Share →

100_2113-001Po około dwóch kilometrach szlak skręca na zachód i dalej idziemy leśną ścieżką.Nie mija wiele czasu gdy przed nami ukazuje się wiata,więc w myśl zasady że miało być lajtowwo rozsiadamy się zajadając słodycze,trwa to dość długą chwilę lecz w końcu zarzucamy plecaki na plecy ruszając dalej.Pokonując strumyk który to jak sądzę po resztkach kładki zerwał ją podczas wiosennych roztopów dochodzimy do drogi szutrowej.

Z powodu chronicznego braku czasu aktywność turystyczna naszej skromnej dwuosobowej rodziny  ma ostatnio tendencje spadkowe,to samo tyczy się  pisania tekstów różnych a dokładniej relacji z popełnionych wyjazdów,dlatego świat widziany na poniższych fotografiach będzie w nieco innych barwach od panujących obecnie za oknem. Wycieczka miała być lajtowa,z tych co to się na nich odpoczywa a nie bije kilometry i w pierwotnym założeniu trwać miała dwa dni a właściwie półtora bo na godziny południowe dnia następnego sprawdzane przez nas prognozy zapowiadały nadejście dość obfitych opadów deszczu,a tego chcieliśmy uniknąć.

Około godziny szóstej jedziemy z Basią do Jasła skąd zabieramy Bartka i już w trojkę zmierzamy do Barwinka,gdzie zaplanowaliśmy początek naszej wędrówki.

Zostawiamy samochód na parkingu dość sennego jeszcze przejścia granicznego i czerwonym szlakiem który prowadzi asfaltową drogą zmierzamy w kierunku południowym mijając po drodze eksponaty upamiętniające operację dukielsko preszowską

Po około dwóch kilometrach szlak skręca na zachód i dalej idziemy leśną ścieżką.Nie mija wiele czasu gdy przed nami ukazuje się wiata,więc w myśl zasady że miało być lajtowwo rozsiadamy się zajadając słodycze,trwa to dość długą chwilę lecz w końcu zarzucamy plecaki na plecy ruszając dalej.Pokonując strumyk który to jak sądzę po resztkach kładki zerwał ją podczas wiosennych roztopów dochodzimy do drogi szutrowej.

Czas płynie z wolna a my wdając się w coraz weselsze pogawędki przegapiamy zakręt szlaku i wspomnianą szutrówką dochodzimy do małej,cichej wioski o nazwie Krajna Bystra.
Tutaj zwiedzamy murowaną cerkiew pw. św. Michała Archanioła

a następnie w myśl zasady że miało być lajtowo popijamy piwko i prowadzimy dość zabawną rozmowę z ekspedientką sąsiadującej z domem bożym sklepo knajpy.

Po opróżnieniu kufli kontynuując szutro trekking zmierzamy w kierunku Medvedie.Pnąc się lekko pod górę zatrzymujemy się co raz robiąc zdjęcia okolicznych wzniesień oraz pozostawionej w dolinie wioski,na okolicznych łąkach jest kilka ambon myśliwskich,które w razie potrzeby mogłyby dać schronienie na nocleg.

Pogoda dopisuje,deszczowych chmur jak na razie nie widać a my łącząc się ze zgubionym wcześniej szlakiem dochodzimy do wspomnianej wcześniej wioski. W Medvedie znajduje się wyciąg narciarski , pensjonat Medved i kolejna cerkiew tym razem drewniana,niestety jest zamknięta,więc robimy zdjęcie z zewnątrz i podążamy za czerwonymi znakami w kierunku kolejnej wioski.

Słońce grzeje coraz mocniej więc w myśl zasady że miało być lajtowo nie odmawiamy sobie odpoczynku oraz wody dla ochłody z napotkanej tuż przy szlaku studni.

W Vyśnej Pisanej zamieniamy czerwone znaki na zielone skąd z wolna przemieszczając się dość nudną(czyt.brak widoków)szutrówką  dochodzimy do miejsca gdzie planowaliśmy dzisiejszy nocleg czyli na Stavok lub jak ktoś woli Baranie. Rozkładamy karimaty,z nóg spadają buty,z plecaka wyskakuje jedzonko, rozpoczyna się błogie leniuchowanie.

Następnie w ruch poszedł aparat i kolejne kilkadziesiąt minut spędzamy na podziwianiu panoram rozciągających się jak okiem sięgnąć z tutejszej wieży,widoczność dobra,tatry na horyzoncie,jest pięknie…

Liczyliśmy iż prognozy się sprawdzą i noc spędzimy na wieży widokowej jednak coraz chłodniejszy zarazem mocniejszy wiatr nie wróży zbyt dobrze a obudzenie się w środku nocy w przemoczonym śpiworze z perspektywą powrotu do Barwinka nie wygląda zbyt zachęcająco,więc mimo dość późnej pory pakujemy bambetle i wbrew zasadzie że miało być lajtowo szybkim krokiem zmierzamy szlakiem granicznym w kierunku Barwinka. Na parking bardzo żywego przejścia granicznego (baluje tu chyba cała młodzież okolicznych wsi) docieramy już po zmroku. Wycieczka bardzo udana,szkoda tylko wschodu słońca z  wieży widokowej. Miało być lajtowo i było lajtowo,no może poza końcówką.


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Baranie przez Słowację

Tagged with →  

Dodaj komentarz