Share →

P7242395Z Lipska wyjechaliśmy około 10:00 rano, w słoneczny, wtorkowy dzień. Do Nordhausen biegnie autostrada 38, z Lipska należy jechać w kierunku Getyngi, następnie zjechać na zjeździe do Nordhausen, a potem zdać się na znaki drogowe, wskazujące drogę do wszystkich okolicznych atrakcji turystycznych, w tym kompleksu Mittelbau. Po około dwóch godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Pozostałości obozu rozlokowane są w urokliwym, otoczonym z trzech stron wzgórzami, miejscu. Można zobaczyć tam niewielkie muzeum, plac apelowy, kilka baraków i krematorium. Może nie ma tam tak skondensowanej dawki makabry jak w Auschwitz czy w Stutthof, nie zginęło też tam tak wielu ludzi (liczbę ofiar ocenia się na około 20 000 ludzi, szacunki są mocno rozbieżne), ale relacje tych, co przeżyli pracę w Mittelwerk wskazują, że było to piekło pod ziemią. Stała temperatura 8 stopni, wilgoć, sadyzm strażników, fatalne warunki bytowe i sanitarne, praca ponad siły przy drążeniu tuneli, a potem przy montażu rakiet i pocisków zebrały swe żniwo.

Program ERASMUS ma kilka pozytywów, dla mnie największym z nich jest możliwość odwiedzenia znajomych bawiących – pardon: poszerzających swą wiedzę – w ościennych krajach. Jako, że koleżanka koleżanki właśnie kończyła swój roczny pobyt w Lipsku ugadaliśmy się, że odholujemy ją bryką do Polski, w zamian licząc na darmowy nocleg połączony z krótkim zwiedzeniem okolic. Przed wyjazdem wyczytałem, że około 140 km. od Lipska (okolice miejscowości Nordhausen) znajdują się pozostałości obozu Mittelbau-Dora wraz z fragmentem podziemnej fabryki (Mittelwerk), w której przymusowi robotnicy wraz z więźniami obozów koncentracyjnych III Rzeszy konali z wycieńczenia drążąc kilometry podziemnych tuneli, a następnie montując tam “cudowne bronie” Hitlera, czyli rakiety V-2 oraz pociski V-1. Jako, że historią lekko się interesuję, postanowiłem uszczknąć dzień jeden na odwiedzenie tego miejsca.  Studiując zakupioną w Lipsku mapę gór Harzu (całe 10 euro za solidne dwie mapy)  doszedłem do wniosku, że można przy okazji spróbować wejść na najwyższy tamtejszy szczyt – Brocken (1142 m. n.p.m.).

Z Lipska wyjechaliśmy około 10:00 rano, w słoneczny, wtorkowy dzień. Do Nordhausen biegnie autostrada 38, z Lipska należy jechać w kierunku Getyngi, następnie zjechać na zjeździe do Nordhausen, a potem zdać się na znaki drogowe, wskazujące drogę do wszystkich okolicznych atrakcji turystycznych, w tym kompleksu Mittelbau. Po około dwóch godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Pozostałości obozu rozlokowane są w urokliwym, otoczonym z trzech stron wzgórzami, miejscu. Można zobaczyć tam niewielkie muzeum, plac apelowy, kilka baraków i krematorium. Może nie ma tam tak skondensowanej dawki makabry jak w Auschwitz czy w Stutthof, nie zginęło też tam tak wielu ludzi (liczbę ofiar ocenia się na około 20 000 ludzi, szacunki są mocno rozbieżne), ale relacje tych, co przeżyli pracę w Mittelwerk wskazują, że było to piekło pod ziemią. Stała temperatura 8 stopni, wilgoć, sadyzm strażników, fatalne warunki bytowe i sanitarne, praca ponad siły przy drążeniu tuneli, a potem przy montażu rakiet i pocisków zebrały swe żniwo. Bytność w podziemiu tylko utwierdziła nas w tym, że w latach działania Mittelwerk musiał być przynajmniej przedsionkiem piekła. O ile obóz można zwiedzać samemu, to warto wiedzieć, że o 11:00 i 14:00 istnieje możliwość wejścia do jednego z tuneli podziemnej fabryki, wraz z przewodnikiem (tylko po niemiecku, rozumiałem jakieś 30% tego co mówił). Opłaty nie są wymagane, jedynie można wrzucić jakiś pieniążek do puszki w budynku muzeum. Poniżej kilka fotografii:

Wjazd:

P7242373

plac apelowy:

P7242376

krematorium:

P7242384

wejście do tunelu (otwarto go w połowie lat 90-tych):

P7242385

same tunele i nieco pordzewiałych resztek V-2:

P7242387

P7242388

P7242413

P7242408

 

P7242407

P7242399

P7242395

Zasypane przez Sowietów wejście do drugiego tunelu:

P7242418

Podobny kompleks widziałem w Górach Sowich, z jednej strony imponuje on rozmiarami (do zwiedzania udostępniono tylko nieco ponad kilometrowy fragment, przewodnik pokazał nam model ile zajmowało to w rzeczywistości. Wystarczy powiedzieć, że w kilku miejscach miał on wysokość trzypiętrowego budynku), to z drugiej strony należy stwierdzić, że ten rozmach budowlany i technicznie zaawansowany wynalazek jakim była rakieta V-2 miały straszliwą cenę tysięcy zamęczonych ludzi. Generalnie kompleks Mittelwerk/Mittelbau towarzyszące mi Kasia i Ewelina podsumowały słowami: Przejmujące, piekielne miejsce. Zgadzam się.

