Share →

8020_328989463857542_1453322448_nIdziemy na azymut, w stronę Połoniny Zakukulskiej. Miejsce genialne! Szeroka, trawiasta łąka, która łukiem pochyla się w stronę południa. Świetny widok na główne masywy czarnohorskie. Rozbijamy się na samym jej środku, przy krzyżu i miejscu ogniskowym. Cały masyw Kukuła usiany jest drutami, dziurami i innymi pozostałościami pookopowymi, również nasze miejsce noclegowe. W odległości 70 m od nas jest staja, a przy niej źródło. Huculi, młodzi chłopcy, jeden 11, drugi 17 lat, sprzedają nam mleko, całe wiadro, prosto od krowy. Widać po nich ich trudy codziennej pracy rąk, a po tym starszym dodatkowo zmęczenie wątroby. Ognisko, „opatentowana obiado-kolacja”, gitara, kima.

Wypad w Czarnohorę chciałem zacząć inaczej niż wcześniej. Pomysł był taki, aby uniknąć przesiadek, podjeżdżania marszrutami od Stanisławowa i całość drogi przejechać pociągiem. Początek trekkingu miał miejsce w miejscowości Woronienko. Przejazd pociągiem relacji Lwów-Rachów, wyjazd o godz. 15.57, na miejscu po 22:00. Kobiecina ze stacji wskazała kaj możemy się udać, aby rozbić namioty (w sytuacji kryzysowej można kimnąć w przytulnej poczekalni). Zaraz za stacją podeszliśmy 50 m pod górkę. Doszliśmy do pierwszej chałupiny, która okazała się być sklepem, tuż obok stała studnia z wiadrem oraz coś w rodzaju miejscowego wyposażenia ogródka piwnego (stół i ławy zrobione z podkładów kolejowych?) – dobre miejsce na posiłek. Namioty rozbiliśmy jakieś 100 m dalej na zachód, na czyimś podwórku (generalnie tam były same pogrodzone działki, ale kobieta ze stacji mówiła, że to nie problem :) ). Poszliśmy jeszcze przeprowadzić zabieg odtrollania po kilkugodzinnej przejażdżce w plackartnym. Namioty rozbite, niebo rozgwieżdżone, kimiemy.

Rano budzi nas skwar i gwar. Słońce wali po namiotach, a robotnicy leśni jeżdżą tam i z powrotem. Wstajemy, łazimy i oczom naszym ukazał się… basen, dosłownie 20 m od namiotów :D Dość specyficzny, bo była to dziura wyłożona kamieniami, w której biło źródło, ale zawsze to 2 metry wody, którą można wymyć to i owo :D Dwaj miejscowi młodociani zachęcili nas do skorzystania z tej nie lada przyjemności. Skorzystaliśmy z infrastruktury przysklepowej, studnia, ława. Dokonaliśmy ostatnich zakupów i w drogę. Droga jest wiejska, rozjeżdżona, widać fragmenty żółtego szlaku pieszego i jakiegoś rowerowego, wchodzimy nią na Prypir, dalej mijamy staję huculską na Bukowynie. Idziemy różnie, trochę granią, trochę drogą polną wiodąca południową stroną. Pogoda dobra, widoki miłe dla oka. Ładnie widać Pietrosa z jego zabójczym podejściem, potem odsłania się również Howerla. Mijając po drodze jeszcze trzy osady Hucułów dochodzimy do Kukuła.

Idziemy na azymut, w stronę Połoniny Zakukulskiej. Miejsce genialne! Szeroka, trawiasta łąka, która łukiem pochyla się w stronę południa. Świetny widok na główne masywy czarnohorskie. Rozbijamy się na samym jej środku, przy krzyżu i miejscu ogniskowym. Cały masyw Kukuła usiany jest drutami, dziurami i innymi pozostałościami pookopowymi, również nasze miejsce noclegowe. W odległości 70 m od nas jest staja, a przy niej źródło. Huculi, młodzi chłopcy, jeden 11, drugi 17 lat, sprzedają nam mleko, całe wiadro, prosto od krowy. Widać po nich ich trudy codziennej pracy rąk, a po tym starszym dodatkowo zmęczenie wątroby. Ognisko, „opatentowana obiado-kolacja”, gitara, kima.

