Share →

SNC00880Miał być szybki spacer na rozruch po świętach, tylko że nie powinniśmy porównywać czasów letnich z zimowymi. Według obliczeń mieliśmy zejść po 15-tej, jednak na szczycie Lubania byliśmy półgodziny wcześniej, więc o planach mogliśmy zapomnieć. Zgubiliśmy szlak kilka razy, ale gdy ma się trzy – cztery drogi do wyboru i żadnych oznaczeń, to nie ma szans, trzeba się zgubić. Chociaż przy zejściu okazało się, że lepiej było zboczyć, raz, albo dwa.

Miał być szybki spacer na rozruch po świętach, tylko że nie powinniśmy porównywać czasów letnich z zimowymi. Według obliczeń mieliśmy zejść po 15-tej, jednak na szczycie Lubania byliśmy półgodziny wcześniej, więc o planach mogliśmy zapomnieć. Zgubiliśmy szlak kilka razy, ale gdy ma się trzy – cztery drogi do wyboru i żadnych oznaczeń, to nie ma szans, trzeba się zgubić. Chociaż przy zejściu okazało się, że lepiej było zboczyć, raz, albo dwa.

Pogada była wprost przepyszna. Zero wiatru, mało chmur, lekki mróz. Przez cały czas brodziliśmy sobie po kolana w sypkim śniegu, więc o dupozjazdach mogliśmy zapomnieć.

O dziwo we wsi ludzie wiedzieli, że wyśliśmy w góry. Nawet jeden pan zatrzymał nas i dopytywał jak się szło, bo widział nas z rana. Pozdrowienia dla babiny, która odradzała nam wyjście, bo hula wiatrem.

dziękuję żonie za cierpliwość do części zdjęć


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Lubań – jak trudno wydeptać sobie szlak

Dodaj komentarz