Dobiegała godzina 15:30 jak ruszyliśmy w stronę góry Brocken. Było już popołudnie, ale nie chcieliśmy, aby ten słoneczny dzień kojarzył nam się tylko z obozem i podziemną fabryką. Sam szczyt Brocken jest popularnym miejscem wycieczek wszelakich, prowadzi do niego sporo tras i szlaków. My jechaliśmy z Nordhausen następującą trasą: Ilfeld – Braunlage (droga nr 4), Braunlage – Elend (droga nr 27), Elend – Schierke (jakaś lokalna trasa). Drogi są dobrze oznakowane i jak to ma miejsce u naszych zachodnich sąsiadów sa w co najmniej niezłym stanie. Po dotraciu do Schierke zaparkowaliśmy brykę na lokalnym parkingu (jest ich w od groma, należy kupić bilet parkingowy za 3 lub 5 euro). Następnie ruszyliśmy na szczyt Brocken. Góra ta jest znana nie tylko z “widma Brockenu” ale też z opowieści o odbywających się tam dawnymi czasy sabatami czarownic. Trzeba przyznać, że w lokalnych sklepach roi się od wiedźm, diablików i chochlików, które można kupić jako pamiątkę. Spora ilość knajp i hoteli także jest ozdobiona a to diabełkiem, a to wiedźmą lecącą na miotle. Co ciekawe, wszystkie te panie jakieś stare i brzydkie. Jakoś nie mogłem dopatrzeć się kuszącej i powabnej czarownicy (diabły z okolic Brockenu jak widać miały kiepski gust), oczywiście z dwoma wyjątkami – mych towarzyszek podróży zaopatrzonych w stosowny do wycieczki rekwizyt:

P7242434

Samo wejście na szczyt nie przedstawia poważniejszych problemów. Szlaki są dobrze oznakowane (tabliczkami, nie kolorami)

P7242443

jest ich dosyć sporo. My szliśmy Neuer Weg, następnie Bahnparallelweg. Szlak biegł a to szeroką szutrową drogą:

P7242431

a to wśród rumowisk głazów:

P7242439

a to kawałkiem torfowiska czy też bagna:

P7242440

Przed szczytem pełna gejowizna – asfaltowa droga:

P7242445

Droga ta powoduje, że ilość rowerzystów przypadających tam na kilometr kwadratowy jest znaczna. Mnie to nie przeszkadza. Co ciekawe, na sam Brocken prowadzi też linia kolejowa, taka w stylu retro:

P7242428

Większość trasy jest zalesiona, znakiem rozpoznawczym góry są tysiące głazów leżących i w lesie, jak i na szczycie:

P7242435

P7242501

Po około dwóch i pół godziny spokojnego marszu dotarliśmy na szczyt:

P7242462

P7242490

Jak widać radość nasza z tego faktu była ogromna:

P7242471

P7242477

Należy przyznać, że Brocken jest skomercjalizowany do bólu. Nie dość, że kolejka ze stacją niemal na samym szczycie:

P7242449

To jeszcze hotel, knajpy, muzeum, do tego stacja przekaźnikowa oraz meteo. Budynków nie brakuje:

P7242453

To oblicze tej góry podobało mi się średnio. Dodatkowo, przyszliśmy już po 19:00 i wszystkie knajpy były zamknięte, tak więc plany wypicia zimnego piwka wzięły w łeb. Z drugiej strony nie towarzyszyły nam tłumy turystów, byliśmy tak zaledwie z kilkoma ludźmi. Dziewczyny strzeliły sobie kolejną już fotkę:

P7242451

a ja z przyjemnością skonstatowałem, że Brockem ma też mniej zabudowane oblicze:

P7242481

P7242461

P7242458

Porośnięty trawą szczyt, z rozrzuconymi tu i ówdzie głazami dla mnie ma więcej uroku niż – swoją drogą urocza – kolejka, knajpy i hotel. Do tego można podziwiać panoramę gór Harzu, która w promieniach zachodzącego słońca prezentuje się nawet nieźle. Droga powrotna upłynęła nam na zabawnych pogaduchach dotyczących czarownic, wiedźm i diabełków które pewnikiem odbywały cykl sabatów na trasie Brocken – Łysa Góra. Było to takie ludyczno-folklorystyczne ujęcie piekła, kontrastujące z tym, co widzieliśmy w Mittelbau kilka godzin wcześniej. Już o zmroku zeszliśmy do Schierke:

P7242507

skąd wróciliśmy do Lipska (około 3 godziny drogi samochodem).

Podsumowując, nie będę ukrywał, że Brocken jakoś nie rzucił mnie na kolana. Nie powiem, to miejsce ma swój urok, jest znane, sam Harz także oferuje atrakcje dla górskiego turysty (skałki, doliny, sporo górskich szlaków), ale jakoś wolę polskie Beskidy jako miejsce do tego typu łazikowania. Jednak gdyby ktoś przejeżdzał w tamtych okolicach to myślę, że warto poświęcić dzień na zobaczenie tego fragmntu Niemiec. Ja nie żałuję, towarzyszki wyprawy też (przynajmniej taką mam nadzieję, bo inaczej zamienią mnie w żabę albo w kota ;D ).


**Zapraszamy do dyskusji na forum w twmwcie: [Niemcy] Dwa oblicza piekła, czyli jeden dzień w górach Harzu…

Dodaj komentarz

Looking for something?

Use the form below to search the site:


Still not finding what you're looking for? Drop us a note so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...