Share →

20130430_111426Start z PKS Bielsko Biała 8.05 był jednak opóźniony jakieś 30min. Zaskoczeniem było że na trasę Rybnik-Krosno PKS rybnicki póścił busa starego haszpla mercedesa. Bus pełen. Na fotelach bagaże na przejściu nasze plecaki dramat. Po 20 min jazdy przeorganizowaliśmy bagaże i można było usiąść. Na 11 dojechaliśmy do skomielnej (skrzyżowanie z zakopianką tuż koło Rabki). Wystartowaliśmy odrazu w górę licząc, że znajdziemy jakiś sklep a tu zonk sklep jest poniżej krzyżówki wiec pierszy 1km zrobimy jeszcze raz.

Alkoteking->DEFINICJA -> deptanie gór z 200 gram destylatu na podorędziu. Jednako po udanej wyprawie w oczekiwaniu na powrotnego BUSA spożywamy więcej, przyczyniając się wzrostu lokalnego PKB.

długi weekend to co? jak co? Alkotreking -Plan Beskid wyspowy.Ja mijam go 3-4 razy w roku odwiedzając rodzinę jednak nigdy tam nie wędrowałem. Długi przejżał mapy fora i opracował trasę przejśćia. Byliśmy ograniczeni czasowo.
Start w poniedziałek 29 powrót na 1 majowy pochod ze sztórmówkami:)

Start z PKS Bielsko Biała 8.05 był jednak opóźniony jakieś 30min. Zaskoczeniem było że na trasę Rybnik-Krosno PKS rybnicki póścił busa starego haszpla mercedesa. Bus pełen. Na fotelach bagaże na przejściu nasze plecaki dramat. Po 20 min jazdy przeorganizowaliśmy bagaże i można było usiąść. Na 11 dojechaliśmy do skomielnej (skrzyżowanie z zakopianką tuż koło Rabki). Wystartowaliśmy odrazu w górę licząc, że znajdziemy jakiś sklep a tu zonk sklep jest poniżej krzyżówki wiec pierszy 1km zrobimy jeszcze raz.

Szybkie zakupy browara 2 śniadanie:) reszta browarów do plecaka i ponowny start. Znów ten sam kilometr asfaltingu
ale już pokrzepieni ruszamy na 7km podejście niebieskim szlakiem na Luboń Wielki długie i łagodne momentami czuliśmy się jak w lesie na Helu. Niespodzianką była zabudowa deweloperska ale w stylu podchalańskim. Na trasie mijamy przysiółek z ciekawą drogą krzyżową oraz miejsce katastrofy czeskiego śmigłowca z 85 roku.

w tle Luboń Wielki.

Końcówka podejścia skutecznie odparowywuje pierwsze browary.
Na Luboniu podziwiamy widoki

https://plus.google.com/photos/109187010756738287754/albums/5877784486020600385/5877787333773956466

po browarku i do przodu. W weekendy pewnie kupa luda tu ściąga. Przed nami kolejny cel Strzebel.
Zadziwiło mnie zejście z Lubonia niesamowice strome jeszcze sporo wilgoci po zimie i luźnych kamieni.

Mała przerwa na szamanko w następnej wiosce Glisne.

Tu liczyliśmy na zakup kolejnych browarków albo małe conieco
bo na strzeblu nie ma żadnej gastronomii a tu  rozczarowanie do najbliższego sklepu pare kilometrów więc odpuszczamy.
Jemy… posadziliśmy tyłki na miedzy widokowej w kartoflisku, odpakowaliśmy kanapki a tu zaatakowały nas 3 labradory.
Obszczekały, wsadziły swoje pyski do plecaków na szczęśce ja swą lodówkę zamknąłem na sówak a Długi zawinął kanapki w folie wiec skóńczyło się na wylizaniu reklamówki przez bestie.  Potowarzyszyły nam jeszcze jakąś chwile, poczekały na swoją panią po czym na zawołanie: chodźcie micha będzie psy wróciły do właścicielki.
Kobieta nie uważała za stosowne odezwać się do nas uznała zdarzenie za niebyłe.
Przemilczeliśmy temat ale po jakimś czasie przyszło mi do głowy, że kobieta ma farta a raczej jej zwierzaki, że tym razem idziemy w takim składzie  bo jeden z nieobecnych  naszej 4-ki nosi zawsze gaz i aż go świerzbi zeby sobie walnąć gazem. Obśmialiśmy temat dopiliśmy co nam zostało i na Strzebel.
Tu po kilku km podejścia zweryfikowałem swą wiedzę o wyspowym. Co góra to wyspa i tak będzie do końca naszej 3 dniówki.

Na Strzeblu ołtarz dziękczynny za Pontyfikat Jana Pawła II tam spotkaliśmy 1 człowieka na szlaku okazal się nim lokalny
grzesznik odwiedzający to miejsce zapewnie w ramach pokuty.
Na szczycie na czarnym szlaku znajduje się platworma startowa dla Paralotniarzy warto popatrzeć.

podaję link do filmiku z panoramy

https://plus.google.com/photos/109187010756738287754/albums/5877784486020600385/5877789730601403106

Do końca trasy mamy jeszcze jakieś 5km zejścia czarnym szlakiem do miejscowości Lubień. Zapamiętam je chyba do póty pamięci starczy. Na odcinku 3,4km pokonujemy w pionie 557m przewyższenia. Podłoże: luźne kamienie, gruz, rumowisko moje stopy miały ochote zrobić z porządnego obówia wojskowego sandały. Podobno to najstromsze podejście w Beskidzie Wyspowym.
Spowolniło nas to mocno. Nie polecam tego zejścia tymbardziej podejścia a jeżeli koniecznie ktoś lubi takie
wyzwania to w pogodne dni i to kiedy trasa jest sucha.

