Share →

8_po_drodzeJednak im wyżej się znajdowałem, tym gęstsza chmura mnie otaczała i już zacząłem kląć w duchu na speców od pogody. Wszystko wskazywało na to, że czeka mnie mleczny koszmar i zero fajnych zdjęć. No nic, trzeba przełknąć i napierać dalej. Kiedy dochodziłem już do szczytu, przez moment w chmurach pojawił się budynek obserwatorium, jak duch. Ale nie zdążyłem wyjąć aparatu, a z powrotem zalało mnie mleko. Cierpliwość została nagrodzona chwilę później. Stopniowo chmura zaczęła znikać i w idealnym momencie ukazało się błękitne niebo.

Po wielu dniach śledzenia prognoz i oglądania obrazu z kamerek internetowych zapaliło się światełko w tunelu – jakieś 1,5 dnia ładnej pogody w Karkonoszach i okazja do złapania ostatnich podrygów zimy. Nikt ze znajomych nie mógł się wyrwać, zatem czekała mnie kolejna samotna wycieczka. Wyruszyłem wcześnie rano w niedzielę 7 kwietnia i koło południa byłem w Karpaczu. Planowałem nocleg w Odrodzeniu, więc stwierdziłem, że może warto przedzwonić i zapytać o miejsce. Pani powiedziała, że właśnie wszyscy wyszli, więc spoko. Nie spodziewałem się, że to było tak dosłowne ;).

Aura była cudowna – śnieg z deszczem, ale pełen wiary w prognozę – wyruszyłem. Plan zakładał podejście czarnym szlakiem Sowią Doliną do grzbietu i później na Śnieżkę, a stamtąd do schroniska. Szlak był w miarę przetarty więc szło się dobrze. Jedynie widoczność, a właściwie jej brak, nie pozwalała cieszyć się widokami i praktycznie uniemożliwiała zrobienie jakiegoś sensownego zdjęcia. Wszystko tonęło w mleku, więc kiedy trochę przewiało i było widać na 50m a nie na 5m – wyjąłem w końcu aparat :D.

Jednak im wyżej się znajdowałem, tym gęstsza chmura mnie otaczała i już zacząłem kląć w duchu na speców od pogody. Wszystko wskazywało na to, że czeka mnie mleczny koszmar i zero fajnych zdjęć. No nic, trzeba przełknąć i napierać dalej. Kiedy dochodziłem już do szczytu, przez moment w chmurach pojawił się budynek obserwatorium, jak duch. Ale nie zdążyłem wyjąć aparatu, a z powrotem zalało mnie mleko. Cierpliwość została nagrodzona chwilę później. Stopniowo chmura zaczęła znikać i w idealnym momencie ukazało się błękitne niebo.

Oszronione budynki, łańcuchy i piękne niebo to najlepsza nagroda za wytrwałość. Na szczycie byłem sam, nie licząc ekipy meteo, która jak tylko przewiało chmurę, wyszła strącać lód z anten, masztów i innego żelastwa. Schodząc ze Śnieżki założyłem raki widząc, że większość podchodząch (w liczbie mniej więcej 5-ciu osób) ma takowe na butach. Zdarzył się wśród nich jeden obywatel na nartach – dobrze mu foki trzymały na tej stromiźnie – szacun. Słońce było coraz niżej, a kilometrów jeszcze kilka zostało, więc spojrzenie za siebie:

i w bok:

i trzeba było włączyć piąty bieg, żeby nie szlajać się po nocy ;)

Wejście do schroniska było jedyne w swoim rodzaju. Odrodzenie było PUSTE. Od razu mi przyszedł na myśl Jack Nicholson i Lśnienie ;) Koleżanka z obsługi całkiem dosłownie mówiła, że wszyscy wyszli – byłem jedynym gościem w wielkim budynku. Poprosiłem więc o wrzątek do chińskiej zupki i browara. Gdyby każde piwo smakowało tak jak to! Rano wymarsz w pięknej słonecznej pogodzie:

Po drodze piękne okoliczności przyrody:

Kierowałem się w stronę Słonecznika:

A następnie już dół do Karpacza. Po drodze jednak urocze miejsce widokowe, Pielgrzymy:

Przy pielgrzymach udało mi się dostrzec pięknego ptaszka, sokoła wędrownego:

Droga w dół przebiegała sprawnie i szybko, trzeba było jedynie uważać, żeby nie zejść z wydeptanej ścieżki, bo śniegu było co najmniej z 1,5m . Między drzewami pojawiały się co jakiś czas piękne widoczki, na przykład główna grań Karkonoszy:

Do Polany szedłem całkiem sam, później pojawiło się kilkoro amatorów górskich widoczków. Jednak da się po polskich górkach chodzić w ciszy i spokoju, bez dzikich tłumów i kolesi ze skrzynką wódy w wózku dziecięcym ;)
Polecam poniedziałki!

 


 

**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Góry tylko dla siebie – Karkonosze na koniec zimy

Dodaj komentarz