Share →

18

Całą noc padało, przestało dopiero gdzieś około 5-6 rano. 1 maja zaskoczył nas tym, że do lasu normalnie przyjechali pracownicy do wycinki. Po zjedzeniu „śniadania” ruszyliśmy do góry w kierunku Okraju. Chcieliśmy w schronisku dostać wrzątek i napić się ciepłej herbaty oraz zjeść coś porządniejszego. Jak się okazało schronisko o 8 rano było zamknięte na cztery spusty, dzwonek do drzwi nie działał, a inni turyści byli równie zdziwieni jak my. Jak w takim miejscu, przy takiej jego popularności można mieć schronisko zamknięte.

Sudety 100 km Trip

czas nadrabiać forumowe zaległości ;).

W założeniu miała to być wyjazd w Bieszczady, ale plany czasami weryfikują się w inny sposób. Postanowiliśmy z Matem w zamian wyjazdu na wschód spędzić trochę czasu w naszych rodzimych Sudetach. Parę dyskusji na temat trasy, jej przebiegu i dopięliśmy szczegóły. Jako, że jesteśmy z dwóch różnych części województwa dolnośląskiego, ja z Bystrzycy Kłodzkiej,  Mateusz z Lubania postanowiliśmy za start obrać Wałbrzych.

27.04.2013,

Tego dnia wyruszamy z Wałbrzycha w kierunku schroniska Andrzejówka, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg. Bardzo lubimy to schronisko, gospodarz jest miły, jedzenie bardzo dobre, darmowy wrzątek, czyste pokoje, a łazienki po remoncie, w których jest ciepła woda, suszarka i podgrzewana podłoga! Z dworca głównego pkp, kierujemy się szlakiem żółtym w stronę  ruin Zamku Nowy Dwór.

Później ciągle żółtym szlakiem idziemy w stronę Przełęczy pod Borową, a na rozstaju  obierając szlak niebieski kierujemy się w stronę Skalnej Bramy i Ruin Zamku Rogowiec. W pogodny dzień roztaczają się stąd naprawdę piękne widoki, ale nie dzisiejszego dnia.

Rezygnując z przejścia grzbietem, idziemy szlakiem żółtym położonym poniżej prosto do schroniska. Samo schronisko wyłania się przed nami  mniej więcej w odległości 50 metrów. Jest gęsta mgłą, mży deszcz, ludzi na szlaku praktycznie nie ma.  Spotkaliśmy jedynie biegacza z psem. W samym schronisku też nie za dużo turystów mimo dogodnego położenia obiektu przy drodze.

Po wejściu i zameldowaniu się, zmykamy prosto do bufetu.  Jako, że jedzenie w Andrzejówce smakuje nam bardzo dobrze nie czekamy długo z wyborem zamówienia. Później szybko ogarniamy plecaki, wieczorną toaletę i nastawiamy budziki na godziny wczesnoporanne licząc na przebudzenie dobrej pogody.  Mamy zamiar być o wschodzie na Ruprechtickim Spicaku, na którym stoi wieża widokowa, z której można podziwiać piękne panoramy.

28.04.2013

Ale pogoda rano wygląda tak:

więc wracamy do schroniska na śniadanie

Po czym ruszamy w dzisiejsza 30-kilumetrową trasę na Stanicę „Pod Zadzierną”, gdzie mamy kolejny przystanek w naszej wędrówce. Pierwszym znaczącym punktem w dniu dzisiejszym (28.04.2013) jest Sokołowsko. W mieścinie tej, niegdyś światowej sławie uzdrowisku, uwagę naszą zwracają dwa budynki:

tzw. „Dom Pisarza”. Przebywał tu i tworzył niemiecki poeta A. Brachvogel

oraz byłe sanatorium „Grunwald”

Później częściowo czerwonym szlakiem oraz torami docieramy do Mieroszowa.

Szybkie zakupy w Biedronce i ruszamy dalej. Szlak niebieski prowadzi nas do wsi Różana, w której znajduje się zabytkowa kuźnia. Poczuliśmy się docierając do niej jak w starej baśni, albo bohaterowie książek fantasy. Przy kuźni ciągle było koło do ostrzenia.

i widoczki:

oraz odcinek szlaku zielonego pomiędzy Różaną a Kochanowem

a także nasi najczęstsi goście na szlakach podczas całego wypadu

za Kochanowem  przy zielonym szlaku znajduje się zabytkowy kamienny stół sądowy.

Do Krzeszowa coraz bliżej. Na Przełęczy Żłób postanawiamy zboczyć z zielonego szlaku który prowadzi na śmiercionośny asfalt mordujący stopy. Idziemy na azymut w stronę opactwa. Po drodze tylko kilka razy musimy kluczyć pomiędzy polami, które po ostatnich opadach są grząskie i błotniste. Jednak jest to przyjemniejsze niż męczenie nóg zwykłą droga.

Przed godziną 17, meldujemy się w Krzeszowie. Przy zespole zabytków posilamy się i odpoczywamy chwilę. Do pokonania mamy jeszcze sporo dystansu, a tego dnia zbliżamy się w kilometrach do 50.

