Share →

IMG_3687Plany przewidywały Rysy, ale co zrobić gdy zima znowu zaskoczyła drogowców, i innych. Trójka lawinowa w Tatrach nie była pocągająca to trzeba było wymyśleć  plan zastępczy. Pod ręką Babia, pomimo że na Babiej też lawinowo, to jednak tam można wleźć na spokojnie. Ekipa Jacku i ja, plus później doszedł mój kumpel Grzesiek. Iść znowu przez Markowe jakoś nie bardzo się nam spodobał, pomysł padł więc na podejście z Zawoi Czatoży na Jałowiecką Przełęcz i stamtąd dalej przez Cyl na Diablak a później się zobaczy. Wyjazd tuż po 5 tej rano, po drodze kawka na stacyji benzynowej i w końcu wylądowaliśmy na parkingu. No może to za dużo powiedziane… w Czatoży po prostu kończy się droga, jest szlaban i tyle. Po wyjściu często powtarzanym słowem było: jest rześko, bo ok -17C, no było rześko.

Plany przewidywały Rysy, ale co zrobić gdy zima znowu zaskoczyła drogowców, i innych. Trójka lawinowa w Tatrach nie była pocągająca to trzeba było wymyśleć  plan zastępczy. Pod ręką Babia, pomimo że na Babiej też lawinowo, to jednak tam można wleźć na spokojnie. Ekipa Jacku i ja, plus później doszedł mój kumpel Grzesiek. Iść znowu przez Markowe jakoś nie bardzo się nam spodobał, pomysł padł więc na podejście z Zawoi Czatoży na Jałowiecką Przełęcz i stamtąd dalej przez Cyl na Diablak a później się zobaczy. Wyjazd tuż po 5 tej rano, po drodze kawka na stacyji benzynowej i w końcu wylądowaliśmy na parkingu. No może to za dużo powiedziane… w Czatoży po prostu kończy się droga, jest szlaban i tyle ;) Po wyjściu często powtarzanym słowem było: jest rześko, bo ok -17C, no było rześko ;D

No i dobra, idziemy, jakieś ślady są, jest ok. ale po 100 metrach ślady się skończyły, zaczął się śnieg :) i zaczęły się zabawy terenowe. O ile Jacku miał paletki, ja też pożyczone od crimsona (Dzięki!) to Grzesiek miał przerąbane.

Ale dzielnie szliśmy na zmianę, słoneczko, lampa i piękne okoliczności przyrody, ale kurna rześko ;D

Na przełęczy popas, trochę herbatki, coś tam zjeść, szlug i w drogę. choć niektórzy musieli zadbać o makijaż ;D

Mieliśmy szczęscie, bo od przełęczy szlak przedeptał skuter śnieżny, ślad po nim przymarzł i można było iść nie męcząc się. Po drodzę minęliśmy fajną wiatę, zastanawialiśmy się kto ją zbudował, po krótkiej rozmowie padło że skoro przy granicy to pewnie Słowacy.

Szło się nieźle, humory bardzo dobre :)

Momentami naprawdę sporo nawianego śniegu, aż Jacek postanowił sprawdzić sondą ile go rzeczywiście jest.

sonda się schowała ;D później przerwa na śniadanko i w drogę na Cyl

Tu już skuter nie dojechał i śniegu było sporo nawalone, momentami puch, momentami zmrożona warstwa. I z Małej Babiej dalej na Bronę i dalej

Im wyżej tym mniej śniegu, bo strasznie przewiany beton został.

chodząca reklama Odoru ;)

Im wyżej tym bardziej wioło, na Babiej posiedzieliśmy z 15 min i po pytaniu Jacka, „Jagu robisz zdjęcia, na co odpowiedziałęm nie ;D ” zaczeliśmy schodzić w kierunku Krowiarek. Tam już w ogóle pizgało tak że się odechciewało focenia ;)

Po zejściu Jacek zabrał się ze znajomymi autem po samochód zostawiony w Czatoży, a myśmy sobie piknik urządzili w oczekiwaniu. Dziękuję za naprawdę dobry dzień :)


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Obrazek zastępczy 😉

Dodaj komentarz