Share →

PC271409Po wyjściu z wąwozów szlak robi się błotnisto-wodno-lodowy. Błoto jest białawe, wapienne, bardzo lepkie. Dolepia się na grubość ok 3 cm do podeszwy i nie chce puścić. Pomaga dopiero solidne płukanie, które wykonuję w każdej głębszej kałuży, pozbywając się pół kilo z każdego buta. Grodzisko Podgórz to po prostu górka z tablicą i ławkami. Po jakiejkolwiek budowli z VIII w. nie ma już śladu.

,,Czasem nie trzeba jechać daleko, aby zobaczyć coś godnego uwagi.” ,,Nie ma co jechać w góry w taką odwilż.” Tak sobie tłumaczyłem siedząc w busie jadącym w stronę Kazimierza Dolnego, malowniczego miasteczka położonego nad Wisłą nieopodal Puław.

Bus jedzie dość niepewnie, na drodze zalega ,,czarny lód”, niewidoczny i cholernie śliski. Do tego prawie nie ma pasażerów, bo to pierwszy dzień po Świętach Bożego Narodzenia, więc tyłek Sprintera tańczy na drodze jak oszalały. Na szczęście dojeżdżamy szczęśliwie do Kazimierza. Z dworca udaję się wprost nad Wisłę, na niebieski szlak. Temperatura iście wiosenna, ale na promenadzie wciąż lód, taki do połowy roztopiony i ponownie ścięty nocnym przymrozkiem. Znając dalszy przebieg szlaku, żałuję, ze nie zabrałem raków. Jak się później okaże, wcale nie byłoby to na wyrost. Odwracam się i pykam fotkę. Kazimierz jest tak nasycony zabytkami, że spokojnie w jednym kadrze można uchwycić cztery na raz ;) Tutaj od lewej: baszta, zamek, kościół farny i to na górze, nie wiem co, ale też stare ;)

Po drodze mijam spichlerz jakich w Kazimierzu dużo, przerobiony na jakiś hotel czy coś.

Wszystkie te budowle zostały wykonane z opoki wapiennej czerpanej z kamieniołomu nieopodal miasteczka.

O ile dobrze przyswoiłem wiedzę z wycieczki szkolnej w podstawówce, to kamieniołom jest wielce stary, uruchomił go król Kazimierz, ten co zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. Pomyślałem: ,,Se wejdę na górę”. Okazało się to nieźle karkołomne, przypominało piarg w górach polany lodem. Co by mi się przydało? Tak, raki.

Po zejściu na dół idę w stronę przystani promowej. W lecie prom ten przewozi ludzi i samochody na drugą stronę Wisły, do Janowca. Po drodze pola lodowe, które pokonuję kucając i odpychając się rękami od podłoża. Żenua ;)

Na przystani nie ma promu, ale jest za to pogłębiarka. Maszynka robi wrażenie

Po drugiej stronie Zamek Janowiec, podobno jeden z większych i najładniej położonych w Polsce.

Zalodzonym szlakiem idę pod górę dalej, do ruin Willi Szukalskiego.

Kilka kroków dalej odsłania się widok na wiatrak i brzeg Wisły. Wieje, że łeb urywa, teraz nawet cieszę się, że nie ma mrozu.

W miejscowości Mięćmierz robię krótki przystanek i dalej, wąwozem z lodowiskiem na dnie udaję się w stronę grodziska Podgórz.

Po wyjściu z wąwozów szlak robi się błotnisto-wodno-lodowy. Błoto jest białawe, wapienne, bardzo lepkie. Dolepia się na grubość ok 3 cm do podeszwy i nie chce puścić. Pomaga dopiero solidne płukanie, które wykonuję w każdej głębszej kałuży, pozbywając się pół kilo z każdego buta. Grodzisko Podgórz to po prostu górka z tablicą i ławkami. Po jakiejkolwiek budowli z VIII w. nie ma już śladu.

Idę niebieskim szlakiem tematycznym wzdłuż Rezerwatu Skarpa Dobrska. Niepotrzebnie zaufałem tym, co ten szlak wytyczyli, bo przebiega on po górze skarpy i jest nudny jak flaki z olejem. Może u podnóża tej skarpy byłoby coś ciekawego, droga którą idę to tylko błoto i pola, czasem las.

Okrężną drogą wracam do Kazimierza, zagłębiając się ponownie w wąwóz. Troszkę jak w Bieszczadach ;)

Pogoda, do tej pory słoneczna, zaczyna się psuć. Idą chmury niosące deszcz. Parę fotek z miasteczka:

Wdrapuję się na Górę Trzech Krzyży, dobry punkt widokowy, ale zaczyna siąpić deszcz.

Po dłuższej chwili nudnego asfaltowania dochodzę do wąwozu Korzeniowy Dół. Erozja jest tu tak szybka, że less odpada płatami z pionowych ścian i odsłania korzenie drzew. Na dnie wąwozu szklisty lód po którym leje się woda z deszczu. Ślisko wielce.

Niebieskim szlakiem zmierzam do Bochotnicy. Po drodze mijam ruiny ,,Zamku Esterki”, czyli jak głosi legenda, żydowskiej kochanki króla, tego od Polski drewnianej i murowanej. Podobno od Esterki do Kazimierza Dolnego prowadzi sekretny tunel. Kiedyś na pewno go odnajdę ;)

Niestety deszcz wali coraz mocniej, wszystko płynie i w połączeniu z wcale niemałą stromizną jest naprawdę niebezpiecznie ślisko.

Ponieważ wyjazd, na którym nie odwiedzam żadnej dziury w ziemi uważam za stracony, to udaję się do kamieniołomu komorowego w Bochotnicy. Jest on bardzo kruchy, zakładam więc kask i oczywiście czołówkę.

Korytarze są wysokie i wchodzą głęboko wgłąb góry. Już kiedyś byłem, chyba we wszystkich, teraz nie zapuszczam się daleko, bo nie chcę przeszkadzać zimującym tu nietoperzom. Niestety jeden i tak się budzi, w ogólnej ciszy i ciemności jego skrzeczący pisk mrozi krew w żyłach.

Strop jest bardzo spękany. U sufitu wiszą kamienie wielkości lodówek, wyglądają jakby zaraz miały wypaść…

…i niektóre naprawdę wypadają

Dobrze, że nie przy mnie, i nie w tej chwili, bo bym chyba narobił w gacie ;)

Wychodzę z kamieniołomu, jest już prawie ciemno i pada. Chowam kask, jem kanapkę, ocieram z grubsza zabłocony plecak żeby nie straszyć kierowcy busa i przez Puławy wracam do Lublina. O!


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Kazimierz Dolny i okolice

Dodaj komentarz

Looking for something?

Use the form below to search the site:


Still not finding what you're looking for? Drop us a note so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...