Share →

Celem wyjazdu było wejście zimowe na najwyższy szczyt Słowacji, Tatr i przy okazji Karpat, czyli na Gerlach.

 

Gerlach Zimą

Skład:

Aga, Tersan, Dziku, Tomek

06-08.01.2012

06.01.2012

Celem wyjazdu było wejście zimowe na najwyższy szczyt Słowacji, Tatr i przy okazji Karpat, czyli na Gerlach.

Ekipa zwarta i gotowa ruszyła w piątek 6 stycznia na Słowację. Po kilku godzinnej podróży samochodem (jakieś 2 h przyjemnego stania w korku) dojechaliśmy do Tatrzańskiej Polanki.

Była godz. ok. 14.

Małe przepakowanie, przebranie i powoli ruszamy zostawiając auto na parkingu. Zmierzamy w kierunku Śląskiego Domu.



Szliśmy zielonym szlakiem, po drodze próbowaliśmy pomóc przy zakopanym w śniegu samochodzie, jak się później okazało obsługi ze Ślaskiego Domu.

Droga całkiem przyjemna, szlak w nie najgorszym stanie. Śniegu w granicach 20 cm. Do hotelu doszliśmy już jak się zupełnie ściemniło.
Przy samym już podejściu do Śląskiego Domu zaczęło niemiłosiernie wiać.

Postanowiliśmy chwilę odpocząć i pomyśleć nad tym gdzie rozbić obóz na pierwszy nocleg.



Gdzieś po około godzinie wyruszyliśmy w głąb doliny Wielickiej. Przy ciągle pogarszającej się pogodzie i ciężkiej orientacji postanowiliśmy rozbić namioty w okolicach Velickiego Plesa.

widok sprzed Śląskiego Domu


Rozbijanie namiotów przy tej pogodzie okazało się nie lada wyzwaniem. Gdy jak się okazało wszystko szło po naszej myśli, jeden podmuch wiatru porwał nam nasze “noclegi”. Na szczęście zdążyliśmy je złapać, by znów przymocować je do podłoża. Co też nie było łatwe. Świeży śnieg leżał na mocno zmarzniętej ziemi. Ciężko było wbić się w tą “podłogę”

Plan na jutro, wstać wcześnie i spróbować dojść jak najwyżej się da.

07.01.2012

Pobudka o 5 rano, a w namiocie śnieg 🙂 na śpiworach, między nimi, na plecakach. Wszędzie. Zaczęliśmy się zastanawiać z Agą, nie tyle dlaczego on tu jest, ale skąd go takie ilości. Namiot to Marabut Komodo XL. Być może słaba wentylacja, może nawiało też trochę przez niedomknięty zamek, nie wiemy do końca.

Tak czy inaczej zdecydowaliśmy się wrócić do Śląskiego Domu i przesuszyć oraz przeczekać warunki. Wiało znów niemiłosiernie oraz padał śnieg.

Drogę, która miała kilkaset metrów pokonaliśmy przy bardzo silnym wietrze i zamieci. W oknach hotelu stało kilka osób i “podziwiało” nasze zmaganie z pogodą i śniegiem po pas. Jak się później okazało kibicując nam 🙂

Po naradzie zdecydowaliśmy jak wczoraj, że idziemy i zobaczymy gdzie damy radę dojść. Wiatr jakby nieco stracił na sile, a i niebo odkryło swój błękit 🙂

Aga i Tomek


za nami w tle Śląski Dom


Udało nam się po pokonaniu progu nad Velickym Wodospadem i Kvetnicowego Plesa dojść, pod sam Żleb Karczmarza.
Pogoda zadziwiła, cicho, spokojnie, świeciło słońce.
Postanowiliśmy rozbić namioty, by na drugi dzień przy ataku mieć już za sobą podejście pod Żleb.



Warunki na rozbicie obozu o niebo lepsze niż poprzedniego dnia. Sporo kamieni którymi mogliśmy usztywnić namioty.
Była godzina ok. 14.

nasze domki 🙂


Po rozbiciu namiotów postanowiliśmy zrobić mały rekonesans w żlebie. Tomek, Aga i ja wyszliśmy w górę. Dziku został w namiocie.

Aga już wraca z góry




widoczek musi być 🙂


Tomek podchodzi pod próg skalny w Żlebie Karczmarza.
Warunki po sprawdzeniu może nie idealne, ale śnieg na tyle w porządku, że można spokojnie wejść.



Zdecydowaliśmy, że przy takich warunkach, pobudka o 3 nad ranem, wyjście o 5 i robimy atak szczytowy.
Najpierw wejście Żlebem Karczmarza, później granią na właściwy szczyt Gerlacha. Powrót tą samą droga, albo przez Wielicki Żleb.

foto z zejścia z rekonesansu żlebowego


I to by było na tyle dobrych wieści…

Po zejściu do namiotów, przygotowaniu posiłków, lekkiej drzemce, budzimy się, wyglądamy z namiotu, a tu znów dupówa.
Śnieg sypie mocno, wieje znów silny wiatr, widoczność spadła radykalnie.

08.01.2012

Wyłączyliśmy budziki z godz. 3.

Postanowiliśmy, że w takich warunkach nie będziemy ryzykować wejścia. Świeży śnieg, mocny wiatr.
W żlebie można by było zjechać.

Jak zrobiło się jasno zaczęliśmy składać nasze obozowisko i przygotować się do powrotu.

fot. Dziku




Droga powrotna nie była zbyt trudna, ale ograniczona widoczność, wiejący wiatr i sypiący śnieg nieco ją utrudniały.



ekipa w zamieci 🙂


najbardziej emocjonujący moment w drodze powrotnej mieliśmy przy zejściu z progu wodospadu.
Teren z bardzo świeżym śniegiem, mógł polecieć. Podzieliliśmy się na dwa schodzące zespoły. Jeden z góry obserwował ten na dole.





Jak się okazało przy naszym zejściu zagrożenie lawinowe wzrosło już znacznie, do stopnia III.

Zostało nam dojście do Śląskiego Domu. Tam chwila odpoczynku. Małe piwo, odświeżenie się oraz droga w dół, na parking w Tatrzańskiej Polance



oraz, czas na mały spam harcersko – outdoorowy 😀



Gerlach tym razem nie wpuścił nas na górę, ale wracamy zadowoleni, cali i bogatsi o kolejne górskie doświadczenia.

I mimo, że szczyt nie zdobyty, wędrówka była przyjemnością.

Na pewno tam wrócimy :).


 

Do dyskusji, zapraszamy na forum.

Tagged with →  

Dodaj komentarz

Looking for something?

Use the form below to search the site:


Still not finding what you're looking for? Drop us a note so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...