Share →

IMG_0378Ruszamy z rana kierując się do Starego Smokowca. W samej miejscowości czujemy się prawie jak w domu, parkingowi z racji naszych częstych pobytów traktują nas chyba jak swojaków bo zawsze się z nimi dogadujemy i usłużnie wskazują nam miejsce gdzie zwykle parkujemy za sporo niższą opłatę niż reszta. Chwila na rozprostowanie kości po czym ruszamy w stronę Hrebenioka. Na górnej stacji kolejki chwile odpoczywamy i delektujemy się ciepłymi promieniami wschodzącego słońca.

Zima nie była łaskawa owego roku a jednak udało się trafić na kilka dni przyjaznej pogody choć w zasadzie na dole w większości czuło się zapach nadciągającej wiosny. Końcem marca trafił się piękny słoneczny weekend więc nie omieszkałem właściwie go wykorzystać. By tradycji stało się zadość planujemy wraz ze znajomymi słowackie Wysokie Tatry. Przyznam szczerze, że miałem lenia. Wizja brnięcia w mokrym, topniejącym śniegu w dodatku w upale skutecznie studziła mój zapał ale na szczęście nie na tyle by zawładnąć mną bez reszty. Wiedziałem zresztą, że jak nie zdecyduje się jechać to będę miał wyrzuty i będę wściekły na siebie tym bardziej, iż zaplanowałem wejście na Baranie Rogi na których wcześniej nie byłem. Cel sprzyjał z kilku powodów, po pierwsze doskonale wpisywał się w mój leniwy nastrój tego dnia a to dlatego, że jest stosunkowo blisko, po drugie jako kolejny szczyt do korony dodatkowo mnie motywował co chyba zaważyło na szali.

Baranie Rogi mimo, że są łatwym i niepozornym szczytem to jednak wznoszą się na bagatela 2526m co jak na Tatry uznać należy za godny wynik, że nie wspomnę o ich polskiej części. Znajdują się tuż obok głównej grani Tatr i charakteryzują się dość specyficznym kształtem. Podobno nazwa wzięła się z podobieństwa do głowy barana ja jednak za nic nie mogę się tego dopatrzeć. Widać albo mam słabą wyobraźnie albo ktoś za dużo wypił ;) Tak czy inaczej góra w kształcie ściętego pniaka drzewa jest ciekawą opcją na weekendową sobotę. |

Ruszamy z rana kierując się do Starego Smokowca. W samej miejscowości czujemy się prawie jak w domu, parkingowi z racji naszych częstych pobytów traktują nas chyba jak swojaków bo zawsze się z nimi dogadujemy i usłużnie wskazują nam miejsce gdzie zwykle parkujemy za sporo niższą opłatę niż reszta. Chwila na rozprostowanie kości po czym ruszamy w stronę Hrebenioka. Na górnej stacji kolejki chwile odpoczywamy i delektujemy się ciepłymi promieniami wschodzącego słońca.

Pogoda zapowiada się fantastyczna więc nastroje są bardzo dobre. Nie spieszy się nam, idziemy spokojnie w stronę Chaty Zamkowskiego gdzie zatrzymujemy się na kolejny odpoczynek. Ludzi na szlaku pojawia się coraz więcej co jednak nie dziwi zważywszy na okoliczności. Ruszamy dalej by po kilkunastu minutach wyjść ponad górną granicę lasu i dalej maszerować już Doliną Małej Zimnej Wody, którą po prostu uwielbiam wprost. Najpiękniej prezentuje się chyba wiosną i latem ale i zima przydaje jej niesamowitego uroku. Z daleka widać skalny ‘’próg’’ tzw. Złote Spady , na którym wznosi się słynna ‘’Terinka’’ najwyżej położone czynne cały rok schronisko w Tatrach. Szlak jest wydeptany ale zimą biegnie on zupełnie inaczej a to z racji niebezpieczeństwa lawinowego zwłaszcza w okolicy Spadów. Tam właśnie widać ślady lawin dlatego mijając na lewym trawersie masyw Pośredniej Grani odbijamy w lewo kierując  się wprost na stromy stok stanowiący podstawę Żółtej Ściany.

Dolina Małej Zimnej Wody

W stronę Żółtej Ściany

Żółta Ściana

Słoneczko dopieka niemiłosiernie więc ten odcinek staje się naszą katorgą w sensie dosłownym. Żmudne podejście w głębokim i ciężkim śniegu dobija psychicznie ale uparcie podążamy naprzód. Coraz bliżej widać upragnione schronisko i coraz bardziej czuć smak złotego napoju, którego pragną wyschnięte na Saharę usta ;). Nieoczekiwanie coś zaczyna się dziać niedobrego z pogodą. Ni stad ni zowąd pojawiają się niskie chmury, które zupełnie zakrywają okoliczne szczyty. Nie są to co prawda ciężkie bure chmury ale specyficzny biały welon skrywa przed nami to co najlepsze gasząc w nas zapał i wiarę w sukces. Z niedowierzaniem obserwuje to co się dzieje. Czuje wielki zawód, miało być tak pięknie…Nie jestem typem człowieka, który chodzi w góry bez względu na pogodę i nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy szli na szczyt wiedząc, że nic z niego nie zobaczą. Owszem zdarzało  się załamanie pogody w pobliżu szczytu i zero widoków ale zawsze w takim przypadku wejście traktowałem jako połowiczny sukces wymagający poprawki. Cóż, postanawiam że posiedzimy w schronisku, odpoczniemy i poczekamy- a nóż widelec stanie się cud. Siedzimy dobrą godzinę, mamy czas i w razie czego po prostu zejdziemy z powrotem, trudno…Po godzinie za oknem dalej mleko więc postanawiam skorzystać z toalety po czym powoli szykować się do zejścia. Wychodzę na zewnątrz i dostaje olśnienia. Jak za czarodziejską różdżką nieboskłon zaczyna się przecierać a poprzez rozstępujące się chmury zaczynają przebijać promienie słoneczka. Baranie Rogi widać jak na dłoni, nie ma na co czekać, wracam i wołam resztę.

