Share →

Po raz kolejny miały być Tatry. Ale łupanie drewna w piątek i sobotę zachwiało naszą pewnością.

 

Po raz kolejny miały być Tatry. Ale łupanie drewna w piątek i sobotę zachwiało naszą pewnością. W sumie to nic mnie nie bolało, ale załadowanie, przewiezienie wózkiem ręcznym, rozładowanie i ułożenie 12 ton drewna bukowego sprawiło, że jakoś przełamałem się do koncepcji Pilska. Na wszelki wypadek. Koniec końców okazało się, że spokojnie można było iść w te Tatry no ale… jak już tak ustaliliśmy to poszliśmy. Że góra jest na wyciągnięcie ręki to na parkingu pod stacją wyciągu krzesełkowego jesteśmy trochę po 8:30. Oczywiście pogoda “lux marzenie” więc nie ma żadnego “krzesełkowania” – idziemy więc “własnonożnie” wzdłuż trasy narciarskiej :). Wiosna ewidentna bo i kwiatków sporo.






Myśleliśmy, że będzie mokrzej, ale jednak ostatnie temperatury zrobiły swoje i śnieg w dolnych partiach to raczej wspomnienie. Nie gdzie w cieniu można znaleźć tylko małe ilości. Ale nawet sama ziemia była tu sucha i szło się super komfortowo.







Docieramy do pierwszego bardziej stromego podejścia. Raki zostały w domu więc trzeba się “zainspirować” i obejść prawą stroną…





Widać też pierwsze “skutki” promocji na plecaki BD (tu kawałek Astral’a 40) :).



i jego użytkowniczka



Były też krokusy – co prawda nie było ich za wiele i rosły prawie w wodzie pochodzącej z roztopów, ale liczy się że na nie trafiliśmy.







Ostatnie fragmenty śniegu pod…





i nad schroniskiem na Hali Miziowej…



Najlepszy był ratrak, a właściwie jego operator, który pozostawił go na środku trasy, która i tak z uwagi na ilość śniegu była dosyć skąpa.



Kto chce może iść się “potaplać” do nowego strumyczka przy schronisku.





A my na chwilę siadamy, jemy, pijemy – do tego wieeeeejeeee. Zabiera wszystko ze stołu, porywa plecaki (byłem nawet światkiem jak żurek z łyżki przeniósł się na sąsiadującą osobę 😀)





Ale siedzieć też nie można wiecznie… więc idziemy dalej. Tu śniegu jest więcej. Trzyma się nawet nawet i człowiek nie zapada się tak bardzo jak przewidywaliśmy. Wybieramy “wariant prawy”



Po czym po chwili następuje pit stop na MMS’y :D.











A później to już kontynuacja podejścia czarnym szlakiem na szczyt. No nie powiem żeby w środkowym odcinku nie było dosyć stromo, ale każdy kto był na Pilsku wie o tym i tyle. Na wypłaszczeniu, gdzie trasa biegnie już pomiędzy kosodrzewiną jest mega breja – śnieg na wpół stopiony wymieszany z wodą po kostki. Ale to nam nie przeszkadza (bo niby w czym miało by nam przeszkodzić)





Oczywiście tradycyjna sesja “kosówkowa”





i plecaczek….



jak widać z Babiej też już praktycznie śnieg zszedł. O śniegu z relacji z Babiej należy już zapomnieć – a szkoda bo było pięknie. No ale śnieg będzie znów za rok, a teraz trzeba się cieszyć zielenią.







I na zakończenie jeszcze promocyjny akcent z 3=2 czyli nowy termosik – bardzo fajny :).



Powrót ze szczytu również szlakiem czarnym, a później już na dół zielonym, ale zdjęć nie ma bo tak jakoś szybko szliśmy + ten szlak nie jest specjalnie widokowy więc zdjęć tam nie odnotowano hehe 😀

Na zakończenie pragnę wszystkich przeprosić, iż nie była to relacja z żadnego siedmiotysięcznika, nie było balansowania nad przepaściami, ani nawet wspinaczki w przewieszeniu, a jedynie Beskidzkie “krzaczenie”, ale pogoda dopisała super. I z opcji lekko awaryjnej zrobiła się całkiem fajna wycieczka. Jedynie nam dogrzało bo spiekło nas na bordo. Naturalną solarkę sobie zaaplikowaliśmy jak nic :D.


Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Tagged with →  

Dodaj komentarz

Looking for something?

Use the form below to search the site:


Still not finding what you're looking for? Drop us a note so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...