Teraz wolałbym zejść do Tęczyna gdzie podobno lepiej jest  z noclegami.

Zaraz na zejściu z czarnego szlaku na asfalt mamy po lewej ośrodek wypoczynkowy tam warto zapytać o nocleg bo przez następne 3km nic nie znajdziemy.

Trafiamy do spożywczego w centrum przepytujemy lokalsów i nikt nie jest nam w stanie podać informacji o noclegach czy kwaterach, odsyłają nas do wioski Tęczyn. Mamy jedną nipotwierdzoną lokalizacje. Podobno kiedyś za kościołem była agroturystyka. Powłóczę nogami żeby sprawdzić informacje. 
Bingo mamy spanie, 30zł za łóżko ale miłe zaskoczenie pokój super nówka łazienka. Do dyspozycji sala TV i duża kuchnia.

Dzień drugi wtorek 30 kwietnia jakoś grzebaliśmy się ze wstawaniem potem śniadaniem jeszcze zakupy i start mocno po 10.
Kierunek schronisko na Kudłaczach i Lubomir, zaplanowany nocleg w szałasie na Wierzbanowskiej. Żółtym z centrum Lubonia znów podejście jednak długie 14km, szlak czasem wypłaszcza  oferując atrakcyjne widoki.

Tego dnia każdy deptał swoim tempem. Mnie dają w kość utraty wysokości i znów nadganianie wcześniej zdobytych metrów w pionie. Z małym odpoczynkiem dociągnęliśmy do przełęczy z odbiciem na Kudłacze. Jednak po 5min marszu w kierunku Kudłaczy stwierdziłem że dziś nie stać mnie na zejście  na browar tylko po to by znów zdobywać wcześniej nabite 200m na poziomicy.

Wspinamy się na Lubomira pogoda dopisuje, nagradzamy się browarkami konsumujemy jakiś posiłek ale mamy problem z wodą. W obserwatorium nikogo nie ma ale przed nami jescze wioska Węglówka na trasie na Wierzbanowską Górę więc myślę bedzie sklep. Przed nami sporo asfaltu zmieniam buty na cichobiegi.


Czerwony szlak upstrzony ławami do biesiadowania rozglądamy się w poszukiwaniu sklepu jednak na trasie jak nima tak nima.
Niedobrze niedobrze W plecaku już tylko 40volt na wieczór. W ostatnim napotkanym gospodarstwie tankujemy wodę i z żalem bez browarów ruszamy na ostatnie podejście. Docieramy do szałasu na godz 17 faktycznie ażurowy z lekka.

Zrzucam plecak zbieram patyki na ognisko a kumpel Długi stwierdza że w okolicy jest jakieś komercyjne gospodarstwo gdzie będą mieć browara i on idzie  to sprawdzić.

Nim przygotowalem szamanko okazało się że informacje o agro kurorcie są nieprecyzyjne i Długi znalazł ale skansen i jescze bardziej spragniony wrócił z pustymi rękoma.

Szamanie, gadanie, i dopełnianie definicji Alkotrekingu.
Inicjatorem do popełnienia tej trasy jest kolega z innego forum Sprocket1973 i ponizej jego fotka z tego miejsca


autor: Sprocket1973 i jego galeria z podobnej wyprawy https://picasaweb.google.com/sprocket1973/BeskidWyspowyJesienneBacowanie2012#

Oprużniwszy wszystkie naczynia postanowiliśmy się wgramolić do części noclegowej. Spaliśmy od około 22.
Nocą było +9 mój śpiwór z komfortem +16 spisał się ale z piżamką.Obudziły nas ćwilące ptaki po 5rano
ale jeszcze raz udało się zasnąć i dociągnąć do 8

śniadanko jakaś puszka konserwy z cherbatą i do wsi po wodę bo znów mało a przed nami jeszcze jedno konkretne podejście. Na Lubogoszcz. Zeszliśmy do Kasiny Wielkiej i zaraz w pierwszym sklepie uzupełnienie zapasów a nawet 2 śniadanko.

Zaspokojeni ruszyliśmy na ostatni odcinek szczyt Lubogoszcz i do Mszany Dolnej. Po wejściu do lasu ruszyłem przodem i znów nie sprawdzając przewyższeń, deptałem licząc na jakieś wypłaszczenie a tu za cholerę ani stopnia mniej cały czas ostro w górę. Postanowiłem ze nagradzam się browarem powyżej 900m wymiękłem na 929m. Gdyby nie było mgły może doszedłbym do szczytu ale miałem dość. Tu zrobiłem ostatnią fotkę skończył się prąd w telefonie.

Zejście do Maszanej wybraliśmy zielonym na skróty znów stopy przypomniały o sobie ale pare km. wytrzymam. Zeszliśmy do dworca i cóż za zaskoczenie nie ma żadnego transportu bezpośrednio do Bielska-B. Jedyny transport przez Rabkę Albo Kraków. Postanowiliśmy więc odwiedzić Smoka.
Transport !znów znienawidzony bus ale było trochę miejsca więc wyciągnęliśmy małe conieco i nawet nie wiem kiedy byliśmy w Krakowie. Tam zaraz rejsowy JUMBO z PKS-z Cieszyna w pełnym konforcie zabrał nas do Bielska.
Zakończenie oczywiście w podrzędnym barze przy pifku na dworcu PKP do czasu aż koleżanka małżonka mnie nie odebrała.

Na koniec jeszcze całość trasy

LUBOŃ WLK.           STRZEBEL                                             LUBOMIR      Wierzb.Góra          LUBOGOSZCZ


**Zapraszamy do dyskuji na forum w temacie: Alkotreking – 3 dni w BESKIDZIE WYSPOWYM

Dodaj komentarz