Bazy Noclegowej, zostawiamy psiaka pod opieką i wyruszamy na Połoninę Wetlińską.

Przez przeł Orłowicza udajemy się w kierunku Chatki Puchatka podziwiając piękne okoliczności przyrody i niespotykane …

Niestety nadciągająca burza zmusza nas do przerwania wycieczki, schodzimy na przeł Wyżną i wracamy do Wetliny.


Takie cuda tylko w Biesach ! :)

Z przyczyn obiektywnych niestety musimy zakończyć naszą wizytę w Bieszczadach, które to opuszczamy z żalem i nadzieją, że jeszcze tu wrócimy i dokończymy przerwaną wędrówkę.


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Psiejsko-czarodziejskie … Biesy

 

Dodaj komentarz