Share →

Słowacja jest jak piguła, bierzesz ją, zamykasz oczy, a potem…

 

Słowacja jest jak piguła, bierzesz ją, zamykasz oczy, a potem…

Miejsca do zwiedzań szukałem przez dwa tygodnie, na zasadzie przeglądania zdjęć. Moim zdaniem, jeżeli ktoś zrobił dobre zdjęcie i nie było to wynikiem programu, to musiało być warte zobaczenia.

Na Jezioro Orawskie moim zdaniem trzeba spoglądać przez palce. Pominąć plątające się wszędzie śmieci, na wpół rozkładającego się w wodzie psa, nie słyszeć dźwięku silników skuterów wodnych. Wtedy będzie łatwiej, wtedy dostrzeże się Tatry, kościół schowany na wyspie (http://www.oravskagaleria.sk/slanicky_ostrov_umenia.html), zobaczy się stada kaczek, kołujące nad wodą orły, albo rodzinę Słowaków, którzy na swojego capka ładowali suche drewno.





Nocleg jeśli chce się odpocząć, najlepiej szukać po północnej stronie. My znaleźliśmy na terenach Orawskich Moczar. Dla mnie było to coś niesamowitego zostać zagłuszonym przez żaby. Dojazd tylko za pomocą GPS-ów, przez lasy, aż do miejsca gdzie zaczyna się woda na drodze.



Jadąc w dół przystanęliśmy pod Orawskim Zamkiem. Tu miło zaskoczyła nas pani przewodniczka, która wsadziła nas do innej konkurencyjnej wycieczki, a sama zabrała kasę do kieszeni. Zamek jest genialny dla dorosłych, jak i dzieci. Parkingi płatne oraz tanie obiady w restauracjach. Idąc tam na wycieczkę, trzeba cały czas iść do góry, przez kolejne schody, bramy, drzwi, które co chwilę są zamykane przez przewodniczkę, więc dobrze jest nie zostawać w tyle, bo wielu Polaków nie rozumiała pytania przewodniczki, czy jet ktoś jeszcze…








Dużo jest tam ekspozycji, trochę złomu, trochę słowackiej naszej klasy, wypchane zwierzaki. Mi utkwił stary zegar i Polacy, którzy muszą wszystko poznawać empirycznie. Muszą wsadzić swojego palucha. Na wyższych miejscach widać gniazda pustułek.



Kolejnym zamkiem był zamek w Bojnicach. Mała podróbka zamków francuskich. Nie byliśmy w środku bo kosztowało to dużo, ale sam spacer wokół niego był czymś ciekawym. Szczególnie sokolnicy z ptakami, albo pływające w fosie żółwie.





Obok znajduje się dinoland oraz wielkie zoo. Najlepiej nie parkować w samej starówce – wszystkie parkingi kosztują. Lepiej odjechać trochę na osiedla. Moim zdaniem super atrakcja turystyczna. Śliczne domki z pięknymi ogrodami. Przy jednym z nich na schodach znaleźliśmy owce.



Więcej uwagi poświęciliśmy zamkowi w Trenczynie.



W informacji turystycznej powiedziano nam, że będzie nam ciężko znaleźć tani nocleg.



Ponoć miasto dla Austriaków, Czechów i Słowaków ze stolicy. Najtańszy nocleg był za 11 euro w hostelu, ale za to restauracja tania. No i piwko lane za 90 centów. Do zamku prowadzą liczne wąskie uliczki, po których przepychać się trzeba czasami z samochodami. Restauracje nie na moją kieszeń, wszystko za bogato, choć nie sprawdzaliśmy menu. Określam to poprzez status zaparkowanych samochodów. Proponuję przejść się drewnianymi schodami.





Zamek można zwiedzać w cyklicznych odcinkach czasowych, w wersji mini i rozszerzonej (pewnie zwiedzanie sal z naszą klasą). Sala mini polega na słuchaniu pani przewodniczki o zamku oraz wejście na samą górę wierzy. Widok na sam dół jest ciekawy, w porównaniu na miasto, które szpecą reflektory ze stadionu miejskiego.





