Share →

DSC_3773W Soblówce jest taki fajny, mały parking przy Schronisku Młodzieżowym i tam sobie zazwyczaj staję, gdy gdzieś idę w tamtym rejonie. Jeszcze się nie spotkałem by był pełny, zresztą w Soblówce jeszcze tłoku nie spotkałem. Dalej droga prosta, trochę pod górę polną drogą a później już krzoki w pełnej krasie. Na początku trasy jest malutki placyk, można ognisko zapalić i pod wiatką posiedzieć albo pospać.

Moje krzaczenie zazwyczaj odbywa się po pętli. Taka logika wynika z tego, że wędruję jednodniowo, dojeżdżam samochodem i nie chcę wracać tą samą drogą co podchodziłem. Tak więc zawsze miałem problem, jak ugryźć wschodnią część worka raczańskiego, bo tam szlaków poza granicznym, to raczej ni ma. Mało ludzi chodzi i trochę samemu strach krzaczyć po całości. Ale syn mi podrósł i nie boję się go po krzokach ciągać, więc sprawa się poleku wyklarowała. ;D

I poszliśmy tak:

W Soblówce jest taki fajny, mały parking przy Schronisku Młodzieżowym i tam sobie zazwyczaj staję, gdy gdzieś idę w tamtym rejonie. Jeszcze się nie spotkałem by był pełny, zresztą w Soblówce jeszcze tłoku nie spotkałem. Dalej droga prosta, trochę pod górę polną drogą a później już krzoki w pełnej krasie. Na początku trasy jest malutki placyk, można ognisko zapalić i pod wiatką posiedzieć albo pospać.

Dalej polnym traktem, który się gubił w lesie, przechodząc w dróżkę, którą wydeptało sobie żywe, sarny i chyba jelenie.

Lepiężniki przy potoku, rzecz powszechna:

Ale pojawiło się też mnóstwo pierwiosnków i zawilców:

A my waliliśmy pod górę lekkim łukiem po jakimś karczowisku, bo do jazdy na wprost zniechęcał rozległy młodnik, który posadzili pod szczytem Wielkiego Smrekowa. Nachylenie stoku dobrze dawało w zad, szczególnie mojemu synowi, który jest świeżo po chorobie.

Widoczek na Muńcuł, Wiertałówkę, obie Rycerzowe i Świtkową:

Sam szczyt Wielkiego Smrekowa, to w zasadzie skrzyżowanie dróżek, jedna od przysiółka Smreków, druga na Jaworzynę, a trzecia Bóg wie gdzie, ale w kierunku Soblówki. Zaraz nieopodal w kierunku na Jaworzynę jest zabudowana ambona, zdatna do spania. Nie sprawdzałem, czy zamknięta na klucz:

Powodem nie sprawdzania nie było lenistwo, ino lichutka kondycja drabinki. ;D

Kawalątek ścieżką miłą i gładką wiódł na kolejną górkę, czyli Jaworzynę, gdzie lekkutko popaślim:

Z Jaworzyny jeszcze kilkadziesiąt metrów do słowackiego niebieskiego szlaku i moich ulubionych dowodów słowackiej gotowości do stanowienie tysiącletnich granic:

I tam zaraz spotkaliśmy dwóch Słowaków, braci w ołtdorze, co było widać po pokaźnych worach jakie tachali na plecach i ogólnych rysach twarzy. I to by w temacie ludzkim było na tyle, do końca wycieczki.

Co jakiś czas, trafiało się również coś takiego:

Nie wiem co to, chyba też jakieś graniczne słupki, ale nie wiem po co one, skoro te „tysiącletnie” występują tam w stanie nienaruszonym, poza dokuciem do literki „D” nóżki i zrobieniem z niej „P”. ;D Z Jaworzyny w zasadzie cały czas schodziliśmy, aż za Kaniówką zaczęło się konkretne podejście, a po minięciu granicy rezerwatu „Oszast”, to podejście zrobiło się bardzo konkretne.

Stromizna szlaku rzadko w Beskidach spotykana, a jeszcze bardziej od strony północnej, to było wręcz urwisko. Niedaleko Oszasta jest niewielka dziurka w drzewach i można się pogapić na panoramkę Rycerzowej, i w dół na urwisko.
Sam wygląd kopuły szczytowej mnie zaskoczył…

Nie spotkałem się z tak dobrze i staranie wykonanym krzyżem, w tak pustym miejscu. Z napisu wynikało, że jest tam już od 2006 roku, i jest chyba krzyżem wotywnym. Tam szlak zakręcał, a żeby dostać się na szczyt Oszasta, to jeszcze trzeba było się kilkadziesiąt metrów wedrzeć na terytorium Słowacji. Sam szczyt niewiele oferuje, trochę widać, ale większość widoków już zarasta:

Ale trochę dalej jest polana i tam widać już więcej, widok ten również za kilka lat zniknie w drzewach…

Fatra, z Rozszutcem:

Rycerzowa:

Zejście z Oszasta w stronę Krkoskuli jest jeszcze bardziej strome niż podejście, parę razy pojechałem solidnie po błotku. Kawałek za, wybitnie niewybitną, Krkoskulą jest tzw Panski Kamień, czyli dawny znak graniczny włości Zamku Orawskiego. Są na nim wyryte nazwiska leśniczych, który w on czas pilnowali tych lasów. Oczywiście wszyscy oni już nie żyją, a nowi nie mają już, aż takiego uważania. ;D

Zaszliśmy na przełęcz Pański Kamień i tam syn zdecydował, że będzie tego dobrego i trzeba schodzić, więc się przymierzyliśmy do zejścia. Nie planowaliśmy tego w tym miejscu, ale przypadkowo decyzja okazała się bardzo trafna, bowiem schodziliśmy jakąś starą droga i jednocześnie dnem potoku. W scenerii lasu mieszanego świerkowo – bukowego, w większości po podłożu usłanym zeszłorocznymi liśćmi. Co powodowało, że szło się niezwykle wygodnie w bajkowym otoczeniu i kolorystyce. Próbowałem to uchwycić na fotkach, ale nie przyłożyłem się dostatecznie, niestety.

Później jeszcze kawalątek po asfalcie i już byliśmy przy samochodzie. Trasa ciekawa, choć przez większość czasu bez widoków, wiedzie  mieszanym lesie i daje po nogach stromymi podejściami i zejściami. Dla miłośników krzakołdoru, miodzio! ;)


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Oszust w Wielką Sobotę, czyli jak wykroiłem se część Worka

Dodaj komentarz