Wreszcie się przejaśnia

Baranie Rogi

Lodowy Szczyt w oddali

Baranie na wprost

Szybko wychodzimy i idziemy już Doliną Pięciu Stawów Spiskich w kierunku celu. Chwile tylko przystajemy i przyglądamy się jak wysypuję się rój ludzi ze schronu. Spora ich ilość podąża w naszym kierunku. Ruszamy do góry w kierunku Baraniej Przełęczy, co chwilę oglądam się jeszcze na wszystkie strony obserwując z obawą niebo czy to aby  nie chwilowy kaprys pogody ale na szczęście pogoda poprawia się definitywnie. Mozolnie wdrapujemy się wreszcie na przełęcz, na której odpoczywając podziwiamy okoliczny krajobraz. Wygląda to ciekawie choć podobny widok jest z Durnego. Widok w stronę Doliny Kieżmarskiej nasuwa myśl, że gdyby od Zielonego Plesa poprowadzono tędy szlak turystyczny to byłaby to wspaniała trasa na kilka dni. Miast wędrować Magistralą Tatrzańską ludzie od razu od Doliny Kieżmarskiej poprzez przełęcz mogliby przejść do Chaty Terego na nocleg potem dalej przez Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty a następnie poprzez Rohatkę, Polski Grzebień do Śląskiego Domu. Nie trzeba by było tracić wysokości na podejścia. Przypominam sobie jak czytałem, że Słowacy planują zrobić szlak na Baranie Rogi ale nawet i tego nie wykonano więc trudno się łudzić, że kiedyś ktoś zdecyduje się na taki projekt ale kto wie…

Na Baraniej Przełęczy

Widok na Lodowy z przełęczy

Dolina 5 Stawów Spiskich na tle PG

Kieżmarskie oraz Durne Szczyty

Płaskowyż Baranich Rogów

Po chwilowym postoju ruszamy dalej. Szczyt już bardzo blisko a podejście nań nie sprawia żadnych trudności, aż dziw że jednak tego szlaku do tej pory nie poprowadzono. Marsz po płaskowyżu wyprowadza nas wreszcie na wierzchołek. Muszę przyznać, że jednak widoki są przednie z Baranich Rogów i warto było tu dotrzeć. Największe wrażenie robi chyba ściana Lodowego Szczytu wraz z Kopą a także widok w stronę Łomnicy i Kieżmarskich Szczytów. Widać także fragment Grani Wideł chyba najpiękniejszej graniówki w Tatrach. Na południu pięknie prezentuje się skomplikowany masyw PG a w oddali majaczy Sławkowski Szczyt. Poza Doliną Kieżmarską nie sposób nie zauważyć Czarnego oraz Kołowego Szczytu na tle obielonych Tatr Bielskich. Na tej patelni jaką stanowi płaskowyż Baranich Rogów czuje się jak na plaży nic tylko leżaczek i się opalać co też zresztą czynimy ku uciesze damskiej części towarzystwa.

Lodowy wraz Kopą Lodową widziany od ”tyłu” ;)

Charakterystyczne okienko na szczycie

W stronę Łomnicy i Grani Wideł

Czarny i Kołowy Szczyt na tle Tatr Bielskich

Kieżmarskie Szczyty oraz Wielki Szczyt Wideł

Panorama na Pd.-Zch.

Panorama na Pd.-Wsch.

Dolina Kieżmarska

Pośrednia Grań

Pora wreszcie wracać. Niejako z żalem opuszczamy skalno-śnieżne legowiska i schodzimy na dół. Nikt już na szczyt nie wychodzi poza parą Słowaków na skiturach. Nie byłoby może nic w tym interesującego gdyby nie przedstawicielka piękniejszej części ludzkiego rodu, która podchodziła do góry w samych spodenkach okazale prezentując swoje wdzięki ;). Było to tym dziwniejsze, że wzmógł się dość silny i zimny wiatr nie robiący najwidoczniej wrażenia na kobiecie. Z Baraniej Przełęczy zjeżdżamy na tyłkach do samej doliny co sprawia nam kupę radochy

W kierunku szczytu

W dolinie z widoczkiem na Baranie Rogi

Terinka

Dolina Małej Zimnej Wody

Sztuczny lodospadzik przy Chacie Zamkowskiego

Przy samej Terince przystajemy dosłownie na chwile nie wchodząc do środka po czym kierujemy się dół gdzie przy zapadającym zmierzchu dochodzimy do parkingu w Starym Smokowcu. Suma summarum wycieczka udana a szczyt można polecić tym wszystkim, którzy pragną odkryć w Tatrach nowe możliwości poznania poza szlakami oczywiście po spełnieniu określonych warunków.


**Zapraszamy do dyskuji na forum w temacie: [Tatry] Baranie Rogi

Tagged with →  

Dodaj komentarz