Wracając dorwaliśmy jeszcze ruiny zamku Beckov, gdzie pod bramą zjedliśmy gorącą zupkę. Jedzie się do niego wzdłuż pól rzepaku i naprawdę gdy rzepak kwitnie, to pachnie frytkami. Z ruin gdy się dobrze przymruży oczy, można zauważyć reaktory elektrowni jądrowej. (to też musi być ciekawa wycieczka)





Ponoć najciekawsze miejsce było z toalety restauracji pod zamkiem,



Pojechaliśmy szukać małych wiosek. Pierwsza Vlkolinec według opisów miała 45 wiejskich chat z XVIII wieku, co więcej nadal ta wieś funkcjonowała. Był tam przystanek, a według Pascala nadal zameldowanych było tam 18 Słowaków. Choć największym zaskoczeniem było to, że mieszkańcy podchodzili do potoku (miejskiego rynsztoka spływajacego z gór) i nabierali sobie wodę.







Druga wieska Cicmany, bardziej komercyjna, bo tylko malowali wapnem swoje chaty, ale teź warta uwagi. Tylko dojazd tragiczny, przez góry, obok rozlanego potoku, wśród spływającego po burzy z lasów błota.







Jeśli chce ktoś zaoszczędzić na noclegach, na Słowacji pustych, ładnie skoszonych pól jest od groma. Ostatnio dopracowaliśmy metodę, aby dodatkowo korzystać z basenów, gdzie można się zregenerować (basen, sauna) i doprowadzić do ładu (szczególnie istotne dla kobiet). W jednym hotelu skorzystaliśmy z basenu w czwórkę za pięć euro. Można przeszukać strony z ubytowaniem. Choć im bliżej Austrii, tym ceny wzrastają. Nie stanowimy dla nich targetu – tak w skrócie odpowiedział nam Pan z informacji w Terczynie. Noclegi nad jeziorem – proponuje GPS-em znaleźć sobie boczną drogę, nawet na terenach zamkniętych nie mieliśmy problemu (Morawy Orawskie, Wielka Fatra), nawet pod zaporą nad Liptowskim Mikulaszem dałoby się rozbić.

Widok z miejscówki na Ružomberokiem, gdzieś w rejonie Wielkiej Fatry,





Nie proponuję nikomu wybierać skrótów. Zazwyczaj kończy się to tym, że się jedzie przez zadupie w lesie pod wysokie przełęcze. Ale też nie proponuję jechać ekspresówkami. Najlepiej boczkiem, tak aby można było zobaczyć, jak żyją Słowacy. Dowiedziałem się dlaczego ich domy są stawiane węższą stroną do ulicy. Podobno dawniej płaciło się podatek od dostępu do drogi, dlatego te domy tak ciągną się w głąb.

W maju Słowacy świętują majówki i z tej okazji wystawiają na place, przed domy wysokie wiechy. Początkowo myśleliśmy, że się wszyscy na około budują ( w myśl naszej polskiej logiki). Dopiero jedna miła sprzedawczyni uświadomiła nas co i jak.



Picie w barach, porównując do polskich realiów jest stosunkowo tanie. Za piwo 80 – 95 centów to prawie za pół darmo. To samo jedzenie, o wiele taniej niż w Polsce. W słowackich Lidlach reklamują świeże pieczywo i takie jest. Czasami jeszcze ciepłe. W połączeniu z masłem, serami, jeszcze na środku rynku, albo nad jeziorem… A dodatkowo alkohol w marketach, ale nie tych przy granicy. Tam wszystko jest przebrane. Wina słowackie, węgierskie za 1-2 euro, no i piwka. Super produktem jest Zloty Bażant limon/grejpfrut – ma tylko 2 procent alkoholu. W sam raz, gdy się prowadzi samochód.

W naszej opowieści powinna się również znaleźć historia o Górach Choczańskich, to co mogę dodać to, że się szło cholernie źle.
Mi z tego wszystkiego podobała się miejscowość nieopodal góry Lucky, gdzie znajduje się efektowny wodospad, no i kupele.



Do zabrania polecam Pascala.

Dobra stronka będąca pigułką o atrakcjach w Słowacji:

http://www.slovakia.travel/entitaview.aspx?l=5&idp=2107


Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Tagged with →  

Dodaj komentarz

Looking for something?

Use the form below to search the site:


Still not finding what you're looking for? Drop us a note so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...