Na terenie stanicy „Pod Zadzierną” w Paprotkach pojawiamy się przed godziną 20. Z Krzeszowa przeszliśmy trasę wzdłuż szlaku zielonego oraz czerwonego do Lubawki, a stamtąd za znakami niebieskimi do brzegu zbiornika Bukówka i wzdłuż niego dotarliśmy na miejsce naszego drugiego noclegu. Kobieta w recepcji przyjmując nas na pole namiotowe otworzyła w szlafroku :) Bardzo miła, uprzejma. Rano policzyła nas mniej niż powinna za nocleg pod namiotem, gdy dowiedziała się skąd i dokąd idziemy.

29.04.2013

Rano budzimy się w namiocie i znów towarzyszy nam wilgoć, mgła i brak słońca. Celem na dzisiaj jest Szwajcarka w Rudawach Janowickich. Wyruszamy szlakiem zielonym, później niebieskim docieramy do Przełęczy Kowarskiej. Wcześniej po drodze naszą uwagę zwraca całkiem sporych rozmiarów kamieniołom we wsi Ogorzelec.

Na przełęczy Kowarskiej znajduje się krzyż pokutny

Z przełęczy żółtym szlakiem kierujemy się do kolejnej, pod Bobrzakiem, a stamtąd szlakiem czerwonym na szczyt Ostrej Góry.

Mat gdzieś w Rudawach

Wieczorem docieramy do schroniska „Szwajcarka” rozkładamy namiot, a później idziemy jeszcze na Sokolik. Długi weekend czasowo sprzyja wspinaczom, których cała masa zjechała się w Rudawy, jednak pogoda ich nie rozpieszcza. Jak się okazało w nocy, znów padało, skały mokre.

Po zejściu z Sokoliska spędziliśmy wieczór w towarzystwie wspinaczy z całej Polski przy wspólnym ognisku.

30.04.2013

Rano przyszło zwątpienie, po śniadaniu i złożeniu namiotu zaczęliśmy się zastanawiać czy chcemy dalej iść. Mieliśmy za sobą około 70 km w nogach. W założeniu chcieliśmy coś zobaczyć, zrobić zdjęcia bo nie przez przypadek trasa prowadziła przez bardzo dobre fotograficzne miejscówki. Nic do tej pory się nie sprawdzało, a prognoza pogody na najbliższe dni nie była obiecująca,  miało padać. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw zdecydowaliśmy jednak iść.  Stwierdziliśmy chcemy zrobić te 100 kilometrów i zrobimy je. Jeśli już tu jesteśmy to dokończymy co zaczęliśmy. W końcu nie tylko zdjęcia i dobra pogoda są najważniejsze, góry i wspólnie spędzony czas są bardziej istotne.

Cel na dziś okolice Przełęczy Okraj.

Plan dojścia zakładał przejście przez Bukowiec, Kowary i dalej pod przełęcz. Pogoda w dalszym ciągu nie rozpieszczała. W samych Kowarach zrobiliśmy małe zakupy, przeszliśmy się przez ciekawy rynek. Zjedliśmy „obiad” w postaci bułek i kabanosów. Spotkaliśmy znajomych harcerzy i pana Wiesia „kierownika – przewodnika oraz specjalistę” od zbierania jagód na Lasockim Grzbiecie.

Gdy zbliżaliśmy się powoli do przełęczy w pewnym momencie padł pomysł noclegu w lesie, w sumie dlaczego nie. Jutro możemy z samego rana podjeść na przełęcz i stamtąd na Śnieżkę do Karpacza i zakończyć wędrówkę. Po cichu liczyliśmy na jakiś wschód słońca. Jednak, gdy otrzymałem od kumpla Michała prognozę na następny dzień, zwątpiliśmy, że na grzebiecie Lasockim cokolwiek zobaczymy.

1.05.2013

Całą noc padało, przestało dopiero gdzieś około 5-6 rano. 1 maja zaskoczył nas tym, że do lasu normalnie przyjechali pracownicy do wycinki. Po zjedzeniu „śniadania” ruszyliśmy do góry w kierunku Okraju. Chcieliśmy w schronisku dostać wrzątek i napić się ciepłej herbaty oraz zjeść coś porządniejszego. Jak się okazało schronisko o 8 rano było zamknięte na cztery spusty, dzwonek do drzwi nie działał, a inni turyści byli równie zdziwieni jak my. Jak w takim miejscu, przy takiej jego popularności można mieć schronisko zamknięte.

Wkurzeni postanowiliśmy iść dalej. Z racji pogody, gdzie widoczność sięgała zaledwie kilkudziesięciu metrów zrezygnowaliśmy z wejścia na Śnieżkę i skierowaliśmy się zielonym szlakiem do Karpacza. Po drodze minęliśmy zaledwie garstkę turystów. Natomiast w Karpaczu istny jarmark, na szczęście nie musieliśmy długo tam przebywać i dość szybko udało nam się dojechać do Jeleniej Góry gdzie zakończył się nasz sudecki trip.

Przeszliśmy  100 km piechotą z namiotem na plecach. To było 5 mokrych i wilgotnych dni, podczas których w zasadzie niewiele jeśli chodzi o widoki widzieliśmy, fotograficznie nie było rewelacji, ale nie tylko o fotografowanie chodzi. Góry mają w sobie coś magicznego co przyciąga do nich niewidzialną nicią i chce się spędzać w nich czas.

Także zadowoleni wróciliśmy do domów :).


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: L&M Trip, czyli 100 km po Sudetach

Dodaj komentarz