Opatentowana obiado-kolacja: zazwyczaj wybieram się w towarzystwie ok. 5 osób. Na posiłek dla takiej grupy wystarcza: 1 kg makaronu/kaszy/ryżu, 300-500 g mięcha z puszki, puszka groszku/kukurydzy/fasoli/mix, 3 sosy. Można dodać całą gamę dodatków: kostki rosołowe, czosnek, parówki i wszystko inne, co jest pod ręką (czy jak kto woli, pod klapą ;) ), jednakże wyżej wymienione stanowią bazę. Wystarcza dla grupy 6 osobowej, w której co najmniej połowę stanowi płeć piękna ;)

Kolejnego dnia mamy w planach Kostrzycę i dojście do Kuby. Droga daleka, a skwar niemniejszy niż wczoraj. Bez problemu schodzimy do Zawojeli, do której prowadzi szlak niebieski. Dochodząc do drogi kierujemy się kilkaset metrów w stronę Howerli i dochodząc do mostu decydujemy się na małe zabiegi higieniczno-kosmetyczne w bystrym nurcie Prutu. Most dość niepewny, widać od razu sowiecką myśl technologiczną, gdyż podparty był zwykłymi, świerkowymi żerdziami. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu przejechała po nim ogromna, niemniej stworzona przez wyżej wspomnianą myśl, ciężarówka z drewnem. Przełazimy przez most i leziemy leśną drogą która biegnie wzdłuż potoku o nazwie Ozirny (gruba, czarna wstążka widoczna na mapie „Czarnohora”, Ruthenus, Krosno 2010, http://www.karpaty.travel.pl/mapa_czarnohora.php). Problem stanowi właściwy moment na odbicie w lewo, na górę. Robimy to w miejscu, które kusi nas złudzeniem istnienia drogi, dróżki, dróżynki… koryta dawnego potoku. Owym korytem potoku dowlekamy się na wyrębisko drzew. Potem, znów na czuja, idziemy w stronę Połoniny Fostowej. Liczymy na uzupełnienie wody, która niemalże ubyła w całości. Widzimy konia, owce w zagrodzie, psa. Nieco dalej dostrzegamy położoną niżej staję. Uradowani lecimy po wodę. Miejscowy jegomość wyciąga z beczki koniec gumowego węża i częstuje nas wodą. Na koniec stwierdza, że jeśli chcemy zimną to musimy iść wyżej.  Okazało się, że wodą, którą uraczył nas pan hucuł pochodziła z krowiego koryta (ot, wąż wepchnięty w dziurę), a dostęp do źródła był żaden, ledwo ciekło. Zmarnowani ruszyliśmy w stronę Kostrzycy. Na przełęczy za szczytem ujrzeliśmy rozpadającą się kolibę i pierwsze co nas dopadło to myśl „kaj woda?!” Na szczęście była nieco niżej. Ledwo kapało, ale przynajmniej było mokre. Zmęczenie nie pozwala cieszyć oka widokami, a były wspaniałe. Odpoczywamy, jemy, uzupełniamy płyny i ruszamy w stronę Połoniny Kobylarki, Podyny i wsi Bystrec. Ścieżek mało, większość drogi ciśniemy na azymut, przez trawy. Wielka radość nas ogarnia gdy po wyjściu z lasu za Podyną widzimy pierwsze zabudowania. Niestety, czas goni, jest co raz ciemniej. Od pierwszej zamieszkałej chaty prowadzi nas wąska, stroma i kręta ścieżka przez las. Dochodzimy do kolejnych kilku chat i tutaj zatrzymujemy się. Nie damy rady dojść do Kuby bez nocnego wypruwania żył, dlatego postanawiamy zagadać do miejscowych o możliwość noclegu. Szczerbata hucułka pozwala nam rozbić namiot na swoim podwórku, ale my byliśmy nastawieni na nocleg pod dachem, próbujemy wynegocjować podłogę w jej chatince. Kobieta nie ustępuje, ale po chwili wyciąga telefon komórkowy, który dziwnie kontrastował ze scenerią co najmniej XIX w., i poczyna opisywać komuś zaistniałą sytuację. Po rozmowie oświadcza, że oto obok stoi chata jej sąsiada i on zgadza się abyśmy spędzili w niej noc. Rozentuzjazmowani dopadliśmy pięknej, drewnianej budowli, na którą składały się dwie izby i sień. W środku wyposażenie przechodziło płynnie od ikon przedstawiających postacie świętych, poprzez zdjęcia sowieckich saldatów, po plakat cygańskiej kapeli i obrazek kotów. Dwa piece, dwa łóżka, małe radyjko. Niesamowity klimat.

Za chatą był strumyk, z którego wodę poprowadzono do drewnianej rynienki – czyli był i prysznic. Obok chaty, przy drodze, stała latryna, którą pozbawiono drzwi, za to deska obita była grubym, filcowym… kocem.

Rano posprzątaliśmy, podziękowaliśmy hucułce i ruszyliśmy przez Koszaryszcze do Dzembroni. Dalej trasa była standardowa, więc się nie rozpisuję, z noclegami na Popie Iwanie, przy Jez. Niesamowitym i przy wiacie na Połonienie Skopeskiej, wejściem na Pietrosa i zejściem do Jasini. Pogoda była dobra, burza złapała nas przy zejściu na pociąg.

Podsumowanie:
Droga przez Kukuł jest świetna, są ścieżki, jest woda, jest dobre miejsce na nocleg, a samo Woronienko, jako miejsce startowe, wspaniałe przez wzgląd na swoją “infrastrukturę”.
O wiele bardziej problemowa jest Kostrzyca. Widać, że sporo źródeł tam wyschło, więc zwinęli się Huculi ze swoim bydłem. Mało wody, mało ścieżek. Do tego sporo przewyższenia. Trasa męcząca, ale do przejścia dla doświadczonego chodziarza (my ekipę mieliśmy mieszaną).

2 tygodnie później próbowałem znaleźć inną drogę z Zawojeli do Bystreca. Podążając tą samą drogą wzdłuż potoku Ozirnego chciałem wyjść na Połoninie Ositnyk (przeł. 1230 m npm), jednak po przewalaniu się przez chaszcze, potoki i pionowe ściany wyszedłem… na Kostrzycy, pod którą spędziłem noc. Odbiłem w niewłaściwą odnogę potoku. Przy tej okazji chciałbym zapytać (z czystej ciekawości, bo nie wybieram się tam w najbliższym czasie), czy któryś outdoorowicz lub któraś outdoorowiczka zna jakąś sprawdzoną drogę z Zawojeli do Bystreca?

Swoją drogą… Jak to jest, że zwykły człowiek ciśnie na taką Kostrzycę przez trudy i znoje, zalany potem po piety i zajmuje mu to cały dzień, a taki Ukrainiec, nie stąd ni zowąd pojawia się o 9.00 rano pod samą Kostrzycą, w klapkach, foliowym worku i torbą grzybów.

Postaram się uzupełnić relację większą ilością zdjęć.


**Zapraszamy do dyskusji na forum w temacie: Czarnohora przez Masywy Kukuła i Kostrzycy [1-8 lipca 2012]

Dodaj komentarz

Looking for something?

Use the form below to search the site:


Still not finding what you're looking for? Drop us a note so we can take care of it!

Visit our friends!

A few highly